*Oczami Danielle (nadal)
Weszłam do domu, tak panował spokój i harmonia, którą
przerwałam.
-Cześć mamo ! wróciłam . – wykrzyczałam praktycznie na cały
dom
-To dobrze. Rozbierz się i chodź mi pomóż w przygotowaniu
jedzenia na to wasze ognisko – powiedziała mama
-Już tylko pójdę się przebrać. – jak powiedziałam tak też
zrobiłam. Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie ubrania , w
których byłam w szpitalu i założyłam jakiś dres. Zeszłam na dół i wzięłam się
do pracy. Nie miałam z byt dużo czasu.
*Oczami Amandy (na drugi dzień)
-Wiesz co siostra…Kocham cię. – powiedziałam czule do Majki
-Ha, ha. Ja ciebie też. Ale co cię naszło? – zapytała
-Nic..Tak po prostu. – odpowiedziałam i wtuliłam się w nią.
-Ej, młoda muszę ci coś powiedzieć . – odezwała się po
krótkiej ciszy.
-No zamieniam się w słuch.
-Bo dzisiaj przychodzi do mnie Maciek i nie wiem co zrobić
na deser.
-Ha, ha, ha, ha! – zaczęłam się śmiać nieopamiętanie.
-Z czego się śmiejesz? Musi być dobre.
-Przepraszam.. Ha, ha, ha,ha ale nie mogę się opanować.
-No wiesz co… - powiedziała Majka nieco zła
-Ok. już się uspakajam. Mam taki pomysł, żebyś poszła do
biedronki i kupiła deser budyniowy …
-Ej, weź sobie nie rób ze mnie jaj….
-Czemu? – zapytałam przez śmiech
-Wyjebe ci zaraz
-No to chodź. No weeeź … - namawiałam
-Nie namawiaj, bo pożałujesz … - groziła
-Hahahaha. Ok. zobaczymy.
Wtedy zaczęła się wojna. U nas jako u sióstr było to
całkowicie normalne. Często miewałyśmy takie napady do walki między sobą np. na
poduszki.
-Ej ok. spoko. Wygrałaś.
– powiedziała Majka
-Poddajesz się? – zapytałam z miną Sherlocka
-Tak niestety, tak. –
odpowiedziała smutnym głosem zakładnika
-Więc oddaj mi pana piloto! – rozkazałam
-No chyba śnisz! – odpowiedziła
-Oddaj pana piloto!
-Nieee!
-Taak!
-Nieee!
-To ja biorę pana laptopo i wychodzę.
-Wyjdź ! I zamknij drzwi przy okazji.
-Ale z ciebie świniak ! – zaczęło się wyzywanie
-Ej, nie przesadzaj młoda! – powiedziała
-Ok, ok.. Ja też cię kocham…
Wyszłam z salonu i poszłam do siebie do pokoju. Położyłam
się na łóżku założyłam słuchawki na uszy, puściłam muzykę na fula i nic mnie
nie obchodziło. Tak minęła godzina, potem półtorej i dwie. Nikt się o mnie nie
martwił, bo nikt nie wchodził do pokoju.
-Lalalalalal! – śpiewałam sobie
-Jak ładnie śpiewasz…. - odezwał się Maciek, którego
oczywiście wtedy nie widziałam
-Sialalalala! – śpiewałam dalej
-Ej, Amanda! Słyszysz mnie? – nagle ktoś zawołał mi do ucha
zdejmując słuchawkę.
-Aaaa! – wrzasnęłam. – A to ty Maciek. Sorry, ale nie
usłyszałam jak wchodzisz.
-No wiesz dziwne , że nie usłyszałaś, jak muzyka na ful. –
odpowiedział
-Oj tam. Co tam u ciebie słychać? Dawno cię u nas nie było.
-Wszystko w porządku. No dawno, bardzo.. Jakiś tydzień lub 5
dni temu.
-No to co. Ja i tak się stęskniłam. – powiedziałam z miną jakiegoś dziwaka
-Hahahah! – zaśmiał się
-I z czego się głupio cieszysz? Ja się pytam?
-Z ciebie deklu.
-Oj nie bądź taki miły.
Pogadałam tak trochę z Maćkiem. Był fajnym kolegą i
żałowałam, ze Majka jeszcze z nim nie jest. Przecież idealnie do siebie pasują.
Moją rozmowę z nim przerwało wołanie Majki na deser. Zeszliśmy i osłupialiśmy z
zachwytu…
-Mmm. Majka pyszny ten twój deser. – powiedział zachwycony
Maciej
Kiedy zjedliśmy deser Majka i jej gość poszli do jej pokoju.
Ja oczywiście im nie przeszkadzałam i poszłam do Marceliny.
*Oczami Danielle
-Nareszcie wszystko jest gotowe! – powiedziałam wycierając
mokre ręce o ręcznik
-No ja idę się szykować, bo my z tatą wychodzimy.. –
poinformowała mnei mama
-Gdzie idziecie? – zapytałam z ciekawością
-Do znajomych nie martw się, nie zginiemy. – odpowiedziała
-Aha. Fajnie. – powiedziałam i wybrałam się do swojego
pokoju.
Wzięłam telefon do ręki wybrałam numer Liama i zadzwoniłam.
Tym razem odebrał sam Payne
-Słucham ? – usłyszałam w słuchawce
-O jak miło, że zacny sam pan Payne odebrał ode mnie
telefon. – odpowiedziałam
-A to ty Danielle. O co ci chodzi? – powiedział obrażony
-O nic. Po prostu.. a z resztą. Dzwonie po to, żebyś
powiedział chłopakom, że mogą przyjść ze swoimi dziewczynami. Nie mam nic
przeciwko.
-Tyle? – zapytał oschle
-Tak. Co się stało ? – zapytałam , bo jego zachowanie było
bardzo dziwne
-Nic. Z reszta co cię to interesuje. – odpowiedział
złośliwie
-Ej kurwa Liam, masz coś do mnie to mi to powiedz. A nie
kurde mówisz mi tu jak jakiś nie wiem.
-To porozmawiaj sobie z Zaynem. – odpowiedział
-Co?! – zapytałam zmieszana, lecz już nie uzyskałam
odpowiedzi, ponieważ Liam rozłączył się
-O co mu znowu chodzi? – zastanawiałam się głośno – Co znowu
mu nie pasuje? I co ma z tym wspólnego Zayn? Nie rozumiem go. Z resztą, pogadam
z nim wieczorem
*Oczami Liama
-Chłopaki, dzwoniła Danielle i powiedziała, że możecie iść
ze swoimi dziewczynami, bo ona nie ma nic przeciwko temu.
-O super! – wykrzyczeli wszyscy naraz oprócz Zayna i mnie
-Musze zadzwonić do Emily. – mówił Hazza
-A ja do Clo. – dodał Horan
-A ja do Eleanor. – także dodał Louis
*Oczami Danielle
Wybiła 17. Zaczęłam się szykować. Rodziców nie było już w
domu. Poszłam wziąć prysznic. Całkowicie trwało to około 15 minut. Wyszłam z
pod prysznica i momentalnie zrobiło mi się zimno. Szybko wytarłam się
ręcznikiem ubrałam w jakąś długą koszulę i majtki. Wysuszyłam włosy i poszłam
do pokoju. I w tym oto właśnie momencie zaczęło się wielkie galimatias. No bo
co tu na siebie założyć? Byłam w totalnej rozsypce iż chciałam wyglądać
zjawiskowo, a jednocześnie czuć się dobrze i swobodnie. Ale nie minęło dużo
czasu i wyszukałam coś w ej swojej szafie. Kiedy byłam ubrana został mi tylko
makijaż i uczesanie włosów. Włosy spięłam w swobodnego koka, który był a’la na
cebulkę. Makijaż miałam lekki, który nie wrzucał się za bardzo w oczy. W końcu
wyszykowałam się na 17:45. To był jakiś cud. Zeszłam na dół, poszłam do ogrodu
na taras, żeby zobaczyć, czy tata wyjął mi stół, bo nagle sobie o nim przypomniałam.
Na całe szczęście był tam. Wytarłam go, poustawiałam krzesła i zaczęłam znosić
jedzenie. Drewno na ognisko było już gotowe.
Wybiła 18:00…U mnie jeszcze nie było nikogo, ale tylko przez
chwilę. Nie minęło 10 minut, a Alice i Bob już zadzwonili do mnie do drzwi.
-Witajcie! Miło, że wpadliście. Wchodźcie. – zaprosiłam ich
do ogrodu
-Jak ty ładnie. I te lampiony dają taki czar romantyzmu. –
powiedziała Alice, która podziwiała lampiony zrobione własnoręcznie przeze
mnie.
-Trochę się nad nimi napracowałam, ale widzę, ze było warto.
– odpowiedziałam
-O tak, są śliczne. Musze sobie takie zrobić. – zaśmiała się
patrząc na Boba
-A jeszcze oprócz nas nikogo nie ma? – zapytał Bob
-No jeszcze nie, ale mam nadzieje…. – i ty przerwał mi
dzwonek do drzwi. – Oho, chyba już są… - powiedziałam i pobiegłam otworzyć
drzwi, za którymi stało 5 chłopaków + 3 dziewczyny.
-Czeeeść Danielle! To my! – powiedzieli wszyscy chórem
-Miło was widzieć ! – przywitałam się
-To gdzie mamy iść ? – zapytał Niall
-Do ogrodu.. tymi drzwiami. – wskazałam im drogę.
Na ostatku do domu wszedł Liam, którego zatrzymałam
-Cześć kochanie! – powiedziałam czule
-Witaj! – odpowiedział
-Czemu jesteś na mnie zły i obrażony? – zapytałam
-Ja na ciebie? Nie ..
-A czemu w szpitalu…- i tu znów mi przerwano, a był to krzyk
Louisa.
-Danielle! Liaam! Chodźcie tu!
-Już idziemy. – odpowiedziałam i ruszyłam na taras
-Bob, Alice. To jest Liam, mój chłopak, a to Louis, Niall,
Zayn i Harry. A to ich dziewczyny. El, Clo, Em i brakującej Pattie, którą
znacie.
-Miło was poznać.
-Chłopaki, to jest natomiast Alice i Bob.
-Nam również. – odpowiedzieli chłopcy i zasiadaliśmy wszyscy
do stołu. Czy wszyscy to nie wiem, ale dziewczyny na pewno. Chłopaki rozpalali
nam ognisko, a my miałyśmy chwilę na babskie pogaduchy. Naszym facetom
rozpalanie ogniska nie zajęło dużo czasu.
Na jedzeniu i Romowie + ogólne zapoznanie się i w tym podobne rzeczy
zeszło nam ponad półtorej godziny. W końcu wybiła prawie 20:00 i postanowiłam
puścić jakąś muzykę, żebyśmy potańczyli. Oczywiście Harry, Louis i Niall wzięli
swoje dziewczyny i wywijali na naszym trawnym parkiecie. Bob i Alice także się
do nich przyłączyli. A ja Liam i Zayn siedzieliśmy przy stole przez jedną
piosenkę. Na drugą Liam też nie zamierzał zaprosić mnie do tańca. Zrobił to
Zayn. Lubiłam z nim tańczyć, bo zawsze z
nim coś wymyśliłam. Jakieś głupie kroki pasujące do danej muzyki itp. Z Zaynem
przetańczyłam około 5-8 piosenek. Nie miałam już siły, aby dobić do 10. Poszłam
usiąść, lecz Zayn nie. On miał siłę i tańczył z innym.
-Ej, gdzie jest Liam? – zapytałam siedzącego obok Harrego
-Wyszedł. – usłyszałam
-Jak to wyszedł? Gdzie? Może do kibla? – zapytałam
-Nie raczej nie do kibla, bo widziałem jak wychodzi na
drogę.
-O Co mu kurwa chodzi!? – powiedziałam zdenerwowana. Widziałam
jak Harry chciał mi coś powiedzieć, lecz mu nie pozwoliłam, ponieważ szybko
zwróciłam się kierunku drzwi wyjściowych. Wyszłam na drogę. Nikogo nie
widziałam. Obejrzałam się w lewą i prawą stronę. Po jednej z nich zauważyłam
wysoką postać. Był to Liam, poznałam go po tych artystycznych, pięknych
włosach.
-Liam! – zaczęłam za nim wołać, lecz on nie reagował. –
Liam! – próbowałam drugi raz, lecz on szedł cały czas przed siebie i nie raczył
się nawet odwrócić. Postanowiłam za nim pobiec. Gdy go dogoniłam zaczęłam do
niego zadawać różne pytania.
-Liam! Co ty robisz? – zapytałam zdyszana
-Nic, po prostu wracam do domu. – odpowiedział mi
-Co? Dlaczego?
-Wiesz Danielle. Ja wszystko widzę.
-Ale co niby widzisz?
-Ja wiem, że ty i Zayn. – tu przerwał
-Że co ja i Zayn ?
-A już nic…
-No powiedz mi.
-Ja widzę, że ostatnio się do siebie zbliżyliście. W ogóle
widzę, jak Zayn na ciebie patrzy, ale ty też chyba do niego coś czujesz. Widzę
jak on się zachowuje w stosunku do ciebie…
-Liam! Jak możesz mnie nawet oto podejrzewać. – wydarłam się
– Dobrze wiesz, ze cię kocham i że nigdy bym cię nie zdradziła. Zayn t tylko
mój przyjaciel, tak jak Loui, Horan i Hazza. I przestań być zazdrosny, bo wcale
nic nie czuje do Malika. A jeżeli chodzi ci o to, że mnie zaprosił do tańca?.
Może po prostu nie chciało mu się siedzieć, a że ty nie miałeś ochoty ze mną
tańczyć to poprosił mnie.
-Uhm. – usłyszałam tylko jego krząknięcie.
-Z resztą rób co chcesz. Widzę, że już nic chyba do mnie nie
czujesz. – w tym momencie z oczu napłynęły mi łzy na policzki. Nie wiedziałam
co mam z sobą zrobić. Obróciłam się w stronę domu i zaczęłam biec.
-Danielle ! Danielle przepraszam cię. – usłyszałam wołanie
Liama – Wiem to wszystko moja wina. Ale to wszystko z miłości do ciebie.
Dlatego jestem zazdrosny. W ogóle nie wiem czemu.
Zatrzymałam się i odwróciłam się. Payne stał już tuż przede mną.
-Liam. Przestań się tak zachowywać proszę cię. Ja nie wiem
co mam myśleć, bo cały czas mam w głowie, że to moja wina. Że ja coś źle robię.
Jak tak jest to p[przepraszam.
-Nie to wyłącznie moja wina to ja cię przepraszam. –
powiedział i przytulił mnie do siebie mocno i dawał pocałunki w każdy kąt mojej
twarzy.
-Kocham Cię. I proszę nie schrzań tego. – wypowiedziałam mu
do ucha.
Wróciliśmy do mojego domu. Łzy na policzkach już mi wyschły.
Usiedliśmy przy stoliku. Zayn do mnei podszedł, bo znów chciał ze mną
zatańczyć. Ale Liam go wyprzedził
-Czy mogę panią poprosić. – usłyszałam od ukochanego
-Oczywiście. – wyszliśmy na plac taneczny i zaczęliśmy
wywijać. Po kilku piosenkach zebraliśmy się wszyscy i zaczęliśmy się chwalić
swoimi umiejętnościami tanecznymi. Każdy w innej dziedzinie tańca. Było wesoło
i radośnie.
Wybiła 24:55. Bob i Alice już poszli. Chłopaki też mówili,
że będą się zbierać, ponieważ jeszcze muszą jutro iść na 8:00 do wytwórni.
-I po imprezie. Teraz czeka mnie sprzątnie. – powiedziałam
-Może zostaniemy ci pomóc? – zapytała Em.
-Nie nie. Dzięki poradzę sobie. – odpowiedziałam
-Chłopaki wy jedźcie, a ja zostanę. – powiedział Liam
-Ale naprawdę Liam nie musisz. – powiedziałam
-Ja nie muszę, ale chcę. – odpowiedział i podszedł do mnie.
Chłopaki tak jak kazał im Liam pojechali odwieźć dziewczyny,
a potem sami pojechali do domu.
-Dziękuje, że zostałeś mi pomóc. – powiedziałam, kiedy
kończyliśmy sprzątać
-Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie. – powiedział
-O matko już jest 01:46…
-No to ja już będę leciał.
-Liam. A może byś tak został u mnie na noc? – zapytałam
nieśmiało.
-No nie wiem. Co an to twoi rodzice? – zapytał mnie Liam,
lecz mu nie odpowiedziałam ponieważ zadzwonił mój telefon dzwoniła mama.
Powiedziała, że przyjadą dopiero jutro.
-Co moi rodzice? Właśnie dzwoniła mama i powiedziała, że
wrócą dopiero jutro. – powiedziałam z bananem na ryju
-Mówisz, że dopiero jutro? Do może się skuszę. – powiedział
i wziął mnie na ręce. Zaniósł do pokoju, rzucił lekko na łóżko i zaczął całować
gdzie popadnie. Skończyło się to na tym, że.. Po prostu leżeliśmy razem pod
pierzyną, pod którą działy się niestworzone rzeczy.
-Kocham Cię. – powiedział od mnie Payne całując namiętnie w
usta.
____________________________________________________________
Wybaczcie, że ten rozdział pojawił się dopiero dziś, ale cały tydzień miałam zwalony kartkówkami i sprawdzianami, a do tego doszły jeszcze próby na tańcach itd. Miałam dodać go wczoraj, ale niestety net mi nie działał. Mam nadzieję, że się spodoba. Następny postaram się tak około wtorku lub środy dodać (wolne).
Pozdrawiam wszystkie czytelniczki ! ;)
Kasia !

wow ! fajnie ! <3
OdpowiedzUsuń