Witam was kochane czytalniczki. !
Jak wspomniałam w komentarzu pod 29 rozdziałem, że zamierzam założyć nowego bloga.
O nowym blogu myślałam już w maju, ale nie wiedziałam, czy to odbry pomysł i o czym go mam założyć, ale w końcu przekonałam się do sowich myśli i jest!
Nowy blog jest o piłce nożnej. Jest on tak jakby moim pamiętnikiem, w którym zapisuje swoje myśli o danym meczu.
Jeśli jesteście fankami naszych piłkarzy i futbolu, wbijajcie. Bo też będą krótkie notki czasem o piłkarzach.
Serdecznie WAS ZAPRASZAM :
link
http://footbollmoimioczami.blogspot.com/
Cause you make my heart race ♥ . !
niedziela, 17 czerwca 2012
sobota, 16 czerwca 2012
Rozdział 029
10 miesięcy później
Oczami Danielle
wstęp
„Chłopaki wciąż
koncertowali, a mi z Liamem układało się coraz lepiej. Z dnia na dzień
stawaliśmy się bardziej sobie bliscy.
Nadszedł koniec maja. A że poznaliśmy cała grupą 3 bardzo fajne polki,
które przyjechały na wakacje, wiedziałyśmy, że w Polsce szykuje się EURO 2012. Jedna z tych polek, bardzo
zaprzyjaźniła się z Zaynem, miała na imię Marcelina. Wszyscy nadal z nimi
utrzymujemy kontakt, choć one wróciły do kraju na te parę miesięcy, ale przed
wyjazdem zaprosiły nas do Polski na EURO. My oczywiście przyjęliśmy
zaproszenie, a teraz staramy się o bilety. „
Był poranek, a ja już szykowałam się na spotkanie z całą
grupką. Mieliśmy dziś zaszaleć, ponieważ były urodziny Emm.
Z szykowaniem zeszło mi no niestety, aż 1:30 godziny. Kiedy
wybiła 10:45, zamknęłam za sobą drzwi od domu i poszłam do domu Patt, po Emm.
-No cześć kochana. Ślicznie wyglądasz. – powiedziała na
wstępnie Emily.
-A dziękuję bardzo. Ty też wyglądasz oszałamiająco. To
idziemy? - zapytałam
-Tak, tak. Tylko wezmę jeszcze torebkę i telefon.
-No ok, poczekam na, hmm. Tym czymś.
-Masz na myśli chodnik ?
-Ha,ha,ha Tak tak. Właśnie to. Głupia ja.
-No dobra ja już wszystko mam .
-No więc chodźmy.
Ruszyłyśmy do domu chłopaków. Po jakiś 30 minutach byłyśmy
na miejscu.
-O cześć dziewczyny. Fajnie , że już jesteście. My już
jesteśmy gotowi, no prawie gotowi, bo….No Zayn robi się na bóstwo… - powiedział
Harry
-Ha, ha . Znów układa swoje zacne włosy?
-Tak dokładnie Danielle.
-Ej dziewczyny wchodźcie do środka. Hazza, czemu jesteś taki
nieuprzejmy dla gości. – zwrócił się Liam
-Oj wybaczcie. – powiedział Styles do nas
-Wybaczamy, to drobnostka.
– stwierdziła Em
-No właśnie, ale wy się tam pospieszcie. – powiedziałam
-No już jestem gotowy ! – usłyszałam wołanie Zayna - Cześć
kochanieńkie. Cudownie wyglądacie. Ale ja też niczego sobie, prawda? – obracał
się w każdą stronę z uśmiechem na twarzy.
-Oczywiście. I jak zawsze skromny.
-Oj tam, oj tam .
-No chodźmy już, chodźmy.
Wszyscy wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do dwóch samochodów.
Hazzy oraz Liama i ruszyliśmy w miasto. Oczywiście podróż nie była zbyt
spokojna, chociaż jechaliśmy w dwóch autach.
Po kilkunastu minutach, byliśmy w centrum. Poszliśmy do
„Galerii” i tam zaczęło się istne szaleństwo. Szał zakupów, jakieś tańce i na
końcu kino.
-Ten film był cudowny.
– mówiłyśmy jako dziewczyny
-No taki sobie. – mówił Niall
-No może być. – dodał Louis
-Ujdzie w tłumie. –
dopowiedział Zayn
-No wiecie co. Wy to w ogóle chyba wrażliwi nie jesteście. –
zaśmiała się Clo
-Jak nie, jak tak. – powiedział oburzony Lou – Przecież jak
ja mam zjeść swoją pyszną marchewkę to serce mi się kraje, ale niestety muszę
to uczynić iż jestem bardzo głodny.
-No właśnie Clo. Tak jak ja. Mi jest bardzo szkoda tego
pięknego jedzonka, że ono będzie musiało w jednej chwili zmienić swoje całe
życie, no ale tak bywa. – odezwał się
Horan
-Oj Ciołki, Ciołki. Dobra to chyba koniec wrażeń na dzisiaj?
– zapytała Eleonor.
-Ja bym tam mógł jeszcze gdzieś wyskoczyć. – powiedział
Liam, co wszystkich zaskoczyło.
-Liaam? Ha, ha. Nie uwierze. – zaśmiałam się
-Ok. no to idę do ciebie. – zwrócił się do mnie mój
ukochany.
-No spoko, spoko. – odparłam .
-Ej kochani, ja to będę już musiała lecieć, bo jutro mam
egzamin i musze się pouczyć. Wiem dziwne, ale jak mus to mus. – powiedziała Em
-To ja cię odwiozę. – zaproponował Harry
I tak oto w ten sposób wszyscy poszli w swoją stronę. Ja z
Liamem wróciłam do domu, gdzie panowała istna cisza.
-Co tu tak cicho? Mieszka tu ktoś jeszcez? – zapytał się
-Tak, mieszkają wszyscy, ale aktualnie to są w pracy. –
odpowiedziałam zaciekawionemu chłopakowi
-Domyśliłem się, ale chciałem usłyszeć to z twoich ust.
-Ha, ha. Zabawny jesteś.
-Tak wiem .
To co robimy? – zapytał mnie
-Ja to idę do swojego pokoju, a ty nie wiem . –
odpowiedziałam z uśmiechem
-Aha, czyli teraz mnie zostawisz samego?
-No nie, pomyślałam, że sam się wprosisz do mnie na wyrko,
jak to zawsze robisz.
-Tym razem chciałem być inteligentny.
-Ha, ha. Dobrze już dobrze. Daj buziaka.
Pocałowaliśmy się i poszliśmy do mojego pokoju. Ja zaczęłam
szukać czegoś w necie, a Liam leżał sobie jak król na moim łóżku i patrzył się
na mnie.
-Czemu się tak na mnie patrzysz? – zapytałam dość skrępowana
-Bo jesteś taka śliczna, że aż nie mogę oderwać od ciebie
wzroku. – odpowiedział mi
-Weź przestań. Wcale nie jestem taka ładna. Jestem
przeciętna.
-Dla mnie nie i na tym zakończę ten temat.
-Dobrze, dobrze. O ktoś dzwoni na skype.
-No to odbierz.
-Cześć kochana. Jak się masz. Jak ja cię dawno nie widziałam
. Stęskniłam się za wami wszystkimi. – usłyszałam nagle w głośnikach znajomy
głos. Kiedy zobaczyłam na ekranie, że jest to Amanda zaczęłam wrzeszczeć z
radości jak głupia
-Tak wiem , że się cieszysz, że mnie widzisz, ale mów co tam
u was.
-Wszystko ok. Mów kiedy przyjedziesz?
-Ja? To wy przyjeżdżajcie do Polski.
-Ha, ha. Ciekawe kiedy.
-Dosłownie za 4 dni. Załatwiłam wam biletu na Euro i
będziecie razem z nami tu u nas.
-Co? Taki żart?
-Nie nie. Szykujcie się na przyjazd do Polski. Zamawiajcie już bilety na lot. Ok. zadzwonię potem, bo teraz muszę lecieć na
zajęcie. Paa.
-No paa.
Rozłączyłam się i chwile nic nie mówiłam.
-Czemu nic nie mówisz? – zapytał Payne
-Słyszałeś to?
-No co?
-Za 4 dni mamy lecieć do Polski. Amanda dzwoniła, że
załatwiła nam bilety na EURO i żebyśmy zamówili sobie biletu na lot.
-Yeah ! To świetnie. Muszę sobie kupić jakieś nowe ciuchy,
żeby tam jakoś wyglądać.
-Ha. Ha. Oj Liam, Liam. Trzeba powiadomić całą. Resztę.
I tak też żeśmy zrobili. Zgadaliśmy się wszyscy i zebraliśmy
się u chłopaków w domu. Bardzo to przeżywaliśmy, ale także dowiedzieliśmy się
smutnej wiadomości, że Clo i Eleonor nie będą mogły z nami jechać, ponieważ
Muszą jechać do pracy, a raczej wysyłają ich na szkolenia ze szkoły.
________________________________________________________________
Jest rozdział !! Sorry, że tak długo musiałyście czekać, ale naprawdę nie miałam całkowicie weny, ale lepszym usprawiedliwieniem będzie to, że EURO JEST I TRZEBA WSZYSTKIE MECZE OBEJRZEĆ. ! Ale ciesze się, że udało mi się dodać ten rozdział, chociaż wiem , że jest on krótszy niż pozostałe, ale teraz postanowiłam pisać takie. Nie wiem ile jeszcze będzie tu moich wydarzeń zapisanych w rozdziałach, bo raczej będę kończyć swoją twórczość na tym blogu. Sądzę, że po wakacjach powstanie nowy blog, ale już chyba nie o One Direction, ale o czymś innym , żeby nie zanudzać tak cały czas jednym i tym samym.
ŻYCZĘ MIŁEGO CZYTANIA I MAM NADZIEJĘ, ŻE SPODOBA SIĘ WAM TEN ROZDZIAŁ. !
LOVE YOU SO MUCH ! ;** <33
MUSIAŁAM, MUSIAŁAM, MUSIAŁAM, MUSIAŁA to dodać.! Nasi najlepsi + TYTOŃ .:D
POLSKA PANY, MY EURO WYGRAMY. !
Oglądajcie dzisiaj meczyk POLSKA - CZECHY , trzymajcie za naszych kciuki, musi im się udać od tego zależy wszystko ! :D Przypominam dziś 20:20 w programie TVP1.;D
Sorry, ale poniosło mnie z futbolem .:))
wtorek, 29 maja 2012
Rozdział 028
Liam:
Nie wiadomo kiedy nadszedł kolejny ranek. Z tego co
zauważyłem rozglądając się po naszym pokoju, ja i Niall wylegiwaliśmy się w
wyrkach, a chłopaki prawdopodobnie pracowali.
-Ej, Niall, gdzie chłopaki? – zapytałem
-Nie wiem, ale chyba są w studio. Zaczekaj zostawili jakąś
kartkę. – Niall podniósł kartkę ze
stolika i zaczął czytać. – No dzień dobry, fajnie, że wstaliście. My jesteśmy w
studio, jak coś to przyjeżdżajcie.
-Aha, czyli nic chyba tam nie będzie takiego. - stwierdziłem
-No mi też się tak wydaje. Nie wiem jak ty Liam, ale ja to
bym coś zjadł.
-No, mi też przydałyby się jakieś zasoby energii.
-Może pizze zamówimy, jakoś mi się tak zachciało.
-No może być, ale z jakąś colą , czy coś, bo pić mi się
chce.
-Dobra, dobra. Idź się ubierz, a ja zamówię.
Jak kazał mi Horan tak zrobiłem. Wziąłem swoje rzeczy i
wszedłem do łazienki. Tam jakimś cudem był totalny porządek, co mnie bardzo
zaskoczyło.
-Wow! Chłopaki po sobie posprzątali. Co się stało. – mówiłem
sam do siebie Niall najwidoczniej tego nie słyszał, bo nic nie mówił.
Kiedy byłem już gotowy, miałem piękne, umyte, białe i
lśniące zęby, oraz dobrze uczesane włosy i ubrane ciało wyszedłem do Nialla.
-No i jak zamówiłeś? – zapytałem
-No tak, już do nas jedzie. Powinna być za jakieś 10 minut.
-Ej, może zadzwonimy do chłopaków?
-No można by, żeby nie było.
-Ok. To zaraz zadzwonię.
Wziąłem do ręki telefon i wybrałem numer do Zayna.
-Słucham? – usłyszałem głos Malika
-No cześć Zayn, co tam robicie?
-A no nic takiego. Paula nie ma, jest na siłce, a my tak się
nieco obijamy. A coś się stało?
-Nie nic, tylko nie wiemy z Niallem, czy mamy przyjechać czy
też nie.
-Nie nie musicie. My zaraz za jakieś półtorej godziny
wracamy na hotel więc nie macie po co.
-Aha ok. To czekamy. Cześć, na razie.
-No cześć.
-Zayn mówi, ze nic nie robią takiego, i że za jakieś
półtorej godziny przyjadą. Więc nie ma się co martwić.
-Aha. No więc możemy jeszcze miło spędzić ten poranek.
-Tak. Ej Horan, ale
jaki poranek?
-No przecież jest dopiero po 8:30.
-Co?! Ja myślałem, że już gdzieś około 13. Ale ok.
-Oj Li, Li. Dobra włączaj TV i jemy to śniadanie.
Tak jak Niall powiedział włączyłem TV. Usiadłem wygodnie na
łóżku i zacząłem razem z nim jeść i oglądać…
Amanda:
Obudziły mnie promienie słońca, które przedzierały się przez
zasłony. Noc miałam dobrze spędzoną. Nic mnie nie budziło, ani łóżko nie było
nie wygodne. Spojrzałam na łóżko Marceliny, która miała ze mną jeden pokój. Nie
przeszkadzało nam to, ponieważ jesteśmy przecież najlepszymi przyjaciółkami, a
można nawet powiedzieć, że siostrami.
Marcelina jeszcze smacznie sobie spała. Nie budziłam jej.
Wyszłam z pokoju, cichutko zamknęłam za sobą drzwi, poszłam do łazienki, aby
wykonać poranną toaletę, która trwała około 5 minut. Kiedy załatwiłam wszystkie
potrzeby poszłam do kuchni, gdzie już krzątała się moja mama.
-Cześć mamuś. Czemu jeszcze nie śpisz? – zapytałam wtulając
się w nią
-No cześć kochanie. A bo już się wyspałam, nie widać? A co
ty się tak przytulasz?
-A bo tak jakoś. Lubię. Haha – zachichotałam cicho.
-Siadaj tu, a zaraz przygotuję ci ciepłej herbatki.
-Dobrze.
Tak jak kazała mi mama usiadłam przy kuchennym blacie ubrana
w dość niecodzienny strój iż miałam na sobie piżamę oraz szlafrok i milutkie kapcie. Mama przygotowała picie i
usiadła razem ze mną. Zaczęłyśmy rozmawiać o różnych sprawach. W końcu zaczął
się temat, czy nie chciałabym tu zamieszkać na stałe.
-Wiesz mamo. Zamieszać każdy by tu mógł, ale na pewno bardzo
bym tęskniła za Polską. – powiedziałam
-Wiem, wiem. Ja już trochę tęsknie, ale to kwestia
przyzwyczajenia.
-Może jakbym miała iść na studia za rok, to bym tu
zamieszkała i chodziła do szkoły.
-Czemu nie? Ciekawe czy Majka by chciała studiować w
Londynie na przykład w Oxfrodzie.
-No ona by się nadała. Ma wysokie cele, nie to co ja
-Oj przestań Ama. Przecież ty też się dobrze uczysz i możesz
mieć dobre powodzenie wszędzie.
-Wiem mamo. Ale..
-Oj przestań już. Pij lepiej tą herbatę, żeby ci nie
wystygła.
Zaczęłyśmy popijać herbatę i rozmawiać o innych rzeczach
takich jak np.: gdzie dziś pójdziemy.
Danielle:
Przebudziłam się, a raczej wstałam z przymusu, ponieważ
usłyszałam jak dzwoni mi telefon. Szybko zerwałam się z łóżka. Odebrałam
telefon dzwoniła mama.
-Danielle, wyspałaś się już?
-No tak jakby, a co się stało?
-Nic. Tylko chciałam cię poinformować, żebyś trochę ogarnęła
w naszym domu, bo mają przyjechać dziadkowie z całą moją ferajną.
-Aha. Dobrze. Powiem tamtym, to mi pomogą.
-Dobra. Kończę pa.
O matko, dlaczego ja? Ha ha. Nie no trzeba się spiąć i
szybko posprzątać w tym domu.
Szybko zadziałam na siebie jakieś ubrania. Ogarnęłam swoją
twarz i włosy, zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie. Po 15 minutach wszystko było gotowe, poszłam
budzić moich gości, najpierw poszłam do Lilly.
-Lila! Wstawaj! Sorry, że cię budzę, ale śniadanie jest
gotowe i pomożecie mi sprzątać.
-Ok. 5 minut. – odpowiedziała mi, a ja wyszłam do następnego
pokoju. Pokoju Matta
-Matt! – zawołałam otwierając drzwi.
W pokoju Matta, było biurko. On zawsze musiał mieć pokój z
biurkiem, ponieważ musiał na nim kłaść swojego zacnego laptopa, bez którego nie
mógłby normalnie funkcjonować.
Otworzyłam drzwi i zrobiłam krok do przodu. I nagle zrobiłam
obrót 180 stopni.
Matt siedział przy biurku, oglądał „Galerianki” i na dodatek
masturbował się przy tym. Nie wiedziałam co mam zrobić. Niestety nigdy nie
widziałam chłopaka w takim stanie. On też poczuł się dość niezręcznie. Wyszłam
z pokoju i poinformowałam go o wszystkim przez drzwi zeszłam na dół, a tam już
czekała na nas Lilly.
-O już jesteś! – zwróciłam się do kuzynki
-No czekam na was. Gdzie Matt? – zadała mi pytanie, a ja
stanęłam jak wmurowana
-Yyy.. – nie wiedziałam co mam powiedzieć. – Już zaraz
zejdzie, tylko się zbiera, wiesz jak to chłopaki.
Usiadłam razem z nią przy stole i zaczęłyśmy jeść. Po 5
minutach zjawił się Matt. Spojrzał na mnie dość zawstydzony i dosiadł się do
nas.
Po śniadaniu zabraliśmy się za sprzątanie. W trójkę szło nam
to bardzo szybko. Kiedy Lila poszła wynieść śmieci, do kontenera Matt do mnie
podszedł i zaczął rozmowę.
-Danielle… - zatrzymał się - . Sorry, głupia sprawa z tym…
No wiesz z czym.
-Ha, ha. – zaczęłam się śmiać.
-Wiesz to dla mnie dość głupia sytuacja.
-Nie przejmuj się dla mnie też jest to coś nowego.
-Ale ni gniewaj się.
-Nie no to ja przepraszam. Po pierwsze powinnam zapukać, a
po drugie to ja o niczym nie wiem.
-Więc sprawa zakończona.
-Ale o czym ty w ogóle mówisz?
-Dzięki Dani.
-Ej, a wy co robicie. Nie obijać się tylko sprzątać. –
odezwała się Lilly.
I znów zajęliśmy się porządkami. Po niecałych dwóch
godzinach, dom błyszczał.
-No ot już. Chyba będzie. – powiedziałam do
współpracowników.
-No kochana. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Teraz to
powinnaś nas zabrać na jakąś kawę. – odezwała się Lila
-No dobra. Możemy iść tylko się ogarnijmy trochę. – odpowiedziałam
-Dobra dziewczyny, ja dzisiaj stawiam. – zaproponował nam
Matt
Wyszykowaliśmy się i poszliśmy na miasto, do najlepszej
kawiarni, w której podawali nie tylko pyszne kawy, ale także cudowne ciasteczka.
Niall:
Minęła godzina, ja z Liamem nadal oglądaliśmy TV i
podjadaliśmy jakieś cukierki i paluszki. Kiedy miałem zamiar wziąć do ust
kolejnego cukierka nagle do naszego pokoju paradowali chłopaki.
-No witajcie! Ładnie to tak siedzieć i nic nie robić? –
zaśmiał się Zayn
-Oj Zayn, Zayn. Jest dopiero po 10 daj spokój. Nie wolno się
przemęczać. – zaśmiał się Liam
-No tak dokładnie. Jeszcze dzisiaj mamy koncert to trzeba
odpocząć. – dodałem
-Dobra dobra. Ej ja to bym coś zjadł. – powiedział Hazza
-No to zróbcie sobie coś. Lodówka powinna być pełna. –
powiedział Payne
-Powinna, powiadasz? – zapytał Louis jedzący marchewkę
Kiedy chłopaki przygotowali sobie jedzenie usiedli na
kanapie obok mnie i Liama.
-Ej, ja to bym poszedł na balkon. – odezwał się Zayn
-no spoko możemy iść. Ładna pogoda odprężymy się trochę. –
powiedział Harry
-No tylko zjedzcie i ogarnijmy się. – powiedziałem
-Horan, mówiąc ogarnijmy się co miałeś na myśli? – zapytał
mnie Tommo
-miałem na myśli to, żeby ubrać się jakieś dresy, na skate i
ogólnie, a nie kurde w garniturku.
-Dziękujemy ci za tą radę. – zaśmiał się Hazza
Chłopaki zjedli i poszliśmy się szykować, gdy wyszliśmy na
balkon, oczą nie mogliśmy uwierzyć. Przed naszym budynkiem stały tłumy fanek,
które krzyczały wniebogłosy. Jedna przekrzykiwała drugą.
-Matko kochana, co się tu dzieje?! – zmieszał się Liam
-Chłopaki ja też tego nie wiem, ale podejdźmy do barierki i
zachowujmy się naturalnie. –
powiedziałem
-Masz rację Horan. Przecież jesteśmy normalni. – powiedział
Loui
Liam:
Dwie godziny spędziliśmy przy tłumach fanek rozmawiając z
nimi i jakimś dziwnym sposobem dając im autografy. Poszedłem wziąć coś na ząb, siadłem przed
komputerem i naszła mnie myśl o Danielle. Choć kazała mi o sobie nie myśleć, ja
nie potrafiłem tego zrobić, za bardzo ją kochałem.
Może wykupię jej bilet do USA. To przecież byłby dobry
pomysł. W końcu byśmy się zobaczyli. Przez 2 tygodnie nie słyszeć jej cudownego
śmiechu, ani nie dotykać jej miękkich, sprężystych włosów, ani nie całować jej delikatnych, namiętnych
ust? Przecież można zwariować.
Tak też zrobiłem kupiłem bilet dla Danielle. Od razu
skierowałem go na jej adres.
Poszedłem wziąć prysznic i szykowaliśmy się do wyjść, żeby
zobaczył nas jakiś stylista, bo dziś mamy koncert.
Danielle:
(dwa dni później)
Siedziałam w kuchni i robiłam obiad. Matt z Lilly, pojechali
do babci. Chcieli ją odwiedzić. A ja cierpliwie czekałam aż wszyscy wrócą do
domu i znów zapanuje ciepła, radosna, rodzinna atmosfera. Kiedy miałam doprawić
zupę w laptopie usłyszałam dziwny dźwięk. Jakby ktoś chciał ze mną rozmawiać na
skype. Szybko otworzyłam swój profil, ale nic tam nei zauważyłam.
Matko kochana, czy ja mam jakieś omamy? - trochę się przelękłam.
Zaraz wróciłam do swojej poprzedniej pracy. Lecz, znów
przerwał mi dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to listonosz.
-Dzień dobry. Polecony do pani Danielle.
-Dzień dobry, to ja.
-Aha. Proszę tu podpisać.
-Dziękuje.
-Dziękuje. Dowidzenia.
-Dowidzenia.
Listonosz sobie poszedł, a ja zamiast otworzyć list,
domyślałam się co to może być. Lecz na darmo. W końcu usiadłam otworzyłam go na
spokojnie i zauważyłam tam bilet do USA, który już został opłacony. Na początku
nie wiedziałam co jest grane. Szybko zadzwoniłam do Liama i wszystko się
wyjaśniło. Okazało się, że to on wykupił mi bilet. Z radości, ze się z nim
zobaczę, skakałam po całym domu. Kiedy do domu weszła mama, zapytała co mi
jest. Wszystko jej opowiedziałam i powoli się uspokoiłam.
_______________________________________________________________________
I jest rozdział 28. ;) Najmocniej przepraszam, że dopiero go dodaję. Miał być on w tamtym tygodniu, ale net mi strasznie mulił i nie miałam jak. A ogólnie przepraszam, że tak późno go dodałam, ale jakoś nie miałam czasu i weny do pisania . Sorry. ! ;*
Mam nadzieję, że ten rozdział nie jest taki najgorszy. ;) Jakby sie coś nie zgadzało to piszcie, bo nawet go nie przeczytałam dokładnie. xD
<3<3<3<3<3<3<3
sobota, 19 maja 2012
Powiadomienie
Cześć wam ! Chciałam was poinformować, że nie wiem kiedy ukarzą się następne rozdziały. Wiem na pewno, że raczej nie najszybciej. Przyszedł taki okres, że nawet nie chcę mi się włączać kompa i wchodzić na net, przyznam szczerze. Ale to nie tylko powód, aby nie pisać, ważniejszym powodem są ostatnie zaliczenia w szkole. Trzeba pozbierać wszystko i trochę się przyłożyć. Mam nadzieję, że nie stracicie chęci do czytania tego bloga pomimo mojej przerwy. Myślę, że jeszcze rozdział 29 dodam może w tym tygodniu, a jeżeli nie, no to w czerwcu.
Bądźcie cierpliwe i czekajcie na kolejne opowiadania o losach bohaterów. Teraz trochę wszystko się zmieni. Myślę, że wam się spodoba !
KOCHAM WAS ! <333 .
Kasiaa ! ; *
Bądźcie cierpliwe i czekajcie na kolejne opowiadania o losach bohaterów. Teraz trochę wszystko się zmieni. Myślę, że wam się spodoba !
KOCHAM WAS ! <333 .
Kasiaa ! ; *
sobota, 12 maja 2012
Rozdział 027
Amanda:
Nadszedł dzień odlotu do Londynu. Był wczesny ranek. Wszyscy
chodziliśmy trochę nerwowi po domu i sprawdzaliśmy po 500 razy wszystkie swoje
rzeczy, które spakowaliśmy, czy czasem czegoś nie zapomnieliśmy. Jednak kiedy
już upewniliśmy się spakowaliśmy rzeczy do samochodu, zamknęliśmy dom,
podjechaliśmy po Marcelinę i razem pojechaliśmy na lotnisko.
Po 2 godzinach byliśmy już na lotnisku w Katowicach. Tam
skasowaliśmy bilety, oddaliśmy walizki do spakowania i wsiedliśmy do samolotu.
Kiedy samolot zaczął stratować z moich oczu napłynęły dwie krople łez.
-Ama! Nie płacz. Przecież tu jeszcze wrócimy. – powiedziała
do mnei Marcelina
-Tak wiem, ale dziwnie jest opuszczać miejsce, w którym
spędziło się tyle lat.
-Kochanie, przecież my tam jedziemy tylko na okres wakacji.
– powiedziała mama
-Wiem mamo, ale tu mam przyjaciół, z którymi się spotykam i
w ogóle. A tam, nikogo nie będę znała.
-Ale poznasz, po to tam jedziemy. Więc młoda przestań już. –
wkurzyła się trochę Majka
-Dobra, dobra. Ja to po prostu emocjonalnie przeżywam. –
stwierdziłam i zamknęłam się spoglądając w okno i myśląc na jakiej jesteśmy
już wysokości.
Podczas naszego lotu, każdy robił co innego. Mama czytała,
tata poddał się senności, Majka opisywała coś w swoim pamiętniku, Marcelina
słuchała muzyki, a ja siedziałam bezczynnie gapiąc się w szybkę, zza której
było tylko widać białe chmury.
-Ama. – odezwała się Marcelina. – Idziemy zobaczyć jak
wygląda kabina pilota? – zapytała
-Zwariowałaś? Nie wpuszczą nas tam. – powiedziałam
-Tak sądzisz. Chodź przekonamy się. – powiedziała śmiało
-Ty naprawdę coś zjadłaś na odwagę. – mówiłam do niej, lecz
ona mnie najwyraźniej nie słuchała
Kiedy podeszliśmy do drzwi od kabiny, pojawił się tam jakiś
młody chłopak. Po jego ubiorze można było stwierdzić, że jest kelnerem, czy też
hostessą choć to ostatnie porównanie było dość mylne.
-Dzień dobry. – przywitała go Marcelina, nie spodziewałam
się tego po niej.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc ? – zapytał z błyskiem oku.
Najwidoczniej Marcelina mu się spodobała.
-Czy możemy wejść do kabiny pilota? – zapytała nie wiele
myśląc
-No nie wiem, czy można. – powiedział
-Oj proszę… jak ma pan na imię? – była dość śmiała
-Krystian… - odpowiedział zmieszany
-Ja jestem Marcelina, a to moja przyjaciółka Amanda. Bardzo
nam miło. Możemy zwracać się do ciebie po imieniu?
-No jesteśmy praktycznie w tym samym wieku więc jak
najbardziej tak.
-No więc Krystian, możemy wejść?
-Bardzo prosimy. – dołączyłam się do niej
-Zobaczę co da się zrobić. Zaczekajcie tu na mnie. –
powiedział i wszedł do pilota
-Jak myślisz pozwoli nam ? – zapytałam przyjaciółkę.
-Oczywiście, że tak. Nie ma innego wyjścia, będziemy
natarczywe. – usłyszałam z jej ust.
Czekałyśmy chwilę przed drzwiami kabiny, ale w końcu
doczekaliśmy się .
-No i jak możemy ? – zapytałam Krystiana
-Tak, ale tylko na chwilę. Pilot musi mieć spokój. – mówił
-Dziękujemy ci. Może jeszcze się spotkamy podczas tego lotu.
– powiedziała Celka.
-No może tak. Wszystko przed nami. – wczuł się nagle w rolę.
-No więc w takim razie do zboczenia. – powiedziałyśmy i
weszłyśmy do kabiny.
W kabinie było dość elegancko, jak na samolot. Tapicerka się
świeciła, fotele były eleganckie w ogóle można by tu zamieszkać. Wszystko z
Celą oglądałyśmy po cichu, żeby nie przeszkadzać kierującemu samolot. Ja
wyszłam na chwilę, żeby zawołać Majkę, żeby zobaczyła, ale ona nie chciała.
Powiedziała, ze jednak zrezygnuje z takiej okazji. Ja jeszcze wróciłam do
Marceliny, żeby porozmawiać z pilotami, ale ta rozmowę nie trwała zbyt długo.
Po 15 minutach wyszłyśmy z kabiny i znów napotkałyśmy się na
Krystiana. Tym razem nie uczestniczyłam z rozmowie Celi i chłopaka.
Postanowiłam zostawić ich samych i wrócić na swoje miejsce.
-A gdzie Marcelina? – zapytała mama
-Rozmawia z takim jednym Krystianem. Chyba mu się spodobała.
– odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy
-Aha. A ile on ma lat? – zapytała z troską w głosie
-No w naszym wieku jest. – odpowiedziałam
-No tylko, żeby jej się nic nie stało. – martwiła się na
zapas
-Oj mamuś. Nie stanie. Ona wie co robi. – powiedziałam i
nałożyłam na uszy swoje słuchawki, w których leciały nuty piosenki *1D - EVERYTHING ABOUT YOU* i
znów pogrążyłam się w rozmyślaniu i patrzeniu w okno.
Danielle:
Obudziły mnie poranne promienie słońca. Poszłam do łazienki,
aby wziąć szybki prysznic i się ogarnąć.
Po godzinie byłam gotowa. Wróciłam do pokoju, żeby pościelić łóżko, po
czym usiadłam na nim wzięłam telefon do ręki i zaczęłam pisać sms’a do Liama.
„Cześć kochanie! Bardzo za tobą tęsknie. Kiedy przylecicie
tutaj ? Nie mogę się doczekać. Mam nadzieję,
ze nie przeszkodziłam ci w czymś ważnym.
KOCHAM CIĘ MOCNO! xx „
Wysłałam sms. Wstałam z łóżka, zabrałam oczywiście telefon i
zeszłam na dół na śniadanie. Była 10 rano. Trochę się zdziwiła, że po takiej
nocy jak wczorajsza mogłam wstać tak wcześnie.
Weszłam do kuchni, gdzie siedziała mama i czytała prasę.
-Cześć mamuś. – przywitałam się
-Cześć. Co zjesz? – zapytała patrząc w druk
-Nie wiem. Zaraz sobie coś zrobię. Co tam czytasz ciekawego ? – zapytałam
patrząc w gazetę.
-A takie jakieś . Piszą o gwiazdach i nawet jest o twoich
chłopakach.
-Jakich moich. Jeden jest mój. No, ale co o nich piszą?
-Proszę, sama sobie przeczytaj. – podała mi gazetę i podeszła do lodówki.
Mama zaczęła szykować mi śniadanie, a ja zaczęłam czytać o
chłopcach. Pisało tam, ze wyjechali do USA i prawdopodobnie na stałe się tam
przeprowadzili. Gdy to przeczytałam nie
wiedziałam, czy mam się śmiać, czy też płakać ze śmiechu.
-Ale te brukowce są głupie. Piszą jakieś głupoty, żeby tylko
pieniądze zarobić. – wyraziłam opinie do mamy
-No przecież to jest wiadome. Oni tak specjalnie, a potem
piszą głupie swoje usprawiedliwienie w postaci sprostowania tej sprawy.
-Powinni zostać bajkopisarzami. Chociaż nie wiem. – zaśmiałam się
-Dobra odłóż tą gazetę i jedz.
-Dziękuję.
Zaczęłam jeść śniadanie. Kiedy miałam wziąć do ust drugiego
kęsa kanapki usłyszałam dźwięk sms. Szybko sięgnęłam po telefon do kieszeni
spodenek. Zobaczyłam, ze napisał do mnie Liam, a jego sms brzmiał tak:
„Cześć kotku. Ja też bardzo za tobą tęsknie. I też nie mogę
się doczekać kiedy się spotkamy. Ne nie przeszkadzasz, chętnie z tobą
porozmawiam, bo na próby dopiero idziemy o 13:00 więc mam czas. Może wjedziesz
na Skype? xx”
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha. Mama
spojrzała na mnie z miną wtf?!, no bo czemu uśmiecham się do iPhona? Dziwna
sprawa.
-Mamo, dokończę śniadanie w swoim pokoju. – powiedziałam z
pośpiechem.
-Dobrze, ale coś się stało? – zapytała
-Nie nic. Tylko chcę porozmawiać z Liamem, a jest na
Skype’ie.
-No idź. Na pewno się za tobą bardzo stęsknił.
-No, a jaa? Ja to normalnie jeszcze parę dni i zwariuję bez
niego. – powiedziałam i wybiegłam z
kuchni jak jakaś rakieta. Szybko wbiegłam do pokoju, włączyłam laptopa szybko
zalogowałam się na swoje konto Skype i połączyłam z dostępnym Liamem.
-Cześć kochanie ! – wrzasnęłam z radością
-No nareszcie mogę cię zobaczyć. – powiedział Liam
-Odliczam te dni do waszego przyjazdu i nie mogę się
doliczyć. – powiedziałam ze skwaszoną miną
-No ja też czekam na powrót, ale niestety muszę zostać tu z
chłopakami.
-Tak wiem. Rozumiem cię. Przecież damy radę. Emily z Hazza
dają. Clo i Horan też, Loui z El również, a Zayn z Patt, chyba też się jakoś
trzymają.
-No właśnie się nie trzymają.
-Jak to? Nie rozumiem?
-No Zayn z nią skończył. Ale ona się tym nie przejęła,
powiedziała, ze będzie z Johnem.
-Czemu ona stała się taką świnią?
-Nie wiem Dani, ale może porozmawiajmy o czymś inny, a nie o
Zaynie i Patt.
-Oczywiście. Co porabiacie ciekawego teraz? Chłopaki poszli
na kuchnie po jakieś jedzenie, a ja rozmawiam z tobą.
-Aha. Fajnie…
-A ty co robisz?
-Właśnie jem śniadanie, a potem to nie wiem. Zobaczy się
jeszcze.
-O proszę chłopaki już przyszli, zawoła ich?
-No jasne, muszę się z nimi przywitać.
-Zaczekaj chwilkę.
Liam odwrócił głowę od kamerki zaczął krzyczeć. „Lou, Hazza,
Zayn, Nill, chodźcie tu szybko ! „ , a oni mu na to „ coś się stało?” .
Zaczęłam trochę śmiać się pod nosem, bo nie chciałam, żeby było to słychać u
Liama.
-Już idą.
-No czekam, czekam.
-O z kim gadasz? – zapytał się Niall
- Z Danille, chciała się z wami przywitać.
- Z Danielle? I dopiero teraz mi o tym mówisz? – powiedział
Lou
-No cześć
chłopcy! - przywitałam się z nimi – Co u
was słychać?
-No witaj Danielle, stęskniliśmy się za tobą. – powiedział
Hazza
-No, a kto by się za mną nie stęsknił ? No powiedzcie tak
szczerze. – zaśmiałam się
-No tez prawda. – zastanowił się Louis
-Tommo, zasadziłam dla ciebie marchewki.
-Dla mnie? Ale naprawdę? Dla mnie? – był zdumiony
-Tak dla ciebie, zaczekaj pokarze ci. – wstałam i
przyniosłam z parapetu doniczkę z marchewkami. – O rosną sobie tutaj.
-Jesteś kochana, do naszego przyjazdu na pewno urosną.
-No, a dla nas coś masz? – zapytał Zayn
-Dla was to będzie jak wrócicie. Ale może jeszcze coś
wymyślę przez ten czas.
-No ja myślę.
-O Danielle, a może chcesz z nami coś zjeść. ? – zapytał
miło Horan
-Zawsze. Przynieście sobie jedzenie, ja właśnie też mam
przed sobą śniadanie to zjemy razem.
-Ok. Już po nie pędzę. – zerwał się Niall
Kiedy chłopaki przynieśli jedzenie, zasiedli przed kamerką i
zaczęli ze mną jeść, a zarazem rozmawiać. Nasza rozmowa trwała około 2 godzin,
ponieważ, Louis wygłupiał się z Hazzą, a Niall znów mówił, że szkoda mu tej
pysznej kanapki, ale musi ją zjeść ponieważ jego żołądek za nią tęskni, Zayn
zaś płakał i mówił, ze nikt go nie kocha, ale zaraz po tym śmiał się i mówił
swoje słynne Vas hapenin’ .
Amanda:
-Gdzieś ty była tyle czasu? – zapytałam Marceline
-No jak to gdzie? Rozmawiałam z Krystianem. Wiesz to bardzo
miły i sympatyczny człowiek.
-Tylko się nie zakochaj.
-Weź przestań. To była tylko zwykła rozmowa, nie wiem o co
ci chodzi.
-Nic, widziałam tylko jak na ciebie patrzył.
-No jak? Normalnie, a jak się miał patrzeć.
-Oj ten jego błysk w oku i twoje odbicie.
-Ama, przestań. Chyba nie jesteś zazdrosna?
-Oczywiście, ze nie. Ja się właśnie cieszę, ze podobasz się
mu.
-Tak. Fajnie , ale on mi nie za bardzo. Nie jest raczej w
moim guście.
-Dobra. Dobra.
Usiadłam w ciszy nic już nie mówiąc. Tata przebudził się i
zapytał gdzie już jesteśmy. My natomiast
nie odpowiedziałyśmy mu iż nie wiedziałyśmy. Obok ans przechodziła hostessa,
zapytała nas, czy coś podać. Tata nie wiele myśląc zapytał czy jest dobry,
obiad. My zaczęłyśmy chichotać, a Majka powiedziała, że w samolocie to raczej
nie dają obiadów.
-Nie, myli się pani. Są specjalne zestawy obiadowe, jakie
sobie państwo życzą? – podała nam karty
menu.
-To my może poprosimy zestaw tradycyjny? – zapytał nas tata.
-Może być.- zgodziliśmy się wszyscy.
Po paru minutach dostarczono nam zestaw. Zaczęliśmy jeść.
Przy naszych możliwościach zjedlibyśmy ten obiad szybko, lecz w samolocie przy
obcych ludziach, chcieliśmy zachowywać się bardziej kulturalnie i jedliśmy całe
30 minut. Kiedy zabrali już od nas puste talerze, jedna z hostess powiedziała
do mikrofonu, abyśmy zapieli pasy, ponieważ za 10 minut będziemy lądować. We
mnie zebrały się wszystkie emocje. Zaczęłam trochę dygotać, ponieważ bałam się
lądowania, iż to był mój pierwszy lot samolotem. Razem z Marceliną i Majką
złapałyśmy się za ręce zamknęłyśmy oczy i pomału lądowaliśmy.
-Żyje. – powiedziałam wysiadając z samolotu.
-ja też. – powiedziała Marcelina
-Nie było tak strasznie. – dodała Majka
Tata zadzwonił po wujka Robiego, żeby przyjechał po nas na
lotnisko.
Nie minęło 30 minut, a wujek już czekał na ans przed
lotniskiem. Nam trochę zeszło ze sprawdzaniem naszym paszportów, bagaży itd.
-Cześć stary! – przywitał się mój tata ze swoim bratem
-Jak ja cię dawno nie widziałem. - powiedział wujek
-No minęło parę lat, ale takie życie.
Wsiedliśmy do samochodu i wujek zawiózł nas do swojego
mieszkania, żebyśmy tam mogli zjeść dobry obiad, napić się herbaty.
Późnym wieczorem odwiózł nas do naszego mieszkania, które
wynajęliśmy na okres naszego pobytu, było ładne i dość duże.
Wszyscy pod wpływem emocji i wrażenia po locie szybko
zasnęli jak małe dzieci.
____________________________________________________________________
Oj! Nad tym rozdziałem to się umęczyłam dobre 2 i pół godziny. Ogólnie to nei wiem jak wyszedł, ale mam nadzieję, że nie najgorzej. Głupio mi tak prosić, ale komentujcie te moje wypociny, bardzo was proszę. Zależy mi na waszej opinii. ;P
DZIĘKUJE WSZYSTKIM CZYTELNICZKĄ, ZA DUŻĄ ILOŚĆ WYŚWIETLEŃ. ;** KOCHAM WAS! *__*
Kolejny rozdział postaram się dodać jutro, ale nie wiem jak to będzie. Myślę, że mi się uda. ;)
POZDRAWIAM ! ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)


