wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 020


*Oczami Amandy
Zadzwoniłam do drzwi Marceliny.
-Cześć! – zawołałam radośnie do przyjaciółki, która otworzyła mi drzwi
-Też się cieszę, że cię widzę…Co cię do mnie sprowadza? – zapytała
-No jak to co? To już nie mogę przyjść? – zapytałam z ironią
-Oj, już przestań, ja tylko tak zapytałam.  – mówiła.
-No ok., ok. Ej, ja nie zamierzam kisić się w domu. Jest ładna pogoda, chodź na deskę lub rolki.
-OK. Ale ja wolę deskę. – odpowiedziała – Ale i tak musisz wejść na chwilę do mnie, bo muszę się przebrać.
-Okey. To ja w tym czasie zadzwonię po naszą ekipę.
Czekałam na nią w ganku i dzwoniłam do ludzi, żeby przyszli do parku.
-Już jestem gotowa – oznajmiła mi Cela
-No ot ruszamy. Wszyscy mają przyjść do parku. – poinformowałam ją
-Ok. A potem idziemy tam gdzie zawsze? – zapytała bystro
-Tak dokładnie tam. – odpowiedziałam i ruszyłyśmy w drogę.

*Oczami Majki

Siedziałam z Maćkiem u mnie w pokoju. Rozmawiało nam się dobrze, ale w pewnym momencie Maciek zrobił się jakiś dziwny. Nie wiedziałam co mu jest.
-Ej, Maciek stało się coś? – zapytałam z troską
-Nie nic..tylko chce ci powiedzieć… - jąkał się
-No co ? – pytałam
-Chce ci powiedzieć…chce powiedzieć, że…
-No Maciek, mówże szybko, bo umieram z ciekawości.
-Majka, jesteś dla mnie jak przyjaciółka, przyjaźnimy się już parę długich lat.
-No tak. – potaknęłam
-No właśnie. Ale ja już nie chce się z tobą przyjaźnić. – powiedział
-Jak to? Dlaczego ? – dopytywałam ze smutkiem
-Dlatego, że chce, żebyś była moją dziewczyną… Majka ja cię kocham. – wyznał Maciek
-Ummm. – nie wiedziałam co mam powiedzieć. – Zaskoczyłeś mnie
-Tak wiem, że nie będziesz mnie chciała, ale… - i tu przerwał mu mój całus prosto w jego usta
-Majka, co to było ? – zapytał zdumiony
-Maciek ja też do ciebie coś czuję, ale nie wiedziałam jak mam ci to okazać. Wprawdzie mówiąc wstydziłam się trochę.
-Ja też Nie wiedziałem jak do tego się zabrać, ale przełamałem się. Bałem się, że mnie odrzucisz i że będzie koniec naszej przyjaźni.
-Ja ciebie? Za bardzo jesteś mi bliski, żebym z tobą tak postąpiła.
Siedzieliśmy nadal w moim pokoju, ale teraz atmosfera byłą już inna. Siedzieliśmy blisko siebie patrząc sobie w oczy i dając raz po raz pocałunki.

*Oczami Danielle

-Payneee! – wrzasnęłam
-Co się dzieje? – zapytał zmieszany
-Nic, się nie dzieję, tylko wstawaj, bo już jest po 10.
-Oj już? Jak ten czas szybko minął. Ja nie mogę.
-No niestety. Nie chciałam cię budzić wcześniej, bo tak smacznie sobie spałeś.
-Dziękuje. – powiedział i dał mi buziaka na przywitanie. – Twoi rodzice już są?- dopytywał
-Nie jeszcze ich nie ma i długo chyba nie będzie.
-Dlaczego ? – zapytał trochę zmieszany
-Bo dzwonili i powiedzieli, że jeszcze zajrzą do dziadków, a potem na jakieś małe zakupy. Wiesz jak to jest.
-A no  to mamy więcej czasy dla siebie. – powiedział zadowolony
-No Ne byłabym tego taka pewna. – powiedziałam z żalem
-Czemu?
-Nie chce cię smucić, ale dziś mieliście na 8:00 do wytwórni jechać.
-Co? To dzisiaj? O matko kochana. Muszę zadzwonić do chłopaków. – mówił zdenerwowany
-No to ty dzwoń, a ja pójdę przygotować ci śniadanie. – powiedziałam wychodząc z pokoju. – Tylko zejdź na dół ok.
-Dobrze.
Zeszłam na dół a Liam dzwonił zapewne do Hazzy, bo on zawsze nosi telefon przy sobie. Ja zrobiłam mu w tym czasie pyszne śniadanie.
-Już jestem i mam dobrą wiadomość. – wpadł do kuchni jak jakaś torpeda
-No jaka ?
-Że dzwonił do chłopaków producent i powiedział, że dziś ma jakiś ważny wyjazd i nie będzie go do południa, więc mamy czas la siebie.
-Bardzo się cieszę. Może gdzieś wyskoczymy? Może do kina? – zaproponowałam
-No wiesz teraz to mnie postawiłaś pod ścianą..
-Dlaczego?
-Bo to ja powinienem ci zaproponować  kino, lub coś innego.
-Oj Liam, bywają wyjątki. Nie martw się.
-No dobrze już. Ale co na śniadanie. – zapytała głaskając się po swoim zacnym brzuchu
-Grzanki. Mogą być ? – zapytałam pokazując talerz pełen grzanek
-Mmm. Pysznie pachnie.
-Mam nadzieję, że i tak smakuje. – powiedziałam
-No na pewno.
-ok. ty tu sobie jedz, a ja pójdę się jakoś ubrać, bo widzę, że ty tu już gotowy jesteś.
-To nie zjesz ze mną?
-Ja już jadłam.
-Ok. to czekam
Ja pobiegłam na górę, żeby się ogarnąć. Szybko zadziałam na siebie zwiewną sukienkę w kwiatki i kremowe baleriny. Uczesałam swoje loki i zeszłam na dół do ukochanego. Weszłam do kuchni bo myślałam, że tak jest, lecz jednak się myliła. Nie było go tam. Zaczęłam go wołać. Lecz nikt się nie odezwał.  Wyszłam do ogrodu i usłyszałam ciche brzdąkanie o struny gitary. Liam siedział za drzewem i chciał coś zagrać, ale nie wiedział co.
-O tu jesteś. Myślałam, ze już  sobie poszedłeś.
-Ja nie. Coś ty. Chciałem ci coś zagrać.
-Więc słucham cię uważnie.
Liam wziął dobrze gitarę i zaczął grać piękną miłosną balladę. Byłam wniebowzięta. Payne grał cudownie. Kiedy skończył grać tą balladę, zaczął grać jakąś inną piosenkę, do której śpiewał. Bardzo mi się to podobało i byłam zachwycona, że gra to tylko i wyłącznie dla mnie, a nie dla publiczności.
-Dziękuje – wyszeptałam
-Ale za co? – zapytał skromnie
-Za to, że jesteś i że tyle dla mnie robisz.
-To ja ci dziękuje. Jesteś moim skarbem.
Tu Liam złożył na mych ustach swój cudowny pocałunek, który uwielbiałam.
-Ok. to idziemy do kina? – zapytał jak nowonarodzony
-Tak. Mogę tak iść? 0 zapytałam pokazując swoją sukienkę
-Wyglądasz szałowo. Nikt nie będzie wyglądał tak jak ty.
Wybiła 11:30, a my już siedzieliśmy w autobusie i jechaliśmy do centrum. Nie minęło 30 minut i już byliśmy na miejscu.
-Danielle. Może pójdziemy przed kinem na lody? Co ty o tym sądzisz ?
-Bardzo chętnie. Jeżeli zapraszasz.
-Ciebie zawsze.
Poszliśmy do najbliższej kawiarenki, zakupiliśmy dwa pucharki lodów. CO ja mówię o pucharkach. To były dwa ogromniaste puchary lodów. Lody bardzo nam smakowały, a podczas ich jedzenia, ja i Liam byliśmy cali brudni na twarzach. Oboje karmiliśmy się wzajemnie. Gdy wyszliśmy z kawiarni, wybiła jakimś cudem 12:40. Byliśmy zdziwieni, że tyle czasu zajęło nam jedzenie lodów.  Szybko poszliśmy zakupić bilety na jakiś film. Nie było zbyt dużo do wyboru. Liam wybrał jakąś amerykańską komedię. Dla mnie nie było to istotne, ponieważ cieszyłam się, ze będę z nim przez całe południe.
-Hahahaha! – siedziałam obok Liama i tylko słyszałam jego cudowny śmiech. Wcale nie myślałam o filmie. Przez całe jego trwanie zobaczyłam może 3 akcie.
-I jak ci się podobał film? – zapytał mnie Liam, gdy wyszliśmy z kina
-Może być. – odpowiedziałam nie zbyt przekonywająco
-Jak to?  -zdziwił się
-Ha,ha. No wiesz skupiałam się na tobie. – zaśmiałam się
-Aha. To to ja rozumiem.
-To gdzie teraz idziemy ? – zapytałam, a Liam chwilę pomyślał
-Ej, Danielle, chciałaś poznać moją rodzinę, może byśmy dzisiaj pojechali do nich? Co ty o tym sądzisz? – wypowiedział się
-Ale tak bez zapowiedzi?
-No to co? Moi rodzice nie będą mieli nic przeciwko, jeżeli ich odwiedzę.
-No jeżeli ty, ale nie ja.
-Oj przestań. Na pewno się ucieszą, że się poznają.
-Tak sądzisz?  - zapytałam
-Tak. Więc co jedziemy? Zgódź się.  – namawiał Liam
-No dobrze, ale przed tym pojedziemy do Patt do szpitala ok.?
-Dobrze. To możemy jechać teraz póki jesteśmy na miejscy. – zaproponował Payne
-Dobry pomysł.
Wsiedliśmy do pierwszego lepszego autobusu i pojechaliśmy do szpitala. Weszliśmy do Sali Patt, a obok niej leżał Zayn. Byliśmy trochę zdziwieni co on tu robi, gdyż nie wiedzieliśmy, że już się pogodzili.
-I jak się czujesz ? – zapytałam leżącą Patt
-Już lepiej. Chyba jutro wyjdę. Co u was słychać ? – pytała jakby nigdy nic
-A nic takiego.  Jadę z Liamem do jego rodziców.
-O cieszę się. Udanych odwiedzi.  – powiedziała z uśmiechem na twarzy
Po odwiedzinach u Patt w szpitalu poszliśmy do mojego domu. Była już 13:40. W domu byli już moi rodzice.
-Cześć wam. Jak się bawiliście?  - od razu zadałam pytanie
-Świetnie. A wy ? – zapytał nas tata
-My także. Mamo, tato, jadę z Liamem do jego rodziców. Mogę ? – zapytałam chodź powiedziałam, że jadę
-Możesz, możesz. Jak tylko nie mają nic przeciwko. – powiedziała mama, a ja stanęłam jak wryta, bo przecież jego rodzice nic nie wiedzą, że mamy przyjechać.
-Nic nie mają przeciwko. Już do nich dzwoniłem. Ucieszyli się, że Danielle przyjedzie. – powiedział za mnie Liam.
-Dobrze. Tylko jedzcie rozsądnie.
-Dobrze mamo. Dobrze.
Poszłam z Liamem do mojego pokoju. Ubrałam się w czerwoną sukienkę i koturny. Zeszliśmy na dół, pożegnaliśmy się z moimi rodzicami.  Wsiedliśmy do samochodu  i ruszyliśmy w drogę. Liam włączył radio i śpiewaliśmy piosenki, które leciały.
-Danielle jak ty śpiewasz. – powiedział w pewnym momencie
-Ha , ha. Tak tak fałsz po fałszu.
-Nie prawda… ! – zaprzeczył surowo
-A no tak zapomniałam. Szlachta nie fałszuje, szlachta śpiewa po swojemu.
-Ha, ha. Dokładnie kochanie, dokładnie. Ale teraz śpiewamy dalej. – powiedział Liam i zaczął śpiewać – Para…para…paradise.
-Paradise ! – dołączyłam się.
Całą drogę było nam tak wesoło i muzycznie. Po jakiejś godzinie albo dwóch sama już nie wiem, byliśmy pod domem Liama.
-Liam ale ty masz śliczny dom. -  powiedziałam otwierając japę.
-Nie przesadzaj, ale dziękuje.  Chodź do środka.  – powiedział otwierając mi drzwi.
-Mamoo tato! – krzyknął na cały dom
-Liam to ty ? – zapytała z radością w głosie mama
-Tak to ja!
-Jak się cieszę, ze przyjechałeś.  –powiedziała i przytuliła się do syna, a po niej jego tata
-Mamo, tato chce wam przedstawić moją dziewczynę Danielle.
-Bardzo nam miło.
 -To są moi rodzice o których ci już mówiłem.
-Mi też bardzo miło państwa poznać.  – powiedziałam
-A gdzie moje dwie starsze siostry  ? – zapytał Liam
-Wyszły an zakupy, ale zaraz powinny wrócić.  – odpowiedział tata Liama
Zasiedliśmy wszyscy przy stole i zaczęliśmy rozmawiać. Oczywiście ja mało się mieszałam w rozmowę rodziców i syna, nie chciałam im przeszkadzać, przecież długo się nie widzieli. Liam im wszystko opowiedział. Pochwalił się także trasą koncertową po USA.
Tak minęło półtorej godziny. Do domu wróciły siostry Liama.
-Liaaaaam! Nareszcie przyjechałeś! – wykrzyczała jedna z sióstr
-No w końcu. Jak się cieszę, że cię widzę. – powiedziała druga.
-Ja też za wami bardzo tęskniłem. Ale teraz chciałem wam kogoś przedstawić.
-Tak a kogo ? – zapytała jedna
-To jest moja dziewczyna Danielle. – powiedział Liam, biorąc mnie za rękę i przyciągając do siebie.
-Miło nam . – powiedziały obie
-To jest moja siostra Ruth a to siostra Nicol.
-Miło was poznać. Liam dużo o was opowiadał. – powiedziałam tak jakoś.
-Cieszę się, że w końcu przedstawiłeś nam swoją dziewczynę. – powiedziała Nicol
-No właśnie. Długo coś z tym zwlekałeś . – powiedziała Ruth
-Oj już zejdźcie ze mnie.  – powiedział stanowczo Liam
Po obiedzie, który zjedliśmy wszyscy razem Liam pokazał mi swoje miasto, które było cudowne. Płynęła w nim jakaś woń romantyzmu.
-Ślicznie tu. – powiedziałam
-Ty i tak jesteś śliczniejsza. – usłyszałam
-Przestań. – mówiłam
-Ale taka prawda. – powiedział z przekonaniem – KOCHAM CIĘ ! – wykrzyczał na całą ulicę, na której się znajdowaliśmy.
-Przestań wariacie. Co ludzie sobie pomyślą.
-A niech myślą co chcą. – powiedział bez przejęcia się – JA I TAK CIĘ KOCHAM DANIELLE!  - znów wykrzyczał na głos
-JA CIEBIE TEŻ KOCHAM LIAM ! – także zrobiłam to samo
-Co ty wyprawiasz?  -zapytał zdumiony
-Biorę przykład z ciebie. – odpowiedziałam i pocałowałam go.

 I jak tu się nie zakochać w takim Payne ?  ;) on + gitara = marzenia .:D heh ^^

__________________________________________________________________
No i jest kolejny. Mam nadzieję, że się spodoba, bo ja coś czuję, że średnio wyszedł, ale opinia należy do was. 
Głupio mi prosić, ale gdybyście coś zostawiali po sobie , to byłabym wdzięczna.

1 komentarz:

  1. świetny blog! bardzo mi się podoba jak piszesz!
    czekam na następne. ! ;)

    OdpowiedzUsuń