piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 019


*Oczami Danielle (nadal)

Weszłam do domu, tak panował spokój i harmonia, którą przerwałam.
-Cześć mamo ! wróciłam . – wykrzyczałam praktycznie na cały dom
-To dobrze. Rozbierz się i chodź mi pomóż w przygotowaniu jedzenia na to wasze ognisko – powiedziała mama
-Już tylko pójdę się przebrać. – jak powiedziałam tak też zrobiłam. Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie ubrania , w których byłam w szpitalu i założyłam jakiś dres. Zeszłam na dół i wzięłam się do pracy. Nie miałam z byt dużo czasu.

*Oczami Amandy (na drugi dzień)

-Wiesz co siostra…Kocham cię. – powiedziałam czule do Majki
-Ha, ha. Ja ciebie też. Ale co cię naszło? – zapytała
-Nic..Tak po prostu. – odpowiedziałam i wtuliłam się w nią.
-Ej, młoda muszę ci coś powiedzieć . – odezwała się po krótkiej ciszy.
-No zamieniam się w słuch.
-Bo dzisiaj przychodzi do mnie Maciek i nie wiem co zrobić na deser.
-Ha, ha, ha, ha! – zaczęłam się śmiać nieopamiętanie.
-Z czego się śmiejesz? Musi być dobre.
-Przepraszam.. Ha, ha, ha,ha ale nie mogę się opanować.
-No wiesz co… - powiedziała Majka nieco zła
-Ok. już się uspakajam. Mam taki pomysł, żebyś poszła do biedronki i kupiła deser budyniowy …
-Ej, weź sobie nie rób ze mnie jaj….
-Czemu? – zapytałam przez śmiech
-Wyjebe ci zaraz
-No to chodź. No weeeź … - namawiałam
-Nie namawiaj, bo pożałujesz … - groziła
-Hahahaha. Ok. zobaczymy.
Wtedy zaczęła się wojna. U nas jako u sióstr było to całkowicie normalne. Często miewałyśmy takie napady do walki między sobą np. na poduszki.
-Ej ok. spoko. Wygrałaś.  – powiedziała Majka
-Poddajesz się? – zapytałam z miną Sherlocka
-Tak niestety, tak.  – odpowiedziała smutnym głosem zakładnika
-Więc oddaj mi pana piloto! – rozkazałam
-No chyba śnisz! – odpowiedziła
-Oddaj pana piloto!
-Nieee!
-Taak!
-Nieee!
-To ja biorę pana laptopo i wychodzę.
-Wyjdź ! I zamknij drzwi przy okazji.
-Ale z ciebie świniak ! – zaczęło się wyzywanie
-Ej, nie przesadzaj młoda! – powiedziała
-Ok, ok.. Ja też cię kocham…
Wyszłam z salonu i poszłam do siebie do pokoju. Położyłam się na łóżku założyłam słuchawki na uszy, puściłam muzykę na fula i nic mnie nie obchodziło. Tak minęła godzina, potem półtorej i dwie. Nikt się o mnie nie martwił, bo nikt nie wchodził do pokoju.
-Lalalalalal! – śpiewałam sobie
-Jak ładnie śpiewasz…. - odezwał się Maciek, którego oczywiście wtedy nie widziałam
-Sialalalala! – śpiewałam dalej
-Ej, Amanda! Słyszysz mnie? – nagle ktoś zawołał mi do ucha zdejmując słuchawkę.
-Aaaa! – wrzasnęłam. – A to ty Maciek. Sorry, ale nie usłyszałam jak wchodzisz.
-No wiesz dziwne , że nie usłyszałaś, jak muzyka na ful. – odpowiedział
-Oj tam. Co tam u ciebie słychać? Dawno cię u nas nie było.
-Wszystko w porządku. No dawno, bardzo.. Jakiś tydzień lub 5 dni temu.
-No to co. Ja i tak się stęskniłam.  – powiedziałam z miną jakiegoś dziwaka
-Hahahah! – zaśmiał się
-I z czego się głupio cieszysz? Ja się pytam?
-Z ciebie deklu.
-Oj nie bądź taki miły.
Pogadałam tak trochę z Maćkiem. Był fajnym kolegą i żałowałam, ze Majka jeszcze z nim nie jest. Przecież idealnie do siebie pasują. Moją rozmowę z nim przerwało wołanie Majki na deser. Zeszliśmy i osłupialiśmy z zachwytu…
-Mmm. Majka pyszny ten twój deser. – powiedział zachwycony Maciej 
Kiedy zjedliśmy deser Majka i jej gość poszli do jej pokoju. Ja oczywiście im nie przeszkadzałam i poszłam do Marceliny.

*Oczami Danielle

-Nareszcie wszystko jest gotowe! – powiedziałam wycierając mokre ręce o ręcznik
-No ja idę się szykować, bo my z tatą wychodzimy.. – poinformowała mnei mama
-Gdzie idziecie? – zapytałam z ciekawością
-Do znajomych nie martw się, nie zginiemy. – odpowiedziała
-Aha. Fajnie. – powiedziałam i wybrałam się do swojego pokoju.
Wzięłam telefon do ręki wybrałam numer Liama i zadzwoniłam. Tym razem odebrał sam Payne
-Słucham ? – usłyszałam w słuchawce
-O jak miło, że zacny sam pan Payne odebrał ode mnie telefon. – odpowiedziałam
-A to ty Danielle. O co ci chodzi? – powiedział obrażony
-O nic. Po prostu.. a z resztą. Dzwonie po to, żebyś powiedział chłopakom, że mogą przyjść ze swoimi dziewczynami. Nie mam nic przeciwko.
-Tyle? – zapytał oschle
-Tak. Co się stało ? – zapytałam , bo jego zachowanie było bardzo dziwne
-Nic. Z reszta co cię to interesuje. – odpowiedział złośliwie
-Ej kurwa Liam, masz coś do mnie to mi to powiedz. A nie kurde mówisz mi tu jak jakiś nie wiem.
-To porozmawiaj sobie z Zaynem. – odpowiedział
-Co?! – zapytałam zmieszana, lecz już nie uzyskałam odpowiedzi, ponieważ Liam rozłączył się
-O co mu znowu chodzi? – zastanawiałam się głośno – Co znowu mu nie pasuje? I co ma z tym wspólnego Zayn? Nie rozumiem go. Z resztą, pogadam z nim wieczorem

*Oczami Liama

-Chłopaki, dzwoniła Danielle i powiedziała, że możecie iść ze swoimi dziewczynami, bo ona nie ma nic przeciwko temu.
-O super! – wykrzyczeli wszyscy naraz oprócz Zayna i mnie
-Musze zadzwonić do Emily. – mówił Hazza
-A ja do Clo. – dodał Horan
-A ja do Eleanor. – także dodał Louis

*Oczami Danielle

Wybiła 17. Zaczęłam się szykować. Rodziców nie było już w domu. Poszłam wziąć prysznic. Całkowicie trwało to około 15 minut. Wyszłam z pod prysznica i momentalnie zrobiło mi się zimno. Szybko wytarłam się ręcznikiem ubrałam w jakąś długą koszulę i majtki. Wysuszyłam włosy i poszłam do pokoju. I w tym oto właśnie momencie zaczęło się wielkie galimatias. No bo co tu na siebie założyć? Byłam w totalnej rozsypce iż chciałam wyglądać zjawiskowo, a jednocześnie czuć się dobrze i swobodnie. Ale nie minęło dużo czasu i wyszukałam coś w ej swojej szafie. Kiedy byłam ubrana został mi tylko makijaż i uczesanie włosów. Włosy spięłam w swobodnego koka, który był a’la na cebulkę. Makijaż miałam lekki, który nie wrzucał się za bardzo w oczy. W końcu wyszykowałam się na 17:45. To był jakiś cud. Zeszłam na dół, poszłam do ogrodu na taras, żeby zobaczyć, czy tata wyjął mi stół, bo nagle sobie o nim przypomniałam. Na całe szczęście był tam. Wytarłam go, poustawiałam krzesła i zaczęłam znosić jedzenie. Drewno na ognisko było już gotowe.
Wybiła 18:00…U mnie jeszcze nie było nikogo, ale tylko przez chwilę. Nie minęło 10 minut, a Alice i Bob już zadzwonili do mnie do drzwi.
-Witajcie! Miło, że wpadliście. Wchodźcie. – zaprosiłam ich do ogrodu
-Jak ty ładnie. I te lampiony dają taki czar romantyzmu. – powiedziała Alice, która podziwiała lampiony zrobione własnoręcznie przeze mnie.
-Trochę się nad nimi napracowałam, ale widzę, ze było warto. – odpowiedziałam
-O tak, są śliczne. Musze sobie takie zrobić. – zaśmiała się patrząc na Boba
-A jeszcze oprócz nas nikogo nie ma? – zapytał Bob
-No jeszcze nie, ale mam nadzieje…. – i ty przerwał mi dzwonek do drzwi. – Oho, chyba już są… - powiedziałam i pobiegłam otworzyć drzwi, za którymi stało 5 chłopaków + 3 dziewczyny.
-Czeeeść Danielle! To my! – powiedzieli wszyscy chórem
-Miło was widzieć ! – przywitałam się
-To gdzie mamy iść ? – zapytał Niall
-Do ogrodu.. tymi drzwiami. – wskazałam im drogę.
Na ostatku do domu wszedł Liam, którego zatrzymałam
-Cześć kochanie! – powiedziałam czule
-Witaj! – odpowiedział
-Czemu jesteś na mnie zły i obrażony? – zapytałam
-Ja na ciebie? Nie ..
-A czemu w szpitalu…- i tu znów mi przerwano, a był to krzyk Louisa.
-Danielle! Liaam! Chodźcie tu!
-Już idziemy. – odpowiedziałam i ruszyłam na taras
-Bob, Alice. To jest Liam, mój chłopak, a to Louis, Niall, Zayn i Harry. A to ich dziewczyny. El, Clo, Em i brakującej Pattie, którą znacie.
-Miło was poznać.
-Chłopaki, to jest natomiast Alice i Bob.
-Nam również. – odpowiedzieli chłopcy i zasiadaliśmy wszyscy do stołu. Czy wszyscy to nie wiem, ale dziewczyny na pewno. Chłopaki rozpalali nam ognisko, a my miałyśmy chwilę na babskie pogaduchy. Naszym facetom rozpalanie ogniska nie zajęło dużo czasu.  Na jedzeniu i Romowie + ogólne zapoznanie się i w tym podobne rzeczy zeszło nam ponad półtorej godziny. W końcu wybiła prawie 20:00 i postanowiłam puścić jakąś muzykę, żebyśmy potańczyli. Oczywiście Harry, Louis i Niall wzięli swoje dziewczyny i wywijali na naszym trawnym parkiecie. Bob i Alice także się do nich przyłączyli. A ja Liam i Zayn siedzieliśmy przy stole przez jedną piosenkę. Na drugą Liam też nie zamierzał zaprosić mnie do tańca. Zrobił to Zayn. Lubiłam  z nim tańczyć, bo zawsze z nim coś wymyśliłam. Jakieś głupie kroki pasujące do danej muzyki itp. Z Zaynem przetańczyłam około 5-8 piosenek. Nie miałam już siły, aby dobić do 10. Poszłam usiąść, lecz Zayn nie. On miał siłę i tańczył z innym.
-Ej, gdzie jest Liam? – zapytałam siedzącego obok Harrego
-Wyszedł. – usłyszałam
-Jak to wyszedł? Gdzie? Może do kibla? – zapytałam
-Nie raczej nie do kibla, bo widziałem jak wychodzi na drogę.
-O Co mu kurwa chodzi!? – powiedziałam zdenerwowana. Widziałam jak Harry chciał mi coś powiedzieć, lecz mu nie pozwoliłam, ponieważ szybko zwróciłam się kierunku drzwi wyjściowych. Wyszłam na drogę. Nikogo nie widziałam. Obejrzałam się w lewą i prawą stronę. Po jednej z nich zauważyłam wysoką postać. Był to Liam, poznałam go po tych artystycznych, pięknych włosach.
-Liam! – zaczęłam za nim wołać, lecz on nie reagował. – Liam! – próbowałam drugi raz, lecz on szedł cały czas przed siebie i nie raczył się nawet odwrócić. Postanowiłam za nim pobiec. Gdy go dogoniłam zaczęłam do niego zadawać różne pytania.
-Liam! Co ty robisz? – zapytałam zdyszana
-Nic, po prostu wracam do domu.  – odpowiedział mi
-Co? Dlaczego?
-Wiesz Danielle. Ja wszystko widzę.
-Ale co niby widzisz?
-Ja wiem, że ty i Zayn. – tu przerwał
-Że co ja i Zayn ?
-A już nic…
-No powiedz mi.
-Ja widzę, że ostatnio się do siebie zbliżyliście. W ogóle widzę, jak Zayn na ciebie patrzy, ale ty też chyba do niego coś czujesz. Widzę jak on się zachowuje w stosunku do ciebie…
-Liam! Jak możesz mnie nawet oto podejrzewać. – wydarłam się – Dobrze wiesz, ze cię kocham i że nigdy bym cię nie zdradziła. Zayn t tylko mój przyjaciel, tak jak Loui, Horan i Hazza. I przestań być zazdrosny, bo wcale nic nie czuje do Malika. A jeżeli chodzi ci o to, że mnie zaprosił do tańca?. Może po prostu nie chciało mu się siedzieć, a że ty nie miałeś ochoty ze mną tańczyć to poprosił mnie.
-Uhm. – usłyszałam tylko jego krząknięcie.
-Z resztą rób co chcesz. Widzę, że już nic chyba do mnie nie czujesz. – w tym momencie z oczu napłynęły mi łzy na policzki. Nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Obróciłam się w stronę domu i zaczęłam biec.
-Danielle ! Danielle przepraszam cię. – usłyszałam wołanie Liama – Wiem to wszystko moja wina. Ale to wszystko z miłości do ciebie. Dlatego jestem zazdrosny. W ogóle nie wiem czemu.
Zatrzymałam się i odwróciłam się.  Payne stał już tuż przede mną.
-Liam. Przestań się tak zachowywać proszę cię. Ja nie wiem co mam myśleć, bo cały czas mam w głowie, że to moja wina. Że ja coś źle robię. Jak tak jest to p[przepraszam.
-Nie to wyłącznie moja wina to ja cię przepraszam. – powiedział i przytulił mnie do siebie mocno i dawał pocałunki w każdy kąt mojej twarzy.
-Kocham Cię. I proszę nie schrzań tego. – wypowiedziałam mu do ucha.
Wróciliśmy do mojego domu. Łzy na policzkach już mi wyschły. Usiedliśmy przy stoliku. Zayn do mnei podszedł, bo znów chciał ze mną zatańczyć. Ale Liam go wyprzedził
-Czy mogę panią poprosić. – usłyszałam od ukochanego
-Oczywiście. – wyszliśmy na plac taneczny i zaczęliśmy wywijać. Po kilku piosenkach zebraliśmy się wszyscy i zaczęliśmy się chwalić swoimi umiejętnościami tanecznymi. Każdy w innej dziedzinie tańca. Było wesoło i radośnie.
Wybiła 24:55. Bob i Alice już poszli. Chłopaki też mówili, że będą się zbierać, ponieważ jeszcze muszą jutro iść na 8:00 do wytwórni.
-I po imprezie. Teraz czeka mnie sprzątnie.  – powiedziałam
-Może zostaniemy ci pomóc? – zapytała Em.
-Nie nie. Dzięki poradzę sobie. – odpowiedziałam
-Chłopaki wy jedźcie, a ja zostanę. – powiedział Liam
-Ale naprawdę Liam nie musisz. – powiedziałam
-Ja nie muszę, ale chcę. – odpowiedział i podszedł do mnie.
Chłopaki tak jak kazał im Liam pojechali odwieźć dziewczyny, a potem sami pojechali do domu.
-Dziękuje, że zostałeś mi pomóc. – powiedziałam, kiedy kończyliśmy sprzątać
-Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie. – powiedział
-O matko już jest 01:46…
-No to ja już będę leciał.
-Liam. A może byś tak został u mnie na noc? – zapytałam nieśmiało.
-No nie wiem. Co an to twoi rodzice? – zapytał mnie Liam, lecz mu nie odpowiedziałam ponieważ zadzwonił mój telefon dzwoniła mama. Powiedziała, że przyjadą dopiero jutro.
-Co moi rodzice? Właśnie dzwoniła mama i powiedziała, że wrócą dopiero jutro. – powiedziałam z bananem na ryju
-Mówisz, że dopiero jutro? Do może się skuszę. – powiedział i wziął mnie na ręce. Zaniósł do pokoju, rzucił lekko na łóżko i zaczął całować gdzie popadnie. Skończyło się to na tym, że.. Po prostu leżeliśmy razem pod pierzyną, pod którą działy się niestworzone rzeczy.
-Kocham Cię. – powiedział od mnie Payne całując namiętnie w usta. 


____________________________________________________________
Wybaczcie, że ten rozdział pojawił się dopiero dziś, ale cały tydzień miałam zwalony kartkówkami i sprawdzianami, a do tego doszły jeszcze próby na tańcach itd. Miałam dodać go wczoraj, ale niestety net mi nie działał. Mam nadzieję, że się spodoba. Następny postaram się tak około wtorku lub środy dodać (wolne).

Pozdrawiam wszystkie czytelniczki ! ;)
Kasia ! 

1 komentarz: