poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Powiadomienie

Witam ! Jak pisałam pod 22 rozdziałem, napisałam i dodałam go w jednym dniu, ponieważ nie miałam wolnego weekendu. A teraz właśnie pisze kolejny, lecz nie wiem kiedy się on ukarze. Chciałabym jak najszybciej go tu dodać, żebyście mogły komentować, ale nie wiem czy to mi się uda. Jakoś brak mi weny. Wywiało mi wszystkie pomysły z mózgu. To chyba przez to słońce. Mam nadzieję, że mnie przez to nie znienawidzicie. Ale obiecuję teraz się spinam i ostro piszę.
Dzięki za tyle wyświetleń i jakieś komentarze.
Pozdrawiam, 
Kasia ! 

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział 022


*Oczami Danielle

-Liam chyba będziemy się już zbierać. Moi rodzice będą się martwić. – powiedziałam do mojego niebieskookiego bruneta
-A może byście zostali u nas na noc? – zapytała się mama Liama
-O to dobry pomysł! – powiedział radosny Payne – Danielle zgódź się – spojrzał na mnie błagalnymi oczami
-No dobrze. Tylko zadzwonię do mamy, że zostajemy na noc u twoich rodziców.
-To ty dzwoń, a ja pójdę wam przyszykować łóżka do spania. – powiedziała teściowa i wyszła
Ja wybiłam numer i dzwoniłam do mamy.

*Oczami Liama

Kiedy usłyszałem ostatnie słowa mamy, że idzie przyszykować nam 2 oddzielne łóżka, mina mi zrzedła. Szybko ruszyłem za nią w pogoń.
-Mamuś. Aż 2 łóżka będziesz ścielić? – zapytałem patrząc jej w oczy
-No, a ile przecież nie 3. – powiedziała do mnie mama.
-No, ale wystarczy jedno, ja mogę spać na podłodze… a Danielle, na moim łóżku u mnie w pokoju.
-Aha. Dobrze pościele wam jedno. Już wiem o co chodzi, ale wiesz synu bądź ostrożny, bo jeszcze masz czasz, żeby zostać tatą.
-Tak wiem mamo, nie masz się o co martwić. A poza tym jeszcze nic nie wiadomo czy coś z tego będzie.
-Jak to? Chcesz się rozstać z Danielle? – zapytała mnie z miną wtf
-Nie oczywiście, że nie. Ona jest zbyt cenna dla mnie. Nigdy nie spotkałem takiej osoby jak ona, nie chce jej stracić.
-I bardzo dobrze, że tak o tym sądzisz. A teraz Masz tu kołdrę i poduszki, zanieś je do swojego pokoju.
Mam wręczyła mi wszystko potrzebna na łóżko i wysłała z poleconym do mojego pokoju.  Wyglądało na to, że musiałem poukładać to na łóżku, ale nie było to dla mnie trudne. Uwinąłem się z tym 1..2…3. Zszedłem na dół do Danielle, która już skończyła rozmawiać z mamą i gadała z moimi siostrami.
-No i jak się rozmawia miłe panie ? – zapytałem wchodząc do salonu
-Ależ bardzo dobrze. Masz bardzo sympatyczne siostry. – powiedziała Dani
-Cieszę się, że je polubiłaś.
-No ja tylko myślę, że z wzajemnością. -  zaśmiała się
Rozmawiałem z siostrami i ukochaną ponad pół godziny. Ruth i Nicol poszły do swoich mieszkań, a ja i Danielle zostaliśmy sami, nie wliczając moich rodziców. Danielle poszła wziąć prysznic, a ja przyniosłem jej swoją koszulę, żeby miała się w co ubrać.
-Już jestem gotowa, gdzie mam iść? – zapytała mnie już gotowa do spania.
-Idź do mojego pokoju. – wskazałem jej drogę i sam wszedłem do łazienki.

*Oczami Danielle

Tak jak kazał mi Liam, poszłam do jego pokoju. Zauważyłam na jego łóżku pościel i dwie poduszki. Od razu pomyślałam, że porosił mamę, żebyśmy spali razem. Zapaliłam nocną lampkę i wpakowałam się pod kołdrę i momentalnie zasnęłam.

*Oczami Liama

Wyszedłem z łazienki i szybko pobiegłem do pokoju od  Danielle.  Na nocnej szafce święciła się tylko lampka, której zazwyczaj używałem wieczorem do czytania lektur. Nie patrząc już na nic wskoczyłem pod kołdrę i przytuliłem się do swojej ukochanej.
-Danielle.. – mówiłem półgłosem.
-Mhmm. – usłyszałem
-Danielle ..Danielle. – powtarzałem
-Mhmm – słyszałem tylko jedno.
-Danielle śpisz? – zapytałem
-Nie kurwa powieki oglądam. – wypowiedziała Dani i wybuchneła śmiechem.
-Danielle, ja nie chce nic mówić, ale ciszej trochę, bo moi rodzice już śpię.
-Ha, ha. – Przepraszam cię, ale przebudziłam się jak zacząłeś mówić moje imię, a jeszcze to czy śpię, to już wg. Ha ha . – śmiała się na całego
-Oj tam. Przestań  się ze mnie nabijać. A poza tym jest cisza nocna, jest już po 22. Nie ładnie, nie ładnie. Za karę…
-Oj panie przełożony, niech kara będzie w miarę łagodna.
-Może jakieś małe co nieco. ? – zapytałem
-No nie wiem czy mnie czasem głowa nie boli.
-Panią nigdy głowa nie bolała, to może i teraz też nie.
-No niestety namówił mnie pan. – powiedziała te słowa i zamilkła.
Zacząłem całować jej usta. Powoli w nią wchodziłem. Widziałem na jej twarzy grymas. Wiedziałem, że może ją to trochę boleć, więc nie spieszyłem się. Kiedy przeszliśmy pierwszy etap potem było już z górki.
(po jakimś czasie)

-Danielle, skąd w tobie tyle energii? – zapytałem cichutko
-No wiesz, praktycznie cały czas, mam przy sobie swoją baterię.
-A z jakiej firmy ta bateria? – pytałem z ciekawością
-Hmm. Payne. Coś takiego. Ale ona nazywa się dokładniej Liam Payne. Kojarzysz może?
-A tak tak. Słyszałem, ze to są najlepsze baterie na świecie, a szczególnie ta jedna jedyna Liam Payne.
-O potwierdzam. Jacyś mądrzy ludzie musieli ci to powiedzieć.
-Oj tak, tak. Ja tylko takich słucham .
-Ha, ha. Ja niby jestem mądra? – zapytała i zrobiła poker face. – A no tak przecież zdarzają się czasem takie gorsze dni.
Zaczeliśmy się śmiać, ale oczywiście po cichu.

*Oczami Hazzy

-Dobra chłopaki jest już po 3 w nocy. Ja nie chce nic mówić, ale czas się zbierać do domu. Jutro czeka nas ciężki dzień.  – powiedział Loui
-No też jestem za. Jeszcze jutro wytwórnia i pakowanie się do wyjazdu… - zrobiłem skwaszoną minę
-Mi też się nie uśmiecha to pakowanie, ale jak trzeba to trzeba.  – powiedział Horan
-No więc idziemy się pożegnać z dziewczynami i lecimy an chatę. – powiedział Tomlinson
Każdy podszedł do swojej dziewczyny, pożegnał się i powiedział, że będzie tęsknił za nią. Przecież w końcu jedziemy aż na miesiąc do USA.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu. W domu było ciemno i pusto. Z początku myśleliśmy, że nie ma tak nikogo, lecz jednak zajrzeliśmy do pokoju Zayna, w którym znajdował się jego właściciel.  Liama nie było. Spodziewaliśmy się tego, że zostanie u swoich rodziców.  Każdy z nas, poszedł po kolei do kibla i wziął prysznic, a potem położył się smacznie spać.

*Sytuacja, która działa się w nocy u Pattie w szpitalu

-Panie doktorze. – zawołała pielęgniarka. – Coś z tą pod 7 się dzieję
-Już idę. – powiedział lekarz, biorąc swoje słuchawki
-Tak od 5 minut, ma kłopoty z oddychaniem. Podałam już insulinę.
-Matko kochana tracimy ją. Szybko reanimacje serca robimy
Lekarz rozpoczął reanimacje serca. Trwało to około 15 minut, ale nie poddał się. Serce Patt znów zaczęło swobodnie bić. Lecz nie było wszystko w porządku. Oddychała coraz ciężej i zaczynała pluć krwią.
-Co się dzieję panie doktorze? – zapytała pielęgniarka
-Nie wiem. Ale podejrzewam jedną sprawę. Zawieść cię ją na prześwietlenie jamy ustanej oraz brzucha.
Doktor skierował pielęgniarzy gdzie mają iść z Patt, a sam pobiegł szybko po drugiego doktora. A dokładniej po chirurga.
-Jacek . – skierował się do mężczyzny z krótką, czarną brodą.
-Co się dzieję? – zapytał tamten od razu
-Moja podopieczna, chyba ma krwiaka, albo guza.
-Dałeś ja na prześwietlenie,?
-Tak właśnie jej robią. Obawiam się, że będzie potrzebna tu natychmiastowa operacja.
-Daj mi 5 minut. I już tam idę. – powiedział doktor Jacek
Doktor Eustachy, tak miał na imię doktor prowadzący Patt poszedł do Sali, gdzie robili jej prześwietlenie.
-I co jest Darek ? – zapytał operatora tych wszystkich dziwnych urządzeń, a zarazem doktora
-No tak jak myślałem, ma małego guza na wątrobie.
-Ok. Idę powiedzieć, żeby przygotowali sale operacyjną. Nie ma co zwlekać.
Po parunastu minutach. Wszystko było gotowe, a lekarze spotkali się na bloku operacyjnym.  Operacja trwała około 2 godzin.  Pomocnicy po operacji zawieźli ją na salę, żeby mogła wypocząć. Nie miała siły i zasnęła, po tak ciężkiej operacji.
-Dzięki, że mi pomogłeś Jacek.
-No od tego tu jestem. Żeby pomagać ludziom.
-Dobra to chyba koniec na dzisiaj.
Lekarze poszli do pokoju lekarskiego i tam wypoczęli.

*Oczami mamy Patt

-Ej czuję, że jest coś nie tak z naszą córką. – przebudziła się w środku nocy i obudziła swojego męża
-A co śniło ci się coś? – zapytał zaspany jej mąż
-Nie wiem, jakaś czarna dziura, a w Okół niej zielony niedojrzały groszek.
-Nie myśl o jedzeniu gdy śpisz. – zaśmiał się przez ziew.
-Jutro z samego rana musimy pojechać do Pattie. Ja się o nią niepokoje.
-Ale niepotrzebnie, przecież jest pod dobrą opieką.
-Może i tak, ale lepiej dmuchać na zimne.
-Dobrze pojedziemy.
Odpowiedział tata Patt i przytulił swoją żonę, która po chwili zasnęła. 

________________________________________________________________
Wiem, że ten jest trochę krótszy od pozostałych. Ale nie chciałam przynudzać. A nie chcę w połowie opowiadania zaczynać nowego dnia, bo mam inny pomysł. Mam nadzieję, że z tymi ostatnimi akcjami nie przynudzałam, choć trochę jestem zmieszana. 
Miłego czytania ! ;)

Rozdział 021


*oczami Amandy

Dotarłyśmy z Marceliną do parku. Tam już  czekała na nas cała paczka ze swoimi deskorolkami i niektórzy z rolkami.
-Siema wam ! – wykrzyczałam co było do mnie bardzo podobne, lubiłam być spontaniczna.
-No cześć! Nareszcie przyszłyście. – powiedział Vito, jeden z moich kolegów
-Vito, przecież szłyśmy… - i tu przerwałam
-No właśnie, dzwoniłaś do mnie o 14:15, a jest – powiedziała Olga
-Oj dajcie spokój, 20 minut, co to na mnie. – zaśmiałam się
-No dobra koniec tych pogawędek idziemy szaleć, na polskich drogach. – powiedział zdecydowanie Muffin
-Tak, tak, chcesz urządzić Polskie Rajd Dakar ! – powiedziała Marcelina
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale powoli ruszyliśmy przed siebie. Lubiliśmy to co robiliśmy, więc czas upływał nam mile i niestety bardzo szybko.

*Oczami Majki

-Maciek… - zaczęłam cichutko
-Tak ? – zapytał swoim milutkim głosem
-Ty chcesz wszystkim tak od razu powiedzieć o nas, czy chcesz poczekać ? – zapytałam
-Nie wiem to będzie twoja decyzja. Moim zdaniem to oni nie będą tym zdziwieni, przecież dużo czasu razem spędzamy.
-Mi też się tak wydaje, ale może nie mówimy im, niech zobaczą i się domyślą. Co o tym sądzisz?
-Sądzę, że w tym momencie jest to mało ważne, ale sądzę także, że powinnaś mi dać jakiegoś słodkiego buziaka…
-Tak, tak chciałbyś. Możesz sobie pomarzyć, albo ładnie poprosić..
-No to wolę to drugie… Więc bardzo ładnie cię proszę…
-Ach, nie umiem ci odmawiać. To chyba źle, bo będę leciała na wszystkie twoje pokusy.
-Oj tam , oj tam . – powiedział Maciek i zatkał moje usta swoim pocałunkiem.

*Oczami Zayna

-Pattie, jutro wychodzisz ze szpitala, będę przy tobie… - powiedziałem
-Wiem, przecież dałeś mi drugą szansę.  – powiedziała śmiało
-Tak Patt, dałem ci tą szansę, ale nie zakpij z niej, bo jeżeli znów zobaczę, albo dowiem się, że ty i John, albo jakiś inny facet…to z nami będzie koniec.
-Zayn, nawet tak mi nie mów. – powiedziała z żalem w głosie
-Ale taka prawda Patt, ja nie chcę cię oszukiwać, że chce mieć taką dziewczynę, która , niby jest z jednym ale umawia się na randki z innymi.
-Przysięgam ci Zayn, że już nigdy więcej tego nie zrobię.
-Wierze ci… - naszą rozmowę przerwał lekarz prowadzący Patt
-Dzień dobry państwu. – powiedział do nas. – Jak się pani dzisiaj czuje? – skierował się do Patt
-Dziękuje bardzo dobrze. Mam nadzieję, że jutro będę mogła już wyjść z tego szpitala
-A co tak tu pani źle? – zapytał lekarz
-Nie, wręcz przeciwnie, ale wolałabym swój dom niż to miejsce…
-Tak rozumiem panią. Jeżeli do jutro będzie się pani czuła tak jak teraz to jutro wręczę pani wypis.
-Dziękuje panie doktorze za dobra opiekę nad Patt. – wtrąciłem się
-Nie ma za co, to jest moja praca. – odpowiedział lekarz i wyszedł z Sali.

*Oczami Louisa

-Ej chłopaki, może poszlibyśmy gdzieś z naszymi dziewczynami ? – zapytałem Hazzę oraz Nialla
-A gdzie ty chcesz iść ? – zapytał jedzący blondyn
-No nie wiem, może najpierw do kina, a potem coś się wymyśli.
-To dobry pomysł – wtrącił Harry – przecież Zayn siedzi u Pattt, a Liam no właśnie, gdzie on się podziewa?
-Ja go dzisiaj w ogóle nie widziałem. – powiedział Niall
-Pewnie siedzi u Danielle – powiedziałem do Hazzy
-Ale aż tyle czasu..? Nie ja musze do niego zadzwonić. Przecież przyszli by z Danielle, jakby byli tu gdzieś razem.
-Rób jak uważasz, moim zdaniem nic mu nie jest. – powiedziałem i sięgnąłem do lodówki po marchewkę.

*Oczami Liama

Szliśmy tak z Danielle aleją prowadzącą wprost pod mój dom. Szliśmy wtuleni w siebie i nic innego nas nie interesowało oprócz nas obojga.
-Liam! – powiedziała do mnie Dani
-Tak ? – zapytałem jakby nigdy nic
-Telefon ci dzwoni. – powiedziała spokojnie
-Co ? – pytałem jakbym był jakiś nieobudzony
-No telefon ci dzwoni odbierz. ! – przemówiła do mnie
-A telefon. – ocknąłem się i odebrałem
-Halo – usłyszałem z drugiej strony słuchawki
-No cześć Hazza – poznałem Stylesa po głosie
-No gdzie ty jesteś. ? – zapytał zezłoszczony
-U swoich rodziców. – powiedziałem spokojnie
-Gdzie? – wrzasnął
-No u sowich rodziców z Danielle. A coś się stało ?
-Nic się nie stało, ale mógłbyś tak czasem zadzwonić czy napisać sms’a, że gdzieś wyjeżdżasz.
-Oj przestań Hazza. Nic mi przecież nie jest. Co robicie ? – pytałem jak głupi
-Aktualnie jemy, ale mamy zamiar gdzieś wyskoczyć.
-No to powodzenia.
-Coś sugerujesz? – zapytał srogo
-Ja nie nic. Ok. muszę kończyć. Na razie.
Rozłączyłem się i znów przytuliłem swoją pociechę do siebie. Szliśmy dalej. Idąc tak nie zauważyliśmy nawet jak przeszliśmy mój dom. Musieliśmy się wracać, na szczęście minęliśmy go jakieś 5 domów.
-Ha ha. No wiesz Liam jak możesz nawet swojego domu nie rozpoznać.  – śmiała się ze mnie Danielle
-Ej, nie zganiaj winy na mnie, bo ty też nic nie zauważyłaś. – broniłem się
-Ja zauważyłam, ale chciałam zobaczyć kiedy się skapniesz, że idziesz za daleko.
-No wiesz co. To była próba. Ty mnie nie szanujesz.
-Nawet tak do mnie nie  mów. – zagroziła – Dobra wchodźmy do domu, bo usiadłabym
-Szczera jesteś.
-No co. Ja chcę tylko zobaczyć twój pokój milordzie.
-Ależ bardzo proszę.

*Oczami Danielle

Weszliśmy do pokoju Liama. Był po prostu cudowny. Na ścianie wisiały dwie gitary. Jedna elektryczna druga zwykła. Nad łóżkiem powieszone były stare płyty.
-Boże. Liam jaki ty masz pokój. – powiedziałam z otwartą japą
-Zwyczajny. Do spania . – wyszczerzył zęby
-Co?! On jest zajebisty. I te gitary na ścianie z tymi płytami! Też chcę taki! – mówiłam podekscytowana
-Ok. Wrócimy do domu i ci taki urządzę.
-Ale ty miły jesteś naprawdę. Ej, która jest godzina? – zapytałam, choć miałam telefon
-Nie wiem. Ale około 17 już będzie.
-Jest tu bardzo miło, ale może byśmy już wracali?
-Już?
-Ty oczywiście możesz zostać to twój dom, ale ja będę się zbierać.
-I ciekawe czym pojedziesz…
-No jak to czym . Autobusem, albo na stopa kochanie, na stopa.
-Tak już. Ehem . haha. Ale ci się żarty trzymają.
-No o co ci chodzi? Jakoś trzeba dojechać do domu.
-A ja mam propozycje taką, że wrócimy wieczorem, a ten dzień będzie cały dla mnie i ciebie.
-A nie zapominaj o swoich rodzicach. To przeważnie dla nich tu przyjechałeś i dla sióstr, żeby spędzić z nimi trochę czasu. Przecież za 2 dni wylatujecie do USA.
-No tak wiem.
-Więc chodźmy do nich porozmawiać, pośmiać się, a nie będziemy siedzieć tu sami. Muszą się tobą nacieszyć.
-No, a ty? – zapytał z maślanymi oczkami
-Ja mam całą noc. – zaśmiałam się i pociągnęłam go za sobą.

*Oczami Harrego

-No i gdzie jest nasza zguba? – zapytał Loui
-U sowich rodziców z Danielle. – odpowiedziałem
-Aha. Czyli wszystko ok. i mogę dzwonić po Clo ?  - zapytał Niall
-A ja po Eleanorę?  - mówił podskakujący z radości marchewkowy potwór
-Tak możecie, możecie. A poza tym czemu pytacie mnie o zgodę? Przecież jestem z was najmłodszy. – powiedziałem ze zdziwieniem
-yyy… Naprawdę? Nie zdążyłem zauważyć. – mówił Niall robiąc swoje głupie miny.

*Oczami Louisa

Poszedłem do swojego pokoju po telefon. Wykręciłem numer do El i dzwoniłem.
-Halo! – usłyszałem z drugiej strony
-No witam cię kochana.! – przywitałem się radośnie.
-A to ty Loui.. – powiedziała bez entuzjazmu
-No tak, a kto miał być ? – zapytałem zmieszany
-A nie ważne. O co chodzi?
-Bo jest taka propozycja, żeby gdzieś razem wyjść.
-Razem, czyli kto ?
-No ja , ty, Hazza z Em i Niall z Clo.
-Aha. Ja mogę iść. Tylko na którą, bo musze się naszykować.
-No najlepiej to już. Ok. za 30 minut będziemy pod twoim domem. – poinformowałem i rozłączyłem się

*Oczami Nialla

-Więc jak będzie Clo? Pójdziesz czy nie? – zapytałem
-Z tobą oczywiście, że pójdę.
-Ok. Więc za jakiś czas będziemy pod twoim domem. Damy znać.
-Ok. Do zobaczenia.
Zadzwoniłem do Clo, żeby zapytać się, czy pójdzie razem z nami, oczywiście dostałem pozytywną odpowiedź i już po chwili zaczęło mnie nosić po całym mieszkaniu. Z radości nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Ale w końcu zacząłem się szykować.

*Oczami Patt

-Zayn idź już do domu. – powiedziałam do mulata
-Ale ja nie chcę. – odpowiedział przecząco
-Ale ja widzę, że jesteś zmęczony. Idź, może nie umrę bez ciebie.
-No nie wiem, nie wiem. – kręcił głową
-Idź i wypocznij. Może chłopaki coś fajnego zorganizowali. Dlaczego masz przeze mnie z tego rezygnować.
-Przestań Patt bo nie pójdę wcale. – zagroził
-Ok. już już. Widzimy się jutro ? – zapytałam
-Tak przyjadę po ciebie do szpitala, jak cię wypiszą.

*Oczami Zayna

Wyszedłem ze szpitala, wsiadłem do pierwszego lepszego autobusu, który jechał na moją ulice i jechałem. Nie minęło z pełna  15 minut, a już byłem w domu.
-Cześć chłopaki. Gdzie się wybieracie? – zapytałem zaciekawiony. 
-Wychodzimy z naszymi dziewczynami. Idziesz z nami? – zapytał Loui
-Nie dzięki, posiedzę sobie w domu.  Jestem padnięty.
-Jak chcesz. Ale wiedz, że jesteś mile widziany.
-Dzięki Niall, jesteś kochany. – uśmiechnąłem się
-Ok. to my lecimy. Do zobaczenia prawdopodobnie jutro rano.
Chłopaki wyszli z domu, a ja miałem cały dom dla siebie, lecz skorzystałem tylko z kanapy i telewizora. Włączyłem TV i zacząłem oglądać co popadnie. A to jakiś serial, bajkę, a to przełączyłem na MTV i tak zeszło mi do wieczora. Kiedy wybiła 22:00 już nie miałem siły, poszedłem wziąć prysznic i położyłem się spać z myślą, że już jutro Patt wyjdzie ze szpitala i będzie cała i zdrowa. 

 I mamy słodkiego Nialla !

__________________________________________________________________
Mamy kolejny rozdział. Coś czuję, że nie wyszedł on chyba najlepiej, ale starałam się naprawdę. Kolejny rozdział także ukarzę się dziś, ponieważ w piątek nie będę miała jak, bo jadę z przyjaciółmi do kina, a weekend będę miała zawalony nauką na sprawdzian, a jeszcze nie wiem, czy w niedzielę będę ogólnie w chacie. 
Liczę na wasze komentarze. Chce, żeby było ich trochę więcej niż od 1do3. Liczę na was wszystkie. 
I love you so much ! 

Kasia !

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 020


*Oczami Amandy
Zadzwoniłam do drzwi Marceliny.
-Cześć! – zawołałam radośnie do przyjaciółki, która otworzyła mi drzwi
-Też się cieszę, że cię widzę…Co cię do mnie sprowadza? – zapytała
-No jak to co? To już nie mogę przyjść? – zapytałam z ironią
-Oj, już przestań, ja tylko tak zapytałam.  – mówiła.
-No ok., ok. Ej, ja nie zamierzam kisić się w domu. Jest ładna pogoda, chodź na deskę lub rolki.
-OK. Ale ja wolę deskę. – odpowiedziała – Ale i tak musisz wejść na chwilę do mnie, bo muszę się przebrać.
-Okey. To ja w tym czasie zadzwonię po naszą ekipę.
Czekałam na nią w ganku i dzwoniłam do ludzi, żeby przyszli do parku.
-Już jestem gotowa – oznajmiła mi Cela
-No ot ruszamy. Wszyscy mają przyjść do parku. – poinformowałam ją
-Ok. A potem idziemy tam gdzie zawsze? – zapytała bystro
-Tak dokładnie tam. – odpowiedziałam i ruszyłyśmy w drogę.

*Oczami Majki

Siedziałam z Maćkiem u mnie w pokoju. Rozmawiało nam się dobrze, ale w pewnym momencie Maciek zrobił się jakiś dziwny. Nie wiedziałam co mu jest.
-Ej, Maciek stało się coś? – zapytałam z troską
-Nie nic..tylko chce ci powiedzieć… - jąkał się
-No co ? – pytałam
-Chce ci powiedzieć…chce powiedzieć, że…
-No Maciek, mówże szybko, bo umieram z ciekawości.
-Majka, jesteś dla mnie jak przyjaciółka, przyjaźnimy się już parę długich lat.
-No tak. – potaknęłam
-No właśnie. Ale ja już nie chce się z tobą przyjaźnić. – powiedział
-Jak to? Dlaczego ? – dopytywałam ze smutkiem
-Dlatego, że chce, żebyś była moją dziewczyną… Majka ja cię kocham. – wyznał Maciek
-Ummm. – nie wiedziałam co mam powiedzieć. – Zaskoczyłeś mnie
-Tak wiem, że nie będziesz mnie chciała, ale… - i tu przerwał mu mój całus prosto w jego usta
-Majka, co to było ? – zapytał zdumiony
-Maciek ja też do ciebie coś czuję, ale nie wiedziałam jak mam ci to okazać. Wprawdzie mówiąc wstydziłam się trochę.
-Ja też Nie wiedziałem jak do tego się zabrać, ale przełamałem się. Bałem się, że mnie odrzucisz i że będzie koniec naszej przyjaźni.
-Ja ciebie? Za bardzo jesteś mi bliski, żebym z tobą tak postąpiła.
Siedzieliśmy nadal w moim pokoju, ale teraz atmosfera byłą już inna. Siedzieliśmy blisko siebie patrząc sobie w oczy i dając raz po raz pocałunki.

*Oczami Danielle

-Payneee! – wrzasnęłam
-Co się dzieje? – zapytał zmieszany
-Nic, się nie dzieję, tylko wstawaj, bo już jest po 10.
-Oj już? Jak ten czas szybko minął. Ja nie mogę.
-No niestety. Nie chciałam cię budzić wcześniej, bo tak smacznie sobie spałeś.
-Dziękuje. – powiedział i dał mi buziaka na przywitanie. – Twoi rodzice już są?- dopytywał
-Nie jeszcze ich nie ma i długo chyba nie będzie.
-Dlaczego ? – zapytał trochę zmieszany
-Bo dzwonili i powiedzieli, że jeszcze zajrzą do dziadków, a potem na jakieś małe zakupy. Wiesz jak to jest.
-A no  to mamy więcej czasy dla siebie. – powiedział zadowolony
-No Ne byłabym tego taka pewna. – powiedziałam z żalem
-Czemu?
-Nie chce cię smucić, ale dziś mieliście na 8:00 do wytwórni jechać.
-Co? To dzisiaj? O matko kochana. Muszę zadzwonić do chłopaków. – mówił zdenerwowany
-No to ty dzwoń, a ja pójdę przygotować ci śniadanie. – powiedziałam wychodząc z pokoju. – Tylko zejdź na dół ok.
-Dobrze.
Zeszłam na dół a Liam dzwonił zapewne do Hazzy, bo on zawsze nosi telefon przy sobie. Ja zrobiłam mu w tym czasie pyszne śniadanie.
-Już jestem i mam dobrą wiadomość. – wpadł do kuchni jak jakaś torpeda
-No jaka ?
-Że dzwonił do chłopaków producent i powiedział, że dziś ma jakiś ważny wyjazd i nie będzie go do południa, więc mamy czas la siebie.
-Bardzo się cieszę. Może gdzieś wyskoczymy? Może do kina? – zaproponowałam
-No wiesz teraz to mnie postawiłaś pod ścianą..
-Dlaczego?
-Bo to ja powinienem ci zaproponować  kino, lub coś innego.
-Oj Liam, bywają wyjątki. Nie martw się.
-No dobrze już. Ale co na śniadanie. – zapytała głaskając się po swoim zacnym brzuchu
-Grzanki. Mogą być ? – zapytałam pokazując talerz pełen grzanek
-Mmm. Pysznie pachnie.
-Mam nadzieję, że i tak smakuje. – powiedziałam
-No na pewno.
-ok. ty tu sobie jedz, a ja pójdę się jakoś ubrać, bo widzę, że ty tu już gotowy jesteś.
-To nie zjesz ze mną?
-Ja już jadłam.
-Ok. to czekam
Ja pobiegłam na górę, żeby się ogarnąć. Szybko zadziałam na siebie zwiewną sukienkę w kwiatki i kremowe baleriny. Uczesałam swoje loki i zeszłam na dół do ukochanego. Weszłam do kuchni bo myślałam, że tak jest, lecz jednak się myliła. Nie było go tam. Zaczęłam go wołać. Lecz nikt się nie odezwał.  Wyszłam do ogrodu i usłyszałam ciche brzdąkanie o struny gitary. Liam siedział za drzewem i chciał coś zagrać, ale nie wiedział co.
-O tu jesteś. Myślałam, ze już  sobie poszedłeś.
-Ja nie. Coś ty. Chciałem ci coś zagrać.
-Więc słucham cię uważnie.
Liam wziął dobrze gitarę i zaczął grać piękną miłosną balladę. Byłam wniebowzięta. Payne grał cudownie. Kiedy skończył grać tą balladę, zaczął grać jakąś inną piosenkę, do której śpiewał. Bardzo mi się to podobało i byłam zachwycona, że gra to tylko i wyłącznie dla mnie, a nie dla publiczności.
-Dziękuje – wyszeptałam
-Ale za co? – zapytał skromnie
-Za to, że jesteś i że tyle dla mnie robisz.
-To ja ci dziękuje. Jesteś moim skarbem.
Tu Liam złożył na mych ustach swój cudowny pocałunek, który uwielbiałam.
-Ok. to idziemy do kina? – zapytał jak nowonarodzony
-Tak. Mogę tak iść? 0 zapytałam pokazując swoją sukienkę
-Wyglądasz szałowo. Nikt nie będzie wyglądał tak jak ty.
Wybiła 11:30, a my już siedzieliśmy w autobusie i jechaliśmy do centrum. Nie minęło 30 minut i już byliśmy na miejscu.
-Danielle. Może pójdziemy przed kinem na lody? Co ty o tym sądzisz ?
-Bardzo chętnie. Jeżeli zapraszasz.
-Ciebie zawsze.
Poszliśmy do najbliższej kawiarenki, zakupiliśmy dwa pucharki lodów. CO ja mówię o pucharkach. To były dwa ogromniaste puchary lodów. Lody bardzo nam smakowały, a podczas ich jedzenia, ja i Liam byliśmy cali brudni na twarzach. Oboje karmiliśmy się wzajemnie. Gdy wyszliśmy z kawiarni, wybiła jakimś cudem 12:40. Byliśmy zdziwieni, że tyle czasu zajęło nam jedzenie lodów.  Szybko poszliśmy zakupić bilety na jakiś film. Nie było zbyt dużo do wyboru. Liam wybrał jakąś amerykańską komedię. Dla mnie nie było to istotne, ponieważ cieszyłam się, ze będę z nim przez całe południe.
-Hahahaha! – siedziałam obok Liama i tylko słyszałam jego cudowny śmiech. Wcale nie myślałam o filmie. Przez całe jego trwanie zobaczyłam może 3 akcie.
-I jak ci się podobał film? – zapytał mnie Liam, gdy wyszliśmy z kina
-Może być. – odpowiedziałam nie zbyt przekonywająco
-Jak to?  -zdziwił się
-Ha,ha. No wiesz skupiałam się na tobie. – zaśmiałam się
-Aha. To to ja rozumiem.
-To gdzie teraz idziemy ? – zapytałam, a Liam chwilę pomyślał
-Ej, Danielle, chciałaś poznać moją rodzinę, może byśmy dzisiaj pojechali do nich? Co ty o tym sądzisz? – wypowiedział się
-Ale tak bez zapowiedzi?
-No to co? Moi rodzice nie będą mieli nic przeciwko, jeżeli ich odwiedzę.
-No jeżeli ty, ale nie ja.
-Oj przestań. Na pewno się ucieszą, że się poznają.
-Tak sądzisz?  - zapytałam
-Tak. Więc co jedziemy? Zgódź się.  – namawiał Liam
-No dobrze, ale przed tym pojedziemy do Patt do szpitala ok.?
-Dobrze. To możemy jechać teraz póki jesteśmy na miejscy. – zaproponował Payne
-Dobry pomysł.
Wsiedliśmy do pierwszego lepszego autobusu i pojechaliśmy do szpitala. Weszliśmy do Sali Patt, a obok niej leżał Zayn. Byliśmy trochę zdziwieni co on tu robi, gdyż nie wiedzieliśmy, że już się pogodzili.
-I jak się czujesz ? – zapytałam leżącą Patt
-Już lepiej. Chyba jutro wyjdę. Co u was słychać ? – pytała jakby nigdy nic
-A nic takiego.  Jadę z Liamem do jego rodziców.
-O cieszę się. Udanych odwiedzi.  – powiedziała z uśmiechem na twarzy
Po odwiedzinach u Patt w szpitalu poszliśmy do mojego domu. Była już 13:40. W domu byli już moi rodzice.
-Cześć wam. Jak się bawiliście?  - od razu zadałam pytanie
-Świetnie. A wy ? – zapytał nas tata
-My także. Mamo, tato, jadę z Liamem do jego rodziców. Mogę ? – zapytałam chodź powiedziałam, że jadę
-Możesz, możesz. Jak tylko nie mają nic przeciwko. – powiedziała mama, a ja stanęłam jak wryta, bo przecież jego rodzice nic nie wiedzą, że mamy przyjechać.
-Nic nie mają przeciwko. Już do nich dzwoniłem. Ucieszyli się, że Danielle przyjedzie. – powiedział za mnie Liam.
-Dobrze. Tylko jedzcie rozsądnie.
-Dobrze mamo. Dobrze.
Poszłam z Liamem do mojego pokoju. Ubrałam się w czerwoną sukienkę i koturny. Zeszliśmy na dół, pożegnaliśmy się z moimi rodzicami.  Wsiedliśmy do samochodu  i ruszyliśmy w drogę. Liam włączył radio i śpiewaliśmy piosenki, które leciały.
-Danielle jak ty śpiewasz. – powiedział w pewnym momencie
-Ha , ha. Tak tak fałsz po fałszu.
-Nie prawda… ! – zaprzeczył surowo
-A no tak zapomniałam. Szlachta nie fałszuje, szlachta śpiewa po swojemu.
-Ha, ha. Dokładnie kochanie, dokładnie. Ale teraz śpiewamy dalej. – powiedział Liam i zaczął śpiewać – Para…para…paradise.
-Paradise ! – dołączyłam się.
Całą drogę było nam tak wesoło i muzycznie. Po jakiejś godzinie albo dwóch sama już nie wiem, byliśmy pod domem Liama.
-Liam ale ty masz śliczny dom. -  powiedziałam otwierając japę.
-Nie przesadzaj, ale dziękuje.  Chodź do środka.  – powiedział otwierając mi drzwi.
-Mamoo tato! – krzyknął na cały dom
-Liam to ty ? – zapytała z radością w głosie mama
-Tak to ja!
-Jak się cieszę, ze przyjechałeś.  –powiedziała i przytuliła się do syna, a po niej jego tata
-Mamo, tato chce wam przedstawić moją dziewczynę Danielle.
-Bardzo nam miło.
 -To są moi rodzice o których ci już mówiłem.
-Mi też bardzo miło państwa poznać.  – powiedziałam
-A gdzie moje dwie starsze siostry  ? – zapytał Liam
-Wyszły an zakupy, ale zaraz powinny wrócić.  – odpowiedział tata Liama
Zasiedliśmy wszyscy przy stole i zaczęliśmy rozmawiać. Oczywiście ja mało się mieszałam w rozmowę rodziców i syna, nie chciałam im przeszkadzać, przecież długo się nie widzieli. Liam im wszystko opowiedział. Pochwalił się także trasą koncertową po USA.
Tak minęło półtorej godziny. Do domu wróciły siostry Liama.
-Liaaaaam! Nareszcie przyjechałeś! – wykrzyczała jedna z sióstr
-No w końcu. Jak się cieszę, że cię widzę. – powiedziała druga.
-Ja też za wami bardzo tęskniłem. Ale teraz chciałem wam kogoś przedstawić.
-Tak a kogo ? – zapytała jedna
-To jest moja dziewczyna Danielle. – powiedział Liam, biorąc mnie za rękę i przyciągając do siebie.
-Miło nam . – powiedziały obie
-To jest moja siostra Ruth a to siostra Nicol.
-Miło was poznać. Liam dużo o was opowiadał. – powiedziałam tak jakoś.
-Cieszę się, że w końcu przedstawiłeś nam swoją dziewczynę. – powiedziała Nicol
-No właśnie. Długo coś z tym zwlekałeś . – powiedziała Ruth
-Oj już zejdźcie ze mnie.  – powiedział stanowczo Liam
Po obiedzie, który zjedliśmy wszyscy razem Liam pokazał mi swoje miasto, które było cudowne. Płynęła w nim jakaś woń romantyzmu.
-Ślicznie tu. – powiedziałam
-Ty i tak jesteś śliczniejsza. – usłyszałam
-Przestań. – mówiłam
-Ale taka prawda. – powiedział z przekonaniem – KOCHAM CIĘ ! – wykrzyczał na całą ulicę, na której się znajdowaliśmy.
-Przestań wariacie. Co ludzie sobie pomyślą.
-A niech myślą co chcą. – powiedział bez przejęcia się – JA I TAK CIĘ KOCHAM DANIELLE!  - znów wykrzyczał na głos
-JA CIEBIE TEŻ KOCHAM LIAM ! – także zrobiłam to samo
-Co ty wyprawiasz?  -zapytał zdumiony
-Biorę przykład z ciebie. – odpowiedziałam i pocałowałam go.

 I jak tu się nie zakochać w takim Payne ?  ;) on + gitara = marzenia .:D heh ^^

__________________________________________________________________
No i jest kolejny. Mam nadzieję, że się spodoba, bo ja coś czuję, że średnio wyszedł, ale opinia należy do was. 
Głupio mi prosić, ale gdybyście coś zostawiali po sobie , to byłabym wdzięczna.

piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 019


*Oczami Danielle (nadal)

Weszłam do domu, tak panował spokój i harmonia, którą przerwałam.
-Cześć mamo ! wróciłam . – wykrzyczałam praktycznie na cały dom
-To dobrze. Rozbierz się i chodź mi pomóż w przygotowaniu jedzenia na to wasze ognisko – powiedziała mama
-Już tylko pójdę się przebrać. – jak powiedziałam tak też zrobiłam. Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie ubrania , w których byłam w szpitalu i założyłam jakiś dres. Zeszłam na dół i wzięłam się do pracy. Nie miałam z byt dużo czasu.

*Oczami Amandy (na drugi dzień)

-Wiesz co siostra…Kocham cię. – powiedziałam czule do Majki
-Ha, ha. Ja ciebie też. Ale co cię naszło? – zapytała
-Nic..Tak po prostu. – odpowiedziałam i wtuliłam się w nią.
-Ej, młoda muszę ci coś powiedzieć . – odezwała się po krótkiej ciszy.
-No zamieniam się w słuch.
-Bo dzisiaj przychodzi do mnie Maciek i nie wiem co zrobić na deser.
-Ha, ha, ha, ha! – zaczęłam się śmiać nieopamiętanie.
-Z czego się śmiejesz? Musi być dobre.
-Przepraszam.. Ha, ha, ha,ha ale nie mogę się opanować.
-No wiesz co… - powiedziała Majka nieco zła
-Ok. już się uspakajam. Mam taki pomysł, żebyś poszła do biedronki i kupiła deser budyniowy …
-Ej, weź sobie nie rób ze mnie jaj….
-Czemu? – zapytałam przez śmiech
-Wyjebe ci zaraz
-No to chodź. No weeeź … - namawiałam
-Nie namawiaj, bo pożałujesz … - groziła
-Hahahaha. Ok. zobaczymy.
Wtedy zaczęła się wojna. U nas jako u sióstr było to całkowicie normalne. Często miewałyśmy takie napady do walki między sobą np. na poduszki.
-Ej ok. spoko. Wygrałaś.  – powiedziała Majka
-Poddajesz się? – zapytałam z miną Sherlocka
-Tak niestety, tak.  – odpowiedziała smutnym głosem zakładnika
-Więc oddaj mi pana piloto! – rozkazałam
-No chyba śnisz! – odpowiedziła
-Oddaj pana piloto!
-Nieee!
-Taak!
-Nieee!
-To ja biorę pana laptopo i wychodzę.
-Wyjdź ! I zamknij drzwi przy okazji.
-Ale z ciebie świniak ! – zaczęło się wyzywanie
-Ej, nie przesadzaj młoda! – powiedziała
-Ok, ok.. Ja też cię kocham…
Wyszłam z salonu i poszłam do siebie do pokoju. Położyłam się na łóżku założyłam słuchawki na uszy, puściłam muzykę na fula i nic mnie nie obchodziło. Tak minęła godzina, potem półtorej i dwie. Nikt się o mnie nie martwił, bo nikt nie wchodził do pokoju.
-Lalalalalal! – śpiewałam sobie
-Jak ładnie śpiewasz…. - odezwał się Maciek, którego oczywiście wtedy nie widziałam
-Sialalalala! – śpiewałam dalej
-Ej, Amanda! Słyszysz mnie? – nagle ktoś zawołał mi do ucha zdejmując słuchawkę.
-Aaaa! – wrzasnęłam. – A to ty Maciek. Sorry, ale nie usłyszałam jak wchodzisz.
-No wiesz dziwne , że nie usłyszałaś, jak muzyka na ful. – odpowiedział
-Oj tam. Co tam u ciebie słychać? Dawno cię u nas nie było.
-Wszystko w porządku. No dawno, bardzo.. Jakiś tydzień lub 5 dni temu.
-No to co. Ja i tak się stęskniłam.  – powiedziałam z miną jakiegoś dziwaka
-Hahahah! – zaśmiał się
-I z czego się głupio cieszysz? Ja się pytam?
-Z ciebie deklu.
-Oj nie bądź taki miły.
Pogadałam tak trochę z Maćkiem. Był fajnym kolegą i żałowałam, ze Majka jeszcze z nim nie jest. Przecież idealnie do siebie pasują. Moją rozmowę z nim przerwało wołanie Majki na deser. Zeszliśmy i osłupialiśmy z zachwytu…
-Mmm. Majka pyszny ten twój deser. – powiedział zachwycony Maciej 
Kiedy zjedliśmy deser Majka i jej gość poszli do jej pokoju. Ja oczywiście im nie przeszkadzałam i poszłam do Marceliny.

*Oczami Danielle

-Nareszcie wszystko jest gotowe! – powiedziałam wycierając mokre ręce o ręcznik
-No ja idę się szykować, bo my z tatą wychodzimy.. – poinformowała mnei mama
-Gdzie idziecie? – zapytałam z ciekawością
-Do znajomych nie martw się, nie zginiemy. – odpowiedziała
-Aha. Fajnie. – powiedziałam i wybrałam się do swojego pokoju.
Wzięłam telefon do ręki wybrałam numer Liama i zadzwoniłam. Tym razem odebrał sam Payne
-Słucham ? – usłyszałam w słuchawce
-O jak miło, że zacny sam pan Payne odebrał ode mnie telefon. – odpowiedziałam
-A to ty Danielle. O co ci chodzi? – powiedział obrażony
-O nic. Po prostu.. a z resztą. Dzwonie po to, żebyś powiedział chłopakom, że mogą przyjść ze swoimi dziewczynami. Nie mam nic przeciwko.
-Tyle? – zapytał oschle
-Tak. Co się stało ? – zapytałam , bo jego zachowanie było bardzo dziwne
-Nic. Z reszta co cię to interesuje. – odpowiedział złośliwie
-Ej kurwa Liam, masz coś do mnie to mi to powiedz. A nie kurde mówisz mi tu jak jakiś nie wiem.
-To porozmawiaj sobie z Zaynem. – odpowiedział
-Co?! – zapytałam zmieszana, lecz już nie uzyskałam odpowiedzi, ponieważ Liam rozłączył się
-O co mu znowu chodzi? – zastanawiałam się głośno – Co znowu mu nie pasuje? I co ma z tym wspólnego Zayn? Nie rozumiem go. Z resztą, pogadam z nim wieczorem

*Oczami Liama

-Chłopaki, dzwoniła Danielle i powiedziała, że możecie iść ze swoimi dziewczynami, bo ona nie ma nic przeciwko temu.
-O super! – wykrzyczeli wszyscy naraz oprócz Zayna i mnie
-Musze zadzwonić do Emily. – mówił Hazza
-A ja do Clo. – dodał Horan
-A ja do Eleanor. – także dodał Louis

*Oczami Danielle

Wybiła 17. Zaczęłam się szykować. Rodziców nie było już w domu. Poszłam wziąć prysznic. Całkowicie trwało to około 15 minut. Wyszłam z pod prysznica i momentalnie zrobiło mi się zimno. Szybko wytarłam się ręcznikiem ubrałam w jakąś długą koszulę i majtki. Wysuszyłam włosy i poszłam do pokoju. I w tym oto właśnie momencie zaczęło się wielkie galimatias. No bo co tu na siebie założyć? Byłam w totalnej rozsypce iż chciałam wyglądać zjawiskowo, a jednocześnie czuć się dobrze i swobodnie. Ale nie minęło dużo czasu i wyszukałam coś w ej swojej szafie. Kiedy byłam ubrana został mi tylko makijaż i uczesanie włosów. Włosy spięłam w swobodnego koka, który był a’la na cebulkę. Makijaż miałam lekki, który nie wrzucał się za bardzo w oczy. W końcu wyszykowałam się na 17:45. To był jakiś cud. Zeszłam na dół, poszłam do ogrodu na taras, żeby zobaczyć, czy tata wyjął mi stół, bo nagle sobie o nim przypomniałam. Na całe szczęście był tam. Wytarłam go, poustawiałam krzesła i zaczęłam znosić jedzenie. Drewno na ognisko było już gotowe.
Wybiła 18:00…U mnie jeszcze nie było nikogo, ale tylko przez chwilę. Nie minęło 10 minut, a Alice i Bob już zadzwonili do mnie do drzwi.
-Witajcie! Miło, że wpadliście. Wchodźcie. – zaprosiłam ich do ogrodu
-Jak ty ładnie. I te lampiony dają taki czar romantyzmu. – powiedziała Alice, która podziwiała lampiony zrobione własnoręcznie przeze mnie.
-Trochę się nad nimi napracowałam, ale widzę, ze było warto. – odpowiedziałam
-O tak, są śliczne. Musze sobie takie zrobić. – zaśmiała się patrząc na Boba
-A jeszcze oprócz nas nikogo nie ma? – zapytał Bob
-No jeszcze nie, ale mam nadzieje…. – i ty przerwał mi dzwonek do drzwi. – Oho, chyba już są… - powiedziałam i pobiegłam otworzyć drzwi, za którymi stało 5 chłopaków + 3 dziewczyny.
-Czeeeść Danielle! To my! – powiedzieli wszyscy chórem
-Miło was widzieć ! – przywitałam się
-To gdzie mamy iść ? – zapytał Niall
-Do ogrodu.. tymi drzwiami. – wskazałam im drogę.
Na ostatku do domu wszedł Liam, którego zatrzymałam
-Cześć kochanie! – powiedziałam czule
-Witaj! – odpowiedział
-Czemu jesteś na mnie zły i obrażony? – zapytałam
-Ja na ciebie? Nie ..
-A czemu w szpitalu…- i tu znów mi przerwano, a był to krzyk Louisa.
-Danielle! Liaam! Chodźcie tu!
-Już idziemy. – odpowiedziałam i ruszyłam na taras
-Bob, Alice. To jest Liam, mój chłopak, a to Louis, Niall, Zayn i Harry. A to ich dziewczyny. El, Clo, Em i brakującej Pattie, którą znacie.
-Miło was poznać.
-Chłopaki, to jest natomiast Alice i Bob.
-Nam również. – odpowiedzieli chłopcy i zasiadaliśmy wszyscy do stołu. Czy wszyscy to nie wiem, ale dziewczyny na pewno. Chłopaki rozpalali nam ognisko, a my miałyśmy chwilę na babskie pogaduchy. Naszym facetom rozpalanie ogniska nie zajęło dużo czasu.  Na jedzeniu i Romowie + ogólne zapoznanie się i w tym podobne rzeczy zeszło nam ponad półtorej godziny. W końcu wybiła prawie 20:00 i postanowiłam puścić jakąś muzykę, żebyśmy potańczyli. Oczywiście Harry, Louis i Niall wzięli swoje dziewczyny i wywijali na naszym trawnym parkiecie. Bob i Alice także się do nich przyłączyli. A ja Liam i Zayn siedzieliśmy przy stole przez jedną piosenkę. Na drugą Liam też nie zamierzał zaprosić mnie do tańca. Zrobił to Zayn. Lubiłam  z nim tańczyć, bo zawsze z nim coś wymyśliłam. Jakieś głupie kroki pasujące do danej muzyki itp. Z Zaynem przetańczyłam około 5-8 piosenek. Nie miałam już siły, aby dobić do 10. Poszłam usiąść, lecz Zayn nie. On miał siłę i tańczył z innym.
-Ej, gdzie jest Liam? – zapytałam siedzącego obok Harrego
-Wyszedł. – usłyszałam
-Jak to wyszedł? Gdzie? Może do kibla? – zapytałam
-Nie raczej nie do kibla, bo widziałem jak wychodzi na drogę.
-O Co mu kurwa chodzi!? – powiedziałam zdenerwowana. Widziałam jak Harry chciał mi coś powiedzieć, lecz mu nie pozwoliłam, ponieważ szybko zwróciłam się kierunku drzwi wyjściowych. Wyszłam na drogę. Nikogo nie widziałam. Obejrzałam się w lewą i prawą stronę. Po jednej z nich zauważyłam wysoką postać. Był to Liam, poznałam go po tych artystycznych, pięknych włosach.
-Liam! – zaczęłam za nim wołać, lecz on nie reagował. – Liam! – próbowałam drugi raz, lecz on szedł cały czas przed siebie i nie raczył się nawet odwrócić. Postanowiłam za nim pobiec. Gdy go dogoniłam zaczęłam do niego zadawać różne pytania.
-Liam! Co ty robisz? – zapytałam zdyszana
-Nic, po prostu wracam do domu.  – odpowiedział mi
-Co? Dlaczego?
-Wiesz Danielle. Ja wszystko widzę.
-Ale co niby widzisz?
-Ja wiem, że ty i Zayn. – tu przerwał
-Że co ja i Zayn ?
-A już nic…
-No powiedz mi.
-Ja widzę, że ostatnio się do siebie zbliżyliście. W ogóle widzę, jak Zayn na ciebie patrzy, ale ty też chyba do niego coś czujesz. Widzę jak on się zachowuje w stosunku do ciebie…
-Liam! Jak możesz mnie nawet oto podejrzewać. – wydarłam się – Dobrze wiesz, ze cię kocham i że nigdy bym cię nie zdradziła. Zayn t tylko mój przyjaciel, tak jak Loui, Horan i Hazza. I przestań być zazdrosny, bo wcale nic nie czuje do Malika. A jeżeli chodzi ci o to, że mnie zaprosił do tańca?. Może po prostu nie chciało mu się siedzieć, a że ty nie miałeś ochoty ze mną tańczyć to poprosił mnie.
-Uhm. – usłyszałam tylko jego krząknięcie.
-Z resztą rób co chcesz. Widzę, że już nic chyba do mnie nie czujesz. – w tym momencie z oczu napłynęły mi łzy na policzki. Nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Obróciłam się w stronę domu i zaczęłam biec.
-Danielle ! Danielle przepraszam cię. – usłyszałam wołanie Liama – Wiem to wszystko moja wina. Ale to wszystko z miłości do ciebie. Dlatego jestem zazdrosny. W ogóle nie wiem czemu.
Zatrzymałam się i odwróciłam się.  Payne stał już tuż przede mną.
-Liam. Przestań się tak zachowywać proszę cię. Ja nie wiem co mam myśleć, bo cały czas mam w głowie, że to moja wina. Że ja coś źle robię. Jak tak jest to p[przepraszam.
-Nie to wyłącznie moja wina to ja cię przepraszam. – powiedział i przytulił mnie do siebie mocno i dawał pocałunki w każdy kąt mojej twarzy.
-Kocham Cię. I proszę nie schrzań tego. – wypowiedziałam mu do ucha.
Wróciliśmy do mojego domu. Łzy na policzkach już mi wyschły. Usiedliśmy przy stoliku. Zayn do mnei podszedł, bo znów chciał ze mną zatańczyć. Ale Liam go wyprzedził
-Czy mogę panią poprosić. – usłyszałam od ukochanego
-Oczywiście. – wyszliśmy na plac taneczny i zaczęliśmy wywijać. Po kilku piosenkach zebraliśmy się wszyscy i zaczęliśmy się chwalić swoimi umiejętnościami tanecznymi. Każdy w innej dziedzinie tańca. Było wesoło i radośnie.
Wybiła 24:55. Bob i Alice już poszli. Chłopaki też mówili, że będą się zbierać, ponieważ jeszcze muszą jutro iść na 8:00 do wytwórni.
-I po imprezie. Teraz czeka mnie sprzątnie.  – powiedziałam
-Może zostaniemy ci pomóc? – zapytała Em.
-Nie nie. Dzięki poradzę sobie. – odpowiedziałam
-Chłopaki wy jedźcie, a ja zostanę. – powiedział Liam
-Ale naprawdę Liam nie musisz. – powiedziałam
-Ja nie muszę, ale chcę. – odpowiedział i podszedł do mnie.
Chłopaki tak jak kazał im Liam pojechali odwieźć dziewczyny, a potem sami pojechali do domu.
-Dziękuje, że zostałeś mi pomóc. – powiedziałam, kiedy kończyliśmy sprzątać
-Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie. – powiedział
-O matko już jest 01:46…
-No to ja już będę leciał.
-Liam. A może byś tak został u mnie na noc? – zapytałam nieśmiało.
-No nie wiem. Co an to twoi rodzice? – zapytał mnie Liam, lecz mu nie odpowiedziałam ponieważ zadzwonił mój telefon dzwoniła mama. Powiedziała, że przyjadą dopiero jutro.
-Co moi rodzice? Właśnie dzwoniła mama i powiedziała, że wrócą dopiero jutro. – powiedziałam z bananem na ryju
-Mówisz, że dopiero jutro? Do może się skuszę. – powiedział i wziął mnie na ręce. Zaniósł do pokoju, rzucił lekko na łóżko i zaczął całować gdzie popadnie. Skończyło się to na tym, że.. Po prostu leżeliśmy razem pod pierzyną, pod którą działy się niestworzone rzeczy.
-Kocham Cię. – powiedział od mnie Payne całując namiętnie w usta. 


____________________________________________________________
Wybaczcie, że ten rozdział pojawił się dopiero dziś, ale cały tydzień miałam zwalony kartkówkami i sprawdzianami, a do tego doszły jeszcze próby na tańcach itd. Miałam dodać go wczoraj, ale niestety net mi nie działał. Mam nadzieję, że się spodoba. Następny postaram się tak około wtorku lub środy dodać (wolne).

Pozdrawiam wszystkie czytelniczki ! ;)
Kasia !