poniedziałek, 26 marca 2012

Rozdział 008


Nadszedł wyczekiwany dzień wyjazdu nad jezioro. Była 8 rano kiedy wstałam.  Pierwsze co zrobiłam od razu po porannej toalecie to, to, że sprawdziłam 5 razy czy wszystko spakowałam na wyjazd. Okazało się, że tak. Ubrałam się w krótkie spodenki i szeroki- przewiewny T-shirt i zeszłam na dół na śniadanie.
-Cześć mamo! – przywitałam się jak zawsze. – Tata w pracy?
-Dzień dobry! Tak w pracy. Dziś poszedł wcześniej ponieważ chciał się z tobą pożegnać. Przed twoim wyjazdem.
-To miłe z jego strony.
-Siadaj. Zaraz przyniosę śniadanie.
Jak mama kazała tak zrobiłam. Kiedy podano do stołu zaczęłam jeść razem z mamą. Podczas śniadania mama zaczęła rozmowę.
-Jesteś już spakowana? Wzięłaś wszystkie rzeczy, które mogą ci się przydać? – dopytywała mnie mama
-Sądzę, że tak. Dziś sprawdziłam torbę 5 razy i wydaje mi się, że o niczym nie zapomniałam. – poinformowałam mamę.
-To się cieszę. Ale mam dla ciebie niespodziankę. – mówiła do mnie – Ponieważ twój pierwszy taki wyjazd i to jeszcze z kolegami, a zwłaszcza chodzi tu o Liama, musisz świetnie wyglądać…-ciągnęła dalej. – więc związku z tym idziemy na zakupy.
-Oj mamo.  Nie trzeba.
-Trzeba, trzeba. Przecież ja też wyjeżdżałam jak byłam młodsza. Wiem jak to jest.
-Dzięki. Jesteś najlepszą mamą pod słońcem. Kocham Cię! – wyznałam
-Ja ciebie też. Ale nie za dużo tych komplementów? – zapytała mnie mama
-Jak dla ciebie to nie. Powinnam razem z tatą takie komplementy sprawiać ci co 5 minut, bo jesteś tego warta. Nikt by tyle nie zrobił co ty dla nas.
-Oj przestań, bo się zaczerwienie. – zażartowała moja mama.
Zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy się szykować do wyjścia na zakupy. Ja już byłam ubrana, musiałam tylko ogarnąć swoją twarz, a  jeszcze bardziej włosy.  Uczesałam się na luz czyli kok na cebulkę. Lubiłam się tak czesać, ponieważ było mi tak wygodnie. Mama także już była gotowa. Wsiadłyśmy do samochodu mamy i ruszyłyśmy.  Do centrum miasta nie miałyśmy daleko. Pół godziny jazdy i już byłyśmy an miejscu. Poszłyśmy do centrum handlowego, ponieważ tam miałyśmy swoje ulubione i zaufane sklepy.  Weszłyśmy do sklepu z letnimi ciuchami. Od razu w oko wpadła mi świetna bluzka z flaga USA.
-Mamo, zobacz, jaki fajny T-shirt.
-No to jak ci się podoba to bierz.
W jednym sklepie kupiłam 3 rzeczy, poszłyśmy do następnych. Zakupy zajęły nam ponad 2 godziny. Ale u ans z mamą to było normalne. Jak już idziemy an zakupy to je robimy, a nie chodzimy i tylko oglądamy. Wróciłyśmy do domu, była już 2 popołudniu.  Zaczęłam oglądać ciuchy, które kupiłam z mamą i odcinać od nich metki.
-Wiesz co mamo, ty to naprawdę musisz mnie kochać.
-No oczywiście, przecież jesteś moją córeczką. Taką małą Danielle. – powiedziała mama
-Oj jaka tam mała. Haha. Bo tyle pieniędzy na mnie wydajesz. – powiedziałam
-No na kogoś muszę przeznaczać pieniądze, nie tylko na jedzenie i picie. – zaśmiała się
-Też prawda. – mówiłam. – Zaczekaj pójdę po walizkę to od razu spakuje te rzeczy.
Pobiegłam do swojego pokoju. Walizka leżała na moim łóżku. Kiedy chciałam ją podnieść usłyszałam dźwięk sms’s. Musiałam odebrać. Nigdy nie zostawiam tego na ostatnią chwilę. Był to sms od Liama:
„Cześć kochanie! ;** Jesteś już gotowa do wyjazdu? Twój misiek xx.;)”
-Wariat jeden. Już się chyba za mną stęsknił. Nie ukrywając ja za nim też. -  mówiłam sama do siebie. Odpisałam mojemu miśkowi – jak to ujął sam on na sms.
„Hej miśku! ;* Prawie jestem, pakuje właśnie ostatnie rzeczy na wyjazd. A wam jak idzie? Dani xx ;D”
-Jestem ciekawa czy są już spakowani? – pytałam samą siebie wychodząc z pokoju. Zeszłam na dół z walizką, która trochę ważyła , ale dałam sobie radę. Mama pomogła mi zapakować resztę rzeczy, ale także sama osobiście sprawdziła czy wzięłam wszystko ze sobą.  Po przeszukaniu, a raczej po przeglądzie mojej walizki stwierdziła iż jest wszystko. Wybiła już 3. Do domu wrócił tata. A do mnie przyszedł sms od Liama.
„U nas nastąpił jakiś cud. Wszyscy jesteśmy spakowani ;) Masz całusy od chłopaków – bo tu krzyczą mi nad uchem, żebym ci napisał, że cię kochają.” – i tu przerwałam czytanie z powodu śmiechu. – Ale to są wariaci- mówiłam pod nosem i zaczęłam daje czytać. – „Ale oczywiście to ja cię najbardziej kocham. Do zobaczenia. Będziemy u ciebie za godzinę. Liam xx ;D”
-Cześć Danielle. Nad czym tak myślisz? – zapytał mnie tata.
-Cześć tato. A nie nic, nad niczym już. Cieszę się, ze przyszedłeś dzisiaj wcześniej.
-No musiałem się pożegnać z moją kochaną córeczką.
-Chodźcie na obiad! – zawołała nas mama.
Nie wiem ile motorków napędowych ma ten zegarek, że ten czas płynie tak szybko. Kiedy siadaliśmy było już w pół do 4. Na obiad mama zrobiła spaghetti. A to danie wychodziło jej najpyszniej. Może też dlatego, że uwielbiałam je. Po obiedzie zebrała brudne naczynia i włożyłam do zmywarki.
-Danielle! Chodź na chwilkę. – zawołali mnie rodzice. – jesteśmy w salonie.
-Tak? O co chodzi? – zapytałam nie pewnie.
 -Chcieliśmy ci dać pieniądze na wyjazd.  – powiedział tata
-Oj nie trzeba. Ja mam trochę swoich uzbieranych, powinno wystarczyć. – tłumaczyłam
-Nie marudź tylko bierz jak ci dają, a jak biją to uciekaj. – mówił tata
-Dziękuje wam. Nie wiem w ogóle dlaczego jesteście dla mnie tacy dobrzy. – mówiłam zamyślona
-Może dlatego, że cię bardzo kochamy. – rzekła mama.
Schowałam pieniądze i przytuliłam się do rodziców.
-KOCHAM WAS! – wypowiedziałam donośnym głosem. – JESTEŚCIE NAJLEPSZYMI RODZICAMI NA CAŁEJ KULI ZIEMSKIEJ!
Podczas tej uroczej chwili ktoś zapukał do drzwi. Nie myślałam w ogóle, że to mogą być chłopaki, bo całkowicie straciłam poczucie czasu. Otworzyłam drzwi, za którymi stał Liam.
-Witam panią. – przywitał mnie miło i dal buziaka.
-No witam, witam pana. – odwzajemniłam
-Jest już pani gotowa do wyjazdu? – zapytał wchodząc do domu.
-Tak. Tylko pożegnam się z rodzicami i możemy jechać.
-Dzień dobry. – przywitał się misiek z moim rodzicami
-Dzień dobry Liam. – przywitali się także.
-Już nam zabierasz Danielle? – powiedział tata – Tylko tam bez żadnych głupstw. Nie chcę zostać dziadkiem.
-Tatooo! – powiedziałam oburzona.
-No co. Przecież ja też kiedyś….- i tu tacie przerwałam
-Tak, tak . Wiem, ty też kiedyś byłeś młody i byłeś na takich wyjazdach. Ja wszystko rozumiem.
-Oj Danielle. Twój tata tylko żartował. – powiedział Liam. – Będę uważał na Dani, żeby nic jej się nie stało.
-Właśnie ja tylko żartowałem.
Pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Wsiadłam do busa – naszego transportu, który nie wiem skąd się wziął, ogólnie to nie wiem skąd chłopcy go wytrzasnęli zacznijmy od tego. Ale to było najmniej ważne w tym momencie. Przywitałam się z całą ekipą i ruszyliśmy w stronę jeziora. Pattie i Emmily już były ponieważ mieszkały bliżej niż ja. Jezioro było poza miastem, aby od niego dotrzeć trzeba było jechać około 2 godzin co najwyżej 2 i pół.  W samochodzie było radośnie. Wszyscy śmialiśmy się i śpiewaliśmy piosenki. Dzień był gorący, a że w samochodzie był otworzony szyberdach postanowiłam tak jakby wynurzyć się z samochodu na powietrze. Chłopaki czyli Zayn, Niall, Loui, Harry i Liam, a także dziewczyny widziały to – no trudno byłoby tego nie zauważyć. Loui, który prowadził samochód wykorzystał sytuacje i włączył spryskiwacz z płynem do szyb. Włączył to specjalnie, aby mnie opryskać. Nie wiedząc o co chodzi szybko zanurzyłam się do samochodu.
-Aaa! Małpy jedne. Hahaha! – zaczęłam się śmiać z samej siebie.
-hahaha. Cudownie wyglądasz. – powiedział Zayn
-No tak dzięki. – mówiłam
-Jakby ci to wytłumaczyć Dani. My cię po prostu tak kochamy. – powiedział Lou
-Tak, tak. A w szczególności ty kochany Lou. – powiedziałam.
Liam usłyszał to, ale nie był o to zazdrosny. Przecież wiedział, że my wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. A że ja kocham go najbardziej. A Louisa i resztę to jak przyjaciół. Kolejne minuty jazdy również były wesołe i pełne przypałów.  Byliśmy już coraz bliżej jeziora. Dosłownie do mety brakowało nam 5 kilometrów. Wtedy do Louisa ktoś zadzwonił. A ten oczywiście odebrał.
-Oo! Cześć mamo! – przywitał się wesoło. – Gdzie jesteśmy? Właśnie dojeżdżamy na miejsce. Jeszcze tylko 5 kilometrów i będziemy się opalać.  – śmiał się. – Jak nam się jedzie? Wspaniale. Jest wesoło. – powiedział
-Loui, Loui weź na głośnik twoją mamę. Przywitamy się z nią. – powiedział Zayn
-Ok. Macie. – powiedział do nas – Zaczekaj mamo. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Dzień dobryy.! –Wykrzyczeliśmy wszyscy razem
-Dzień dobry, a raczej już dobry wieczór. – odpowiedziała mama Louisa
-Ok. Mama, zadzwonię później, bo już jesteśmy prawie na miejscu i musze skręcać.
-Dobrze, dobrze. Bawcie się dobrze! Bye!
-Byyyee!
Rzeczywiście Loui miał rację, że jesteśmy już na miejscu. Kiedy samochód stanął wszyscy wyskoczyliśmy z niego i pobiegliśmy od razu nad jezioro. Wieczór był jasny. A nad jeziorem nie było widać nikogo. Byliśmy sami, co nam się spodobało z jednej strony. Weszliśmy do domku letniskowego, który należał do rodziców Louisa. W środku było ślicznie. Domek był drewniany – o takim zawsze marzyłam, żeby w takim zamieszkać. I marzenia się spełniają, będę mogła zamieszkać tu chociaż na 5 dni.
-Ślicznie tu jest! – mówiłyśmy z dziewczynami.
-Cieszymy się, że wam się tu podoba – odezwał się Harry.
-Koniec tych pogawędek i podziwiania czas iść po rzeczy. – powiedział Niall
Wszyscy wybrali się do samochodu po swoje bagaże. Oczywiście miało być tak, że każdy bierze swój oddzielnie  i kto będzie pierwszy. Tą zasadę złamał Liam, Zayn i Harry, ponieważ, pomogli nam czyli mi , Patt i Emm. Po porostu byli tak mili. Na zegarku wybiła godzina 6:30. Szybko rozpakowałam z Liamem nasze rzeczy, ponieważ chcieliśmy iść na spacer, żeby zobaczyć jak tu jest.  Byliśmy pierwsi co do tej kategorii „rozpakowywanie” . Poinformowaliśmy resztę , że wychodzimy. Pogoda była świetna do wieczornego spaceru brzegiem jeziora.
-Ślicznie tu jest.  – powiedziałam do miśka.
-Często tu przyjeżdżaliśmy po programie „X-Factor”.  – oznajmił
-Nie  dziwie się. Tu można najwyraźniej dobrze odpocząć. Sam wygląd na to wskazuje.
-Cieszę się, że ten tydzień będzie tylko nasz. Bez rodziców itd. Będą nam tylko towarzyszyć  bąki Nialla. – zaśmiał się Liam
-Oj przestań. – rozkazałam i wtedy Liam przytulił mnie do sobie. Szliśmy nadal brzegiem rzeki, kiedy zauważyłam, ze jest zachód słońca. – Zobacz Liam. Zachód słońca. Piękny.
-Ale i tak ty jesteś piękniejsza.
-Hah. Ty też. – powiedziała całując miśka w policzek. – Dobrze, że wzięłam ze sobą aparat to zrobię zdjęcie.
-Mi oczywiście? – zapytał śmiejący się pan Payne
-Oczywiście. Jesteś moim głównym celem zainteresowania. – odpowiedziałam
-No ja myślę kochanieńka, no ja myślę.  
Wyciągnęłam aparat z torebki i zaczęłam cykać fotki. Najpierw musiałam uwiecznić ten piękny zachód słońca, potem natomiast zrobiłam sesję zdjęciową mojemu brunetowi.
-Jesteś bardzo fotogeniczny Liam, wiesz? – powiedziałam
-Oj tam, przesadzasz. – mówił nieśmiało
-Naprawdę. No, ale teraz koniec twojej sesji zdjęciowej. Muszę zrobić nasze wspólne zdjęcie.
Na początku próbowaliśmy zrobić sami, lecz nie wychodziło nam tak ładnie jakbyśmy chcieli. Zauważyliśmy przechodniego. Był to starszy pan, który umiał obsługiwać się aparatem, ponieważ sam do miał.
-Przepraszam pana bardzo. – podszedł Liam – Czy mógłby pan zrobić nam parę zdjęć? – zapytał grzecznie.
-Oczywiście. – odpowiedział przechodzień
Do pierwszego zdjęcia  ustawialiśmy się specjalnie. Lecz reszta wyszła tak spontanicznie.  Ostatnie zdjęcie nie obyło by się bez pocałunku. Liam przyciągnął mnie do siebie, złapał delikatnie za mój podbródek i pocałował w usta. Byłam zaskoczona, że zrobi to przy obcym człowieku. Po naszej sesji zdjęciowej podziękowaliśmy panu, a on życzył nam szczęścia. Razem z Liamem obejrzałam zdjęcia w drodze powrotnej.
- To ostatnie jest najśliczniejsze. – powiedział Liam
-Mi też się bardzo podoba. Oprawię je w ramkę i postawie w pokoju na półce. – powiedziałam
-No zrobimy dobitki i ja wszystkie powieszę na ścianie.  – powiedział dumnie mój misiek.
-Trochę zimno się zrobiło. Chodźmy szybciej. –  oznajmiłam
-Zaczekaj. – powiedział Liam i dał mi swój sweter, który miał przywiązany do szyi. – Proszę, będzie ci cieplej.
-Dziękuje.
Gdy wróciliśmy do domu letniskowego, tam działo się coś szalonego. Wszyscy byli dziwnie weseli.  Słychać było tylko wesołe krzyki i śmiech.  Zobaczyliśmy Chłopaków, którzy grali w butelkę z dziewczynami.
-Heej.! Możemy się dołączyć.? – zapytaliśmy.
-Jasne siadajcie. Gramy w butelkę – pytanie czy wyzwanie. – powiedział Niall
-To kto teraz kręci? – zapytał Liam
-Możesz ty jako, że dołączyłeś. – powiedział Zayn
-Ok. Danielle, pozwól. – powiedział misiek.
Liam zakręcił butelką. Wyszło akurat na mnie. Zapytał mnie co wybieram. Wybrałam oczywiście wyzwanie, ponieważ lubiłam wykonywać różne zadania, które mi wymyślali inni.
-Więc musisz wyjść na zewnątrz i wykrzyczeć nasze każde imię a na końcu, że nas kochasz.  – powiedział Luois
-Tak? – zapytałam – Okey, nie ma problemu.
-Uu. Danielle, Danielle! – krzyczeli. Ja natomiast wyszłam na zewnątrz,  a oni ze mną. Zaczęłam krzyczeć.
-Zayn! Louis! Niall! Harry! Pattie! Emmily! Liam! KOCHAM WAS! Ale i tak najbardziej ciebie Liam!
-A widzicie!? Mnie kocha najbardziej !
-To było wiadome, no , ale pomimo to uznajmy.  – powiedział Lou
Wróciliśmy do mieszkania i graliśmy dalej. Wylosowaliśmy Harrego, który wybrał pytanie.
-Harry, powiedz nam jaką najśmieszniejszą rzecz zrobiłeś gdy byłeś miały? – zapytałam. A on natomiast odpowiedział nam tak:
-Gdy byłem mały znalazłem w łazience tampony i zacząłem je jeść, ponieważ myślałem, że są to ciastka.
Wszyscy zaczęliśmy się z niego śmiać. Po chwili znów wróciliśmy do porządku. Tym razem wypadło na Zayna, który wybrał wyzwanie. Musiał udawać przez 5 minut mówiącą świnię.  Zabawa była świetna. Każdy wybierał coś dla śmiechu. Przez cały wieczór świetnie się bawiliśmy. Po podłodze pływały potoki łez. Lecz te łzy były wywołane płaczem śmiechu.
Wybiła godzina 3 w nocy. Wszyscy postanowiliśmy pójść spać. Nie mieliśmy siły po cały dniu. Kiedy wszyscy zmierzali do swoich pokoi ja z Liamem nie wiedziałam, gdzie mamy swoje.
-Ej chłopaki! A gdzie są nasze pokoje? - zapytałam
-Wybaczcie, ale został tylko jeden pokój - tam są wasze rzeczy. - mówił wskazując na jeden z pokoi. - Wszystkie już są zajęte. Jedynie jeszcze w ofercie jest oto ta kanapa. - wskazał na łóżko stojące w przedpokoju.Liam się tylko uśmiechnął, a chłopaki poszli do swoich pokoi.
-Więc wychodzi na to, że będę spał na twardej kanapie. - mówił Liam
-A ja myślę jednak, że nie - mówiłam idąc w stronę naszego pokoju. - No co? - dodałam po chwili - Mam ci wysłać specjalne zaproszenie?
-Nie rozumiem? - udawał misiek. - Jakie zaproszenie?
-No chodź...Przecież mamy wspólny pokój. - tłumaczyłam
-Czyli jednak wychodzi na to, że będę spał z tobą.
-No jakoś to przeżyje.
-No wiesz co.?
-hah! Żartuje głuptasie ! - śmiałam się.
Weszliśmy do pokoju, pościeliliśmy łóżko i położyliśmy się spać. Wtuliliśmy się w swoje ramiona i zasnęliśmy.


________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że ten rozdział się spodoba. Pisałam go na szybkiego. Myślę, że wam się spodoba. Dodawajcie komentarze. Bo coś licho. ;) xx 
Kolejne dni nad jeziorem także będę opisywane. : p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz