wtorek, 20 marca 2012

Rozdział 006

Tak mijały kolejne chwile po wygranej, czyli wesoło i przyjemnie. Rodzice pogratulowali mi praz mojej grupie za zajęcie pierwszego miejsca. Mówili, że byliśmy najlepsi oraz, że nikt inny nie mógł wygrać jak nie my. Ucieszyły nas te słowa komplementów. Oczywiście nie obyło by się bez jakiegoś pomysłu bandy 1D. Kiedy wyszłam na zewnątrz było ciemno. Kierowałam się w stronę domu. Szłam sama, ponieważ Liam, nie mógł mnie odprowadzić, bo podobno miał ważną sprawę do załatwienia, a rodzice wybrali się na kolację tylko we dwoje. Podczas gdy zeszłam ze schodów usłyszałam jakieś szelesty, przestraszyłam się. Zaczęłam iść coraz szybciej, lecz tu naglę wyskoczyło kilka postaci, które wzięły mnie na ręce i zaczęli podrzucać i krzyczeć " Niech żyję nasza Danielle!" Od razu zgadłam, że są to: Zayn, Harry, Lou, Niall, Liam oraz dziewczyny, Pattie i Emmily.
-Zwariowaliście? - zapytałam trochę zdenerwowana kiedy znalazłam się na ziemi.
-Nie.Czemu? - zapytał Lou
-Napędziliście mi wielkiego stracha. Już myślałam, że to jakaś mafia, albo banda morderców. - na te słowa wszyscy zaczęli się śmiać.
-No wiecie co, to nie było takie śmieszne. - powiedziałam oburzona.
-Oj już nie przesadzaj. - powiedział Liam
-I ty Brutusie przeciwko mnie? - zaśmiałam się
-Tak, tak ja też cię kocham. - odpowiedział i przytulił mnie.
-No to co, idziemy to uczcić? - zapytał Niall - Bo wprawdzie mówiąc jestem trochę głodny.
-Hah, można było się tego spodziewać. - powiedział Zayn
-Przykro mi chłopaki, ale ja już nie mam siły. Ten dzień był pełen wrażeń.- odpowiedziałam
-Szkoda... - powiedział smutny Harry
-Ale jeżeli mnie odprowadzicie nie będę temu przeciwna.
-My zawsze i chętnie. - powiedział Zayn
-Widzę Zayn, że lubisz nocne spacery.
-Tak oczywiście. A jeszcze przy boku mojej Pattie to już w ogóle.
-Oj, jakie to romantyczne zakochańcu. - stwierdził Lou, który zajadał marchewkę.
-Dobra, koniec tych pogawędek idziecie mnie odprowadzić. - rozkzałam
Wszyscy się zebrali i ruszyliśmy. Ja szłam razem z Liamem przytulona do jego mocarnej klatki. obok mnie szedł Lou, który cały czas jadł marchewkę. Kiedy ją gryzł słychać go było w całym Londynie. Trochę było to denerwujące. Lou zjadł już nie wiem, którą marchewkę, sięgną po następną. Wtedy wyrwałam mu ją z ręki i ugryzłam.
-Ei! Widzieliście co ona zrobiła?! - powiedział zdenerwowany marchewkowy potwór.
-Tak.
-I wy to mówicie tak spokojnie? - ciągnął Louis, który zaczął mnie gonić.
-Aaaaa! Ratunku ! - krzyknęłam wesoło.
-Teraz krzyczysz. Mogłaś tego nie robić. - mówił goniący mnie Lou. - Do ataku, wszyscy na Danielle -  dał rozkaz. Wszyscy naglę zaczęli biec, lecz nie każdy mnie łapał np. taki mój kochany Liam. złapał mnie i wziął na ręce i uciekał razem ze mną. Reszta za to goniła nas sznurem jak za złodziejami.
-Liam! Ty przeciwko mnie? Jak możesz. - powiedział Lou.
-Tak, też cię kocham - powiedział Liam do Louisa.
Liam nie miał już siły biec, a wcale mu się nie dziwie, ponieważ miał dodatkowy ciężar mnie + marchewkę Louisa. Obróciliśmy się i zauważyliśmy, że tamci też ledwo biegną. Kiedy dobiegli do nas Lou pierwsze co zrobił to wyrwał mi marchewkę z rąk.
-Proszę cię Dani, nigdy więcej tego nie rób. - powiedział smutnym cienkim głosikiem
-Oj, Lou, Lou. To tylko były żarty. Przecież wiem, jak kochasz swoje wszystkie marchewki. - odpoeiwdziałam
-Dzięki, że mnie rozumiesz. Ale tą marchewkę...-mówił podając mi marchewkę. - ... możesz sobie wziąć, jest dla ciebie.
-Bardzo ci dziękuje. Jestem zaszczycona.
-Tak wiem, ale opiekuj się nią. - musiał to powiedzieć
-Dobrze.
Kiedy biegliśmy nikt nie zauważył, że dobiegliśmy akurat pod mój dom. Wszyscy byli skupieni na gonitwie oraz marchewce, która była najważniejsza.
-Niestety musimy się już rozstać. - powiedziałam
-Szkoda..Czemu mieszkasz tak blisko? - powiedzieli smutnym głosem.
-Tak wyszło. A może chcecie wejść ? - zapytałam
-Chętnie...- powiedział Zayn - ...ale nie obraź się, ja idę z Patt.
-Oj Zayn, oczywiście, że się nie obrażam. - powiedziałam do mulata
-Właśnie, ja też idę tylko, że z Emm. - powiedział loczek.
-A wy chłopaki? - zapytałam Nialla, Louisa i Liama
-Ja i Lou idziemy do domu...- powiedział Niall
-Aha. A ty Liam?
-Ja mogę zostać... - powiedział - jeśli oczywiście mnie przyjmiesz.
-Ciebie zawsze. - odpowiedziałam. - To na razie chłopaki. Cześć Patt , cześć Emm.
-No pa, pa !
Każdy poszedł w swoją stronę, a ja z Liamem weszłam do domu. Rodziców nie było. Ja przygotowałam małą kolację, bo wiedziałam, że Liam może być głodny. Wprawdzie mówiąc ja sama byłam. Kiedy szykowałam jedzenie i picie Liam był w moim pokoju. Kazałam mu tam czekać.
-Czy ktoś zamawiał sok pomarańczowy i coś na ząb? - zapytałam wchodząc do mojego pokoju
-Prawdopodobnie wydaje mi się, że tak. - odpowiedział śmiejąc się
Kiedy zjedliśmy zaproponowałam, abyśmy obejrzeli jakiś film.  Oczywiście Liam zgodził się na film romantyczny, nie miał z resztą innego wyjścia, musiał to uczynić. Zeszliśmy do salonu. Tam miałam różne filmy. Wybraliśmy Titanica. Oglądałam go wiele razy, ale kocham ten film i mogę go oglądać non stop. W kuchni znalazłam popcorn, który można przygotować w mikrofali. Minęło 5 minut i był już gotowy. Razem z moim skarbem zasiedliśmy przed TV i zaczęliśmy oglądać. Film trwał dopiero 30 minut, a ja już miałam w około siebie pełno chusteczek, mokrych od łez. Zawsze przy tym filmie. Spojrzałam się na Liama, który śmiał się cichutko ze mnie.
-Czemu się ze mnie śmiejesz? -zapytałam
-Bo wyglądasz tak słodko.
-Haha. Tak, a szczególnie z tym czerwonym czubkiem nosa.
-Dokładnie. A teraz już przestań i daj buziaka.
Oczywiście musiałam mu dać. Film dobiegał końca, ale my postanowiliśmy włączyć muzykę zamiast oglądać. Kiedy Liam usłyszał piosenkę od razu zaczął śpiewać, a ja śmiałam się w najlepsze. Zaczęliśmy bitwę na poduszki. Na szczęście nie leciały z nich pióra. Podczas naszej bitwy do domu wrócili moi rodzice. Nie usłyszeliśmy jak wchodzili i zauważyli, że rozpoczęliśmy wojnę.

-Haha. Jak małe dzieci. – powiedział tata śmiejąc się
-Tak. Nie uważasz, że są podobni do nas, kiedy byliśmy młodzi? – zapytała mama
-Haha. Oj ci moi rodzice. – powiedziałam szeptem do Liama.
Posprzątaliśmy bałagan, który zrobiliśmy razem z Liamem i poszliśmy do mojego pokoju. Tam także nie było zbytniego spokoju, ponieważ Dady zaczął mnie łaskotać, a ponieważ mam wszędzie łaskotki było to jak wojna na froncie. Nasza zabawa trwała dobrą godzinę. Kiedy przestaliśmy Liam powiedział, że będzie już szedł.
-Już idziesz?
-Muszę. Jest już późno. Nie chcę, żeby twoi rodzice byli źli.
-A może zostaniesz na noc.
-Nie. Lepiej może będzie jak jednak pójdę co powiedzą na to twoi rodzice.
-Zaczekaj tu chwilkę. – wszyłam z pokoju i pobiegłam do rodziców.  Byli w salonie, oglądali TV przytuleni do siebie. Wyglądali jak para zakochanych nastolatków.
-Mamo, tato. Przepraszam, że przerywam wam taką cudowną chwilę, ale chciałam się coś was zapytać.
-Tak? Słuchamy cię…O co chodzi.
-Bo jest już późno, a Liam chce wracać sam do domu.
-Tak i co?
-I chciałam się zapytać czy może zostać u nas na noc?
-Oczywiście. Liam to miły chłopak. Nie mam nic przeciwko temu. – powiedział tata
-Zgadzam się z tatą. A po za tym naprawdę jest już późno. Martwiła bym się, że coś mu się stanie. – powiedziała mama z troską jak o własnego syna
-Dziękuje. Liam oczywiście nie chciał sprawiać kłopotu, ale musiałam wziąć sprawy w swoje ręce.
-Tak wiemy, że masz dobre serce. – powiedział tata.
Ja poszłam do Liama z tą wspaniałą wiadomością.  Chłopak okazał się być cierpliwym, ponieważ nawet nie wyszedł na schody, żeby posłuchać reakcji rodziców.
-Wygodne łóżko? – zapytałam z zaskoczenia mojego gościa
-Tak, a czemu pytasz. – zapytał
-Bo zostajesz u mnie na noc. Wiesz? – poinformowałam
-Żartujesz sobie ze mnie tak?
-Z ciebie nigdy. Naprawdę zostajesz. Możesz zapytać się moich rodziców, jeżeli mi nie wierzysz.
-Oczywiście, że ci wierze kochanie.
-Zadzwoń do chłopaków, żeby się o ciebie nie martwili.
Jak mu powiedziałam tak zrobił, ponieważ także nie chciał, żeby się martwili i dzwonili do niego. Wykręcił numer do Zayna, gdyż na niego o tak później porze mógł się zdać. Kiedy Zayn zaczęła się rozmowa która brzmiała mniej więcej tak:
ROZMOWA:
-Cześć Zayn. Tu Liam.
-No, witaj. Zapomniałeś adresu czy też kasy na kino?
-Nic z tych rzeczy. Dzwonię, aby powiedzieć, że dziś nocuję i Dani. Więc nie czekajcie na mnie z kolacją.
-Osz ty szczęściarzu. No powiem ci, że kolacji byś już nie zjadł, ponieważ Niall poczęstował się także za ciebie.
-Niech mu będzie na zdrowie. Dobranoc.
-Dobranoc.
-Przygotujcie jutro dobre śniadanie.
-No nie wiem, jak ciebie nie będzie , to będzie ciężko. Ale postaramy się.
-No ja myślę. Do jutra.
-Na razie.
KONIEC
Rozmowa nie trwała zbyt długo. Słychać było jak Zayn mówi jakby był nieco zaspany. Pewnie oglądali jakąś bajkę i wszyscy zasnęli…
-No kochanie, czas iść spać. Szoruj mi do łazienki umyć się . – powiedziałam. – bo nie będę spać z brudasem.  – powiedziałam żartem
-Dobrze już idę. – odpowiedział
Liam poszedł do łazienki, która znajdowała się na górze, ja natomiast do tej na dole.  Kiedy wzięłam prysznic ubrałam się w koszulkę i spodenki, czyli w skrócie w moją codzienną piżamę.  Gdy weszłam do pokoju, zastałam już tam Liama.
-O szybki jesteś. Myślałam, że będziesz dłużej.
-Jaa? Mógłbym spodziewać się tego po tobie.  A po za tym nie jestem u siebie, wiec nie będę blokował łazienki.  
-Oj czuj się tutaj jak u siebie. Nie masz się czego wstydzić itp.- oznajmiłam.
-Dobrze, już dobrze. – powiedział Liam i wskoczył na moje wyrko. Zagrzewał już kołderkę.
-Tak, tak. grzej, żebym nie zmarzła. – zaśmiałam się. Zgasiłam światło i położyłam się obok mojego Skarbka.  Specjalnie położyłam się na skrawku łóżka, aby zobaczyć reakcje Liama. On natomiast szybko to zauważył i przytulił mnie od siebie. Było wspaniale. Oczywiście do niczego większego nie doszło. Szybko usnęliśmy. Lecz ja jak zawsze nie spałam zbyt twardo i usłyszałam jak rodzice wchodzą do mojego pokoju, aby sprawdzić co robimy. Mieli uśmiechy na twarzach, gdyż to dyskretnie zauważyłam.
Minęła noc, nadszedł ranek. Usłyszałam cichy dzwonek budzika, którego nie wyłączyłam. Spojrzałam na zegarek, była już 9. Szybko się przebudziłam. Zauważyłam obok siebie już nie śpiącego Liama, który wpatrywał się we mnie.
-Cześć kochanie.
-Dzień dobry. O której wstałeś.?
-A nie tak dawno. Przyniosłem ci śniadanie.
-Dziękuje. Jesteś kochany. Moi rodzice w domu? – zapytałam
-Nie już nie. Poszli do pracy. Twój tata chciał mnie podwieźć do domu, ale powiedziałem, że jeszcze z Tobą zostanę dopóki się nie obudzisz.
-To miło z jego strony. – powiedziałam. – Jesteś kochany, że ze mną zostałeś.
-Zostałem bo cię bardzo kocham .
-Oooj. To tak jak ja ciebie.
Po tej krótkiej rozmowie. Zaczęliśmy jeść śniadanie, które było pyszne. Liam powiedział, że przygotował je sam, bo podobno mama nie miała już czasu. Oczywiście wierzyłam mu na słowo, a wiedziałam, że świetnie gotuje. Po śniadaniu poszłam się ogarnąć z nocnego nieładu, żeby wyglądać jak człowiek na resztę całego dnia, który postanowiłam spędzić z ukochanym.

I jest kolejny rozdział. Nie wiem jakim cudem znalazł się on tu za dwa dni, sama jestem w szoku.
Nie jest on dokończony jak widać w ostatnim akapicie, ale dokończę zaczęty dzień w nowym rozdziale, ponieważ nie chcę przynudzać. ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz