poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rozdział 011


Był czwarty dzień naszego pobytu nad jeziorem. Po wczorajszej imprezie spało nam się miło i długo. Niestety nie dospałam swojego czasu. Była 14:32 kiedy obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Z początku miałam nadzieję, że to mi się tylko śni, lecz myliłam się. Po dłuższym wsłuchaniu usłyszałam, że dzwoni to mój telefon. Szybko zerwałam się z łóżka, podbiegłam do nocnego stolika i nie patrząc nawet kto dzwoni odebrała telefon.
-No cześć córeczko! Jak tam się macie? Czemu nie dzwonisz? Aż tak ci tam dobrze bez nas? – usłyszałam milion pytań dochodzących z drugiej strony.
-Cześć mamo! Oczywiście, że z wami jest najlepiej, ale nie dzwoniłam, bo tu czas leci tak szybko i się zapomina o wszystkim. Jest tu pięknie. Musicie kiedyś tu z tatą przyjechać. – poinformowałam rodzicielkę.
-Może kiedyś? Jaką macie pogodę?
-Świetna. Cały czas świeci słońce i wgl. Ale dzisiaj jest trochę pochmurno. Mam nadzieję, że nie będzie deszczu. – mówiłam wyglądając przez okno.
-A to się cieszę i życzę dobrej pogody. Nie przeszkadzam już. Macie od nas gorące całusy. Do zobaczenia za 2 dni. – powiedziała mama
-Dziękujemy i wzajemnie. Do zobaczenia. – pożegnałam się i odłożyłam słuchawkę. Spojrzałam na Liama, który spał jak suseł. Nie obudził go nawet mój głośny dzwonek telefonu. Na zegarku była 14:36, postanowiłam jeszcze nie budzić Liama. Po cichutku wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Ogarnęłam swoją dziką twarz i załatwiłam inne sprawy. Poszłam do kuchni, żeby zaparzyć sobie kawy. W kuchni zastałam Zayna, był tam sam.
-Cześć Zayn! Już nie śpisz?
-Cześć Dani! Nie jakoś nie mogę spać, a ty? Też chorujesz na bezsenność?
-Ja zawsze kochanieńki. – zwróciłam się sympatycznie – W moim przypadku jest tak, że obudził mnie telefon od mamy.
-Stęskniła się za tobą. Bardzo cię kocham widzisz?
-Tak, wiem, wiem …Chcesz kawy?
-Z miłą chęcią.
Zaparzyłam kawę, usiadłam na kanapie razem z Zaynem i zaczęliśmy rozmawiać o różnych rzeczach, to o wczorajszej dyskotece, to o Pattie lub o Liamie. Tak zeszło nam pół godziny. Kiedy wybiła godzina 15:00 postanowiłam pójść obudzić miśka, żeby nie zmarnować całego dnia na spaniu. Opuściłam mulata, który postanowił obejrzeć jakiś film i poszłam do pokoju.
-Wstawaj kochanie. – wypowiedziałam zamykając drzwi.  – Ej! Liam ! Wstawaj jest już po 15. – powtórzyłam, lecz nic nim nie tchnęło. – Wsatawaaaaaaaj! Wykrzyczałam wskakując na łóżko.
-Co się stało? Pali się czy co? – zapytał rozespany
-Nic się nie dzieje. Ale jest już po 15 i wypadało by tak wstać…wiesz kochanie?
-Oj tam, oj tam. Nie mam siły.
-Ok., to jeszcze poleż trochę, a ja zrobię nam jakieś dobre ”śniadanie”, które powinno być obiadem ok.?
-Jestem jak najbardziej za. – usłyszałam z ust ukochanego
Przed pójściem do kuchni postanowiłam ogarnąć swój zgrabny tyłek i ubrać się w jakieś normalne ciuchy, a nie chodzić cały dzień w pidżamie lamie. Minęło 10 minut, a ja już byłam ubrana, uczesana i odświeżona. Wyruszyłam do kuchni, lecz niestety nie udało mi się tam spokojnie dotrzeć, ponieważ niedaleko łazienki mieszkał kochany Lou, który wyskoczył znienacka ze swojego pokoju i mnie wystraszył.
-Louuuu! Chcesz, żebym padła na zawał? – zapytałam
-Nie, no coś ty, jaa? Gdzież bym śmiał.
-Tak, tak . Dzień dobry tak na początek może co?
-A witam panią, witam. Jak minęła noc, a raczej przespanie całego popołudnia?
-Powiem panu, że bardzo sympatycznie, miło i spokojnie…
-A to się cieszę, u mnie było także bardzo dobrze, A gdzie pani się wybiera?
-Idę w kierunku kuchni, aby zrobić śniadanie dla mojego ukochanego.
-A to bardzo miłe z pani stroni. Wpadnę do niego. Zgodzi się pani?
-Bardzo proszę. Tylko bez żadnych wygłupów.
Ja ruszyłam do kuchni, żeby zrobić w końcu to śniadanie, a Louis wybrał się w odwiedziny do Liama. Miałam nadzieję, że zerwie go z łóżka, ponieważ miał do tego dar.

*Oczami Louisa
-Dzieńdoberek ! – krzyknąłem do śpiącego
-Lou!? – zapytał Liam
-Tak, dokładnie.
-Aha, czyli już mogę wstawać z łóżka. – powiedział ponuro
-Nie musisz wstawać, wystarczy, że się obudzisz i ze mną porozmawiasz.
-A o czym chcesz rozmawiać?
-O sprawach sercowych.
-Oj, Lou, Lou, widzę, że będzie długa pogawędka.
-Nie, tylko po prostu chcę cię o coś zapytać.
-No więc mów. Słucham cię uważnie.
-Przyszedłem z tą sprawą do ciebie ponieważ wiem, że jesteś romantykiem i znasz się najlepiej na tych sprawach.  Jak już wiesz, poznałam Eleanor i bardzo mi się podoba, lecz nie wiem jak ja mam jej to okazać. Szczerzę to mam trochę stersa, żeby podejść do niej i powiedzieć jej prosto w twarz, że „El bardzo mi się podobasz i coś do ciebie czuje.” Myślę, że wtedy wyjdę na głupka. Pomożesz biednemu człowiekowi?
-Oczywiście Lou. Od czego są przyjaciele. Myślę, że powinieneś zabrać Eleanorę na jakiś spacer, ale tylko we dwoje. Po pierwsze to powinniście się lepiej poznać, bo nie wiadomo jaka ona jest tak naprawdę. Zabierz ją może do kina, albo do kręgielni…Spędzicie ze sobą dużo czasu i się poznacie.
-Też o tym myślałem, ale El i Clo dzisiaj wyjeżdżają już do Londynu.
-Jeśli masz od niej numer telefonu to do niej zadzwoń, lub napisz sms i się z nią umów, ale już w Londynie.
-Dzięki Liam. Wiedziałem, że mogę na tobie polegać. Na pewno tak zrobię. A teraz zmykam bo będziesz miał śniadanie.  – powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
*Oczami Danielle
-Hahaha. Ale z was są świrusy. – powiedziałam do Zayna i Nialla, którzy byli razem ze mną w kuchni.
-Oj tam. Ty też nie jesteś od nas lepsza. Głupawka też cię czasem chyta.
-Tak wiem. Ok lecę od was i idę do mojego kochanka, a wy budźcie wasze gwiazdy północe.
-No postaramy się.
Włożyłam wszystkie przygotowane rzeczy na tace i ruszyłam do pokoju. Otworzyłam drzwi i wkroczyłam do naszego małego królestwa, czyli mojego i Liama.
-Śniadanie do łóżka podane.
-Jaka ty jesteś kochana…. Kocham cię. – wyznał mi Liam
-Ja ciebie też skarbie, ale teraz szamaj ,  póki nie straciło dobrego zapachu i smaku.
Usiedliśmy na naszym wyrku, dobrze się ułożyliśmy i zaczęliśmy jeść nasz posiłek. Podczas gdy my się posilaliśmy zauważyliśmy przez okno, że zaczął padać deszcz. Trochę zasmuciła nas ta wiadomość bo w końcu był lipiec, a tu z nieba zaczął padać kapuśniaczek.
-No i jakie plany na resztę dzisiejszego dnia? – zapytałam
-Myślę, że zasiądziemy wszyscy razem przed telewizorem i zaczniemy oglądać różne ciekawe bajki no i filmy.
-Ach te twoje bajki. Ty je chyba bardzo kochasz.
-No bardz, bardzo. Jeszcze te od Disneya to już wgl.
-Czyli jestem, jak dobrze licząc dopiero na 3 miejscu?
-Jak to na trzecim?
-No bo bajki, rodzice i ja. Tak sądzę.
-A ja zawsze myślałem, że ty jesteś na pierwszym miejscu. Bo to przecież ciebie kocham najbardziej na świecie i nie ma nikogo ważniejszego od ciebie i wgl. Ty jesteś moim skarbem wiesz? Tak bardzo, bardzo kocham cię.
-Aha. Czyli te bajki to tylko taka zmyłka?
-Oczywiście. A co z tymi filmami?
-No tak zrobimy. Zorganizujemy miły wieczór teatralny.
-Teatralny?
-No ok. komediowo-tragiczny, filmowy kącik naszej ferajny.
-To już mi się bardziej podoba.
Zjedliśmy śniadanie. Liam ogarnął swoją zacną dupę i poszliśmy do reszty bandy. Siedzieli w kuchni i już z czegoś żartowali, ale nie wiadomo było z czego i trudno było się domyśleć iż każdy robił co innego. Lou jadł swoje słynne marchewki, Zayn miział się z Pattie. Harry i Emm bawili się w łapki, a Niall siedział i zajadał płatki owsiane. I samemu można sobie zadać pytanie co w tym wszystkim jest takie śmieszne. Podeszliśmy bliżej.
-Siemano wam!
-Heejka!
-Co tu tak wesoło?
-A czemu ma być smutno. Przyłączaj się Danielle i nie marudź, będzie jeszcze większa frajda.
-A to mam sobie pójść czy coś? – zapytał smutnym głosikiem Liam
-Oj Liam, oczywiście, że nie. Chodź tu do mnie na kolanka, no chodź. – wołał go Zayn
-A co będę miał za to?
-Dobrą nowinę…
-A to już lecę…- Liam usiadł na kolanach Zayna i zaczął się dopytywać. – Więc co to za nowina?
-Ale nie wiem czy mogę tak przy wszystkich. –przedłużał Zayn
-No mów proszę, proszę.
-Hahahah! – wszyscy zaczęliśmy się śmiać iż Liam powiedział to tak dziecinnie fajnie, że aż śmieszne, że to jest śmieszne
-No więc tak Liam. Muszę ci oznajmić, że mamy razem dziecko.
-Co?! Kiedy to się stało? – pytał zdumiony Liam
-Właśnie ja się pytam kiedy. Kiedy nastąpiła ta zdrada mnie i Pattie? – zapytałam
-No wiesz Liam…Pamiętasz jeszcze ten dzień jak tu przyjeżdżaliśmy?
-No tak jak najbardziej.
-Więc wtedy, podczas podróży tak głęboko byłeś we mnie wpatrzony tymi sowimi niebieskimi ślepkami, że doszło do tego.
-I to tak wszystko przez wzrok?
-Tak Liam. Dokładnie.
-Juhuu. Cieszę się, że będę tatą.
Ta rozmowa trwała prawie 15 minut. Oczywiście to wszystko było na żarty. Liam i Zayn byli dobrymi przyjaciółmi i lubili sobie wymyślać takie rzeczy. Po tych radosnych chwilach, które oczywiście się nigdy nie kończyły postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Niall włączył TV, w którym leciały akurat „Piraci z Karaibów” Wszyscy bardzo lubiliśmy ten film, więc wzięliśmy się za oglądanie. A jeszcze przed tym nasz kochany głodomorek Niall przygotował 2 duże miski popcornu.
Podczas oglądania śmiech nas nie opuszczał, Anie ADHD. Zayn cały czas komentował wszystkie sceny, a ja także nie mogłam się powstrzymać i dołączyłam od niego. Liam oraz Louis między cichymi scenami śpiewali piosenki z różnych bajek. A reszta śmiała się w najlepsze.

____________________________________________________________
Ten rozdział trochę krótszy, ale mam nadzieję, że będzie ok.
Następny dodam także w tym tygodniu, ponieważ będzie wolne i więcej czasu.
Jakby coś było źle to pisać. ;D 

Pozdrawiam Kasia xx ;**

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz