czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział 021


*oczami Amandy

Dotarłyśmy z Marceliną do parku. Tam już  czekała na nas cała paczka ze swoimi deskorolkami i niektórzy z rolkami.
-Siema wam ! – wykrzyczałam co było do mnie bardzo podobne, lubiłam być spontaniczna.
-No cześć! Nareszcie przyszłyście. – powiedział Vito, jeden z moich kolegów
-Vito, przecież szłyśmy… - i tu przerwałam
-No właśnie, dzwoniłaś do mnie o 14:15, a jest – powiedziała Olga
-Oj dajcie spokój, 20 minut, co to na mnie. – zaśmiałam się
-No dobra koniec tych pogawędek idziemy szaleć, na polskich drogach. – powiedział zdecydowanie Muffin
-Tak, tak, chcesz urządzić Polskie Rajd Dakar ! – powiedziała Marcelina
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale powoli ruszyliśmy przed siebie. Lubiliśmy to co robiliśmy, więc czas upływał nam mile i niestety bardzo szybko.

*Oczami Majki

-Maciek… - zaczęłam cichutko
-Tak ? – zapytał swoim milutkim głosem
-Ty chcesz wszystkim tak od razu powiedzieć o nas, czy chcesz poczekać ? – zapytałam
-Nie wiem to będzie twoja decyzja. Moim zdaniem to oni nie będą tym zdziwieni, przecież dużo czasu razem spędzamy.
-Mi też się tak wydaje, ale może nie mówimy im, niech zobaczą i się domyślą. Co o tym sądzisz?
-Sądzę, że w tym momencie jest to mało ważne, ale sądzę także, że powinnaś mi dać jakiegoś słodkiego buziaka…
-Tak, tak chciałbyś. Możesz sobie pomarzyć, albo ładnie poprosić..
-No to wolę to drugie… Więc bardzo ładnie cię proszę…
-Ach, nie umiem ci odmawiać. To chyba źle, bo będę leciała na wszystkie twoje pokusy.
-Oj tam , oj tam . – powiedział Maciek i zatkał moje usta swoim pocałunkiem.

*Oczami Zayna

-Pattie, jutro wychodzisz ze szpitala, będę przy tobie… - powiedziałem
-Wiem, przecież dałeś mi drugą szansę.  – powiedziała śmiało
-Tak Patt, dałem ci tą szansę, ale nie zakpij z niej, bo jeżeli znów zobaczę, albo dowiem się, że ty i John, albo jakiś inny facet…to z nami będzie koniec.
-Zayn, nawet tak mi nie mów. – powiedziała z żalem w głosie
-Ale taka prawda Patt, ja nie chcę cię oszukiwać, że chce mieć taką dziewczynę, która , niby jest z jednym ale umawia się na randki z innymi.
-Przysięgam ci Zayn, że już nigdy więcej tego nie zrobię.
-Wierze ci… - naszą rozmowę przerwał lekarz prowadzący Patt
-Dzień dobry państwu. – powiedział do nas. – Jak się pani dzisiaj czuje? – skierował się do Patt
-Dziękuje bardzo dobrze. Mam nadzieję, że jutro będę mogła już wyjść z tego szpitala
-A co tak tu pani źle? – zapytał lekarz
-Nie, wręcz przeciwnie, ale wolałabym swój dom niż to miejsce…
-Tak rozumiem panią. Jeżeli do jutro będzie się pani czuła tak jak teraz to jutro wręczę pani wypis.
-Dziękuje panie doktorze za dobra opiekę nad Patt. – wtrąciłem się
-Nie ma za co, to jest moja praca. – odpowiedział lekarz i wyszedł z Sali.

*Oczami Louisa

-Ej chłopaki, może poszlibyśmy gdzieś z naszymi dziewczynami ? – zapytałem Hazzę oraz Nialla
-A gdzie ty chcesz iść ? – zapytał jedzący blondyn
-No nie wiem, może najpierw do kina, a potem coś się wymyśli.
-To dobry pomysł – wtrącił Harry – przecież Zayn siedzi u Pattt, a Liam no właśnie, gdzie on się podziewa?
-Ja go dzisiaj w ogóle nie widziałem. – powiedział Niall
-Pewnie siedzi u Danielle – powiedziałem do Hazzy
-Ale aż tyle czasu..? Nie ja musze do niego zadzwonić. Przecież przyszli by z Danielle, jakby byli tu gdzieś razem.
-Rób jak uważasz, moim zdaniem nic mu nie jest. – powiedziałem i sięgnąłem do lodówki po marchewkę.

*Oczami Liama

Szliśmy tak z Danielle aleją prowadzącą wprost pod mój dom. Szliśmy wtuleni w siebie i nic innego nas nie interesowało oprócz nas obojga.
-Liam! – powiedziała do mnie Dani
-Tak ? – zapytałem jakby nigdy nic
-Telefon ci dzwoni. – powiedziała spokojnie
-Co ? – pytałem jakbym był jakiś nieobudzony
-No telefon ci dzwoni odbierz. ! – przemówiła do mnie
-A telefon. – ocknąłem się i odebrałem
-Halo – usłyszałem z drugiej strony słuchawki
-No cześć Hazza – poznałem Stylesa po głosie
-No gdzie ty jesteś. ? – zapytał zezłoszczony
-U swoich rodziców. – powiedziałem spokojnie
-Gdzie? – wrzasnął
-No u sowich rodziców z Danielle. A coś się stało ?
-Nic się nie stało, ale mógłbyś tak czasem zadzwonić czy napisać sms’a, że gdzieś wyjeżdżasz.
-Oj przestań Hazza. Nic mi przecież nie jest. Co robicie ? – pytałem jak głupi
-Aktualnie jemy, ale mamy zamiar gdzieś wyskoczyć.
-No to powodzenia.
-Coś sugerujesz? – zapytał srogo
-Ja nie nic. Ok. muszę kończyć. Na razie.
Rozłączyłem się i znów przytuliłem swoją pociechę do siebie. Szliśmy dalej. Idąc tak nie zauważyliśmy nawet jak przeszliśmy mój dom. Musieliśmy się wracać, na szczęście minęliśmy go jakieś 5 domów.
-Ha ha. No wiesz Liam jak możesz nawet swojego domu nie rozpoznać.  – śmiała się ze mnie Danielle
-Ej, nie zganiaj winy na mnie, bo ty też nic nie zauważyłaś. – broniłem się
-Ja zauważyłam, ale chciałam zobaczyć kiedy się skapniesz, że idziesz za daleko.
-No wiesz co. To była próba. Ty mnie nie szanujesz.
-Nawet tak do mnie nie  mów. – zagroziła – Dobra wchodźmy do domu, bo usiadłabym
-Szczera jesteś.
-No co. Ja chcę tylko zobaczyć twój pokój milordzie.
-Ależ bardzo proszę.

*Oczami Danielle

Weszliśmy do pokoju Liama. Był po prostu cudowny. Na ścianie wisiały dwie gitary. Jedna elektryczna druga zwykła. Nad łóżkiem powieszone były stare płyty.
-Boże. Liam jaki ty masz pokój. – powiedziałam z otwartą japą
-Zwyczajny. Do spania . – wyszczerzył zęby
-Co?! On jest zajebisty. I te gitary na ścianie z tymi płytami! Też chcę taki! – mówiłam podekscytowana
-Ok. Wrócimy do domu i ci taki urządzę.
-Ale ty miły jesteś naprawdę. Ej, która jest godzina? – zapytałam, choć miałam telefon
-Nie wiem. Ale około 17 już będzie.
-Jest tu bardzo miło, ale może byśmy już wracali?
-Już?
-Ty oczywiście możesz zostać to twój dom, ale ja będę się zbierać.
-I ciekawe czym pojedziesz…
-No jak to czym . Autobusem, albo na stopa kochanie, na stopa.
-Tak już. Ehem . haha. Ale ci się żarty trzymają.
-No o co ci chodzi? Jakoś trzeba dojechać do domu.
-A ja mam propozycje taką, że wrócimy wieczorem, a ten dzień będzie cały dla mnie i ciebie.
-A nie zapominaj o swoich rodzicach. To przeważnie dla nich tu przyjechałeś i dla sióstr, żeby spędzić z nimi trochę czasu. Przecież za 2 dni wylatujecie do USA.
-No tak wiem.
-Więc chodźmy do nich porozmawiać, pośmiać się, a nie będziemy siedzieć tu sami. Muszą się tobą nacieszyć.
-No, a ty? – zapytał z maślanymi oczkami
-Ja mam całą noc. – zaśmiałam się i pociągnęłam go za sobą.

*Oczami Harrego

-No i gdzie jest nasza zguba? – zapytał Loui
-U sowich rodziców z Danielle. – odpowiedziałem
-Aha. Czyli wszystko ok. i mogę dzwonić po Clo ?  - zapytał Niall
-A ja po Eleanorę?  - mówił podskakujący z radości marchewkowy potwór
-Tak możecie, możecie. A poza tym czemu pytacie mnie o zgodę? Przecież jestem z was najmłodszy. – powiedziałem ze zdziwieniem
-yyy… Naprawdę? Nie zdążyłem zauważyć. – mówił Niall robiąc swoje głupie miny.

*Oczami Louisa

Poszedłem do swojego pokoju po telefon. Wykręciłem numer do El i dzwoniłem.
-Halo! – usłyszałem z drugiej strony
-No witam cię kochana.! – przywitałem się radośnie.
-A to ty Loui.. – powiedziała bez entuzjazmu
-No tak, a kto miał być ? – zapytałem zmieszany
-A nie ważne. O co chodzi?
-Bo jest taka propozycja, żeby gdzieś razem wyjść.
-Razem, czyli kto ?
-No ja , ty, Hazza z Em i Niall z Clo.
-Aha. Ja mogę iść. Tylko na którą, bo musze się naszykować.
-No najlepiej to już. Ok. za 30 minut będziemy pod twoim domem. – poinformowałem i rozłączyłem się

*Oczami Nialla

-Więc jak będzie Clo? Pójdziesz czy nie? – zapytałem
-Z tobą oczywiście, że pójdę.
-Ok. Więc za jakiś czas będziemy pod twoim domem. Damy znać.
-Ok. Do zobaczenia.
Zadzwoniłem do Clo, żeby zapytać się, czy pójdzie razem z nami, oczywiście dostałem pozytywną odpowiedź i już po chwili zaczęło mnie nosić po całym mieszkaniu. Z radości nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Ale w końcu zacząłem się szykować.

*Oczami Patt

-Zayn idź już do domu. – powiedziałam do mulata
-Ale ja nie chcę. – odpowiedział przecząco
-Ale ja widzę, że jesteś zmęczony. Idź, może nie umrę bez ciebie.
-No nie wiem, nie wiem. – kręcił głową
-Idź i wypocznij. Może chłopaki coś fajnego zorganizowali. Dlaczego masz przeze mnie z tego rezygnować.
-Przestań Patt bo nie pójdę wcale. – zagroził
-Ok. już już. Widzimy się jutro ? – zapytałam
-Tak przyjadę po ciebie do szpitala, jak cię wypiszą.

*Oczami Zayna

Wyszedłem ze szpitala, wsiadłem do pierwszego lepszego autobusu, który jechał na moją ulice i jechałem. Nie minęło z pełna  15 minut, a już byłem w domu.
-Cześć chłopaki. Gdzie się wybieracie? – zapytałem zaciekawiony. 
-Wychodzimy z naszymi dziewczynami. Idziesz z nami? – zapytał Loui
-Nie dzięki, posiedzę sobie w domu.  Jestem padnięty.
-Jak chcesz. Ale wiedz, że jesteś mile widziany.
-Dzięki Niall, jesteś kochany. – uśmiechnąłem się
-Ok. to my lecimy. Do zobaczenia prawdopodobnie jutro rano.
Chłopaki wyszli z domu, a ja miałem cały dom dla siebie, lecz skorzystałem tylko z kanapy i telewizora. Włączyłem TV i zacząłem oglądać co popadnie. A to jakiś serial, bajkę, a to przełączyłem na MTV i tak zeszło mi do wieczora. Kiedy wybiła 22:00 już nie miałem siły, poszedłem wziąć prysznic i położyłem się spać z myślą, że już jutro Patt wyjdzie ze szpitala i będzie cała i zdrowa. 

 I mamy słodkiego Nialla !

__________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział. Coś czuję, że nie wyszedł on chyba najlepiej, ale starałam się naprawdę. Kolejny rozdział także ukarzę się dziś, ponieważ w piątek nie będę miała jak, bo jadę z przyjaciółmi do kina, a weekend będę miała zawalony nauką na sprawdzian, a jeszcze nie wiem, czy w niedzielę będę ogólnie w chacie. 
Liczę na wasze komentarze. Chce, żeby było ich trochę więcej niż od 1do3. Liczę na was wszystkie. 
I love you so much ! 

Kasia !

1 komentarz:

  1. świetny ! ;)
    masz talent dziewczyno ;) szkoda tylko, że tak mało osób to komentuje ;]
    ale życzę powodzenia w dalszym pisaniu oraz weny ! ;p

    OdpowiedzUsuń