poniedziałek, 26 marca 2012

Rozdział 007


Kiedy już się ubrałam i ogarnęłam, poszłam do pokoju po Liama. Lecz już go tam nie zastałam.
-Liaam! – krzyknęłam. – jesteś tam?
-Tak kochanie. Jestem w kuchni. – odpowiedział
Zeszłam na dół. I nie mogłam oczom uwierzyć. Liam sprzątał w kuchni. Byłam zaskoczona, że chłopak potrafi  jednak posprzątać po sobie.
-Już myślałam, że sobie poszedłeś.
-Ja? Bez ciebie nigdy. – powiedział i pocałował mnie w policzek.
-A mogę wiedzieć co cię natchnęło na sprzątanie?
-Haha. Wiem, to dziwne. Ale niestety tak to jest gdy jest 5 chłopaków i żadnemu nie chcę się sprzątać, ale w końcu, któryś idzie.
-Aha. I to zawsze jesteś ty?
-Teraz już nie. Sprzątamy na zmianę.
Usiadłam na stołku i patrzyłam jak mój Skarbek kontynuuję  swoja pracę. Wyglądał tak słodko w fartuszku pani domu, że na twarzy uśmiech sam się malował.
-Może herbatki? Albo kawy? – zapytał
-Z miłą chęcią. Może jednak herbatę.
-Dobrze. A jaki smak?
-A jaki pan proponuję ?
Wtedy Liam otworzył szafkę i zaczął szukać herbat. Nie znał się na herbatach i nie wiedział co może być herbatą. Znał tylko jedną podstawową. Zaczęłam się z niego śmiać, gdyż chciał mi zaproponować  ziółka miętowe.
-Oj Liam. Chcesz, żebym zachorowała?
-Nie a czemu?
-Bo to są ziółka, a nie herbata.
-Przepraszam, nie zauważyłam.
-Nic nie szkodzi. – podeszłam do niego przytuliłam i wskazałam na herbatę. – To jest herbata.
-Tak wiem, ale szukałem innych smaków. – tłumaczył się
-Aha. A to przeprasza.
Kiedy herbata była już gotowa usiedliśmy razem przy stole i patrzyliśmy sobie w oczy. Lecz ta cisza, była trochę krępująca. Postanowiłam ją przerwać.
-To jakie plany na resztę dnia?
-Ja proponuję, abyśmy poszli najpierw do mojego mieszkania. Do chłopaków. A potem razem z nimi coś  wykombinujemy.
-Dobrze. Może byśmy poszli na zakupy, żeby kupić jakieś piłki plażowe itp. Przecież jutro jedziemy nad jezioro.
-Możemy iść.  To dobry pomysł.  Mam nadzieję, że będziemy mieli ładną pogodę nad tym jeziorem.
-Ja też . Bo wtedy ten tydzień nie byłby tak wspaniały. Chociaż bez pogody też będzie, bo będziemy tam razem, ale pogoda – ona też się liczy.
-Dokładnie. – powiedział i pocałował mnie.
Minęła godzina, kiedy tak siedzieliśmy bezczynnie w moim domu. Wybiła 10. Postanowiliśmy pójść do chłopaków z myślą, że już wstali.  „Ding-dong” – zadzwoniliśmy dzwonkiem. Lecz nikt nie otwierał. „Ding-dong” – zadzwoniliśmy ponownie, ale także nikt nie otworzył.
-Do trzech razy sztuka. – mówiłam z Liamem. „Ding-dong” – zadzwoniliśmy ponownie, ale także nikt nie otworzył.
-Może do nich zadzwonię. – zaproponował Liam.
-Spróbuj. – odpowiedziałam.
Kiedy Liam wybierał numer do jednego z chłopaków nagle zza ściany wyskoczył Lou i  Zayn z sikawkami.  A zza drugiej Harry i Niall, także z sikawkami.
-Do atakuu! – krzyknął Zayn
-Aaa. Liam uciekamy. Oni mają wodę.
-No to w nogi.
Ten dzień zapowiadał się ciekawie. Ale nie wiedziałam dlaczego chłopaki wyskoczyli z wodą. Kiedy biegłam zapytałam jednego z nich.
-Czemu lecicie z wodą? To takie wasze przywitanie?
-Haha. – zaśmiał się Harry. – Przecież dziś jest Lany Poniedziałek.
-Liam, słyszałeś? Dziś Lany Poniedziałek. Jak ja mogłam o tym zapomnieć.?
-Haha. Ja też zapomniałem. – powiedział Liam i pociągnął mnie za rękę do czyjegoś ogródka. – Choć Dani!
Liam wziął w rękę węża ogrodowego, który należał do ich sąsiadów i zaczął atakować chłopaków.  Kiedy zauważyłam ich miny chciało mi się śmiać. Były przerażone. A Lou powiedział.
-Jak to? Skąd on ma tego węża? Przecież Liam, nie może pokonać Luoisa Tomlinsona. Przecież Loui jest królem co tegorocznego Lanego Poniedziałku.
-Haha. – wszyscy zaczęliśmy się śmiać.  – Loui może i będziesz też królem nawet jeśli przegrasz.
-No ja mam nadzieję, że jednak wygram .  – I znów zaczęliśmy walkę na wodę. Walczyliśmy tak około 30 minut. Zabawa trwała by może i dłużej, ale sąsiedzi, od których Liam wziął węża trochę się zezłościli i kazali nam przestać. A ponieważ, że my grzeczne dzieci przestaliśmy. Lecz nie na długo. Ja z Liamem weszłam do domu, aby wziąć wiaderka z wodą.  Wyskoczyliśmy na ulicę gdzie chłopaki lali się wzajemnie .
-I jak się bawisz Zayn? – zapytałam
-Świetnie. A ty Dani?
-Dobrze. – Wtedy Zayn  obrócił się w moją stronę a ja wylałam mu wiadro wody na głowę.
-No wiesz co Dani? Nie spodziewałem się tego po tobie. – powiedział nieco oburzony Zayn, z powodu, że już jest cały mokry.  Ja zaczęłam się śmiać, lecz ta chwila nie trwała długo ponieważ Zayn zniknął mi z oczu i nie widziałam nawet jednej żywej duszy na ulicy. Myślałam, że już koniec zabawy i ruszyłam w stronę ich domu, kiedy nagle poczułam jak ktoś łapie mnie i bierze na ręce.  Byli to chłopcy. Wiedziałam, że oni coś wymyślą.
-Co wy robicie? – zapytałam
-Bitwę przegraliśmy z tobą, ale wojnę możemy wygrać.  – powiedzieli chórem.
-Czyli mam się bać?
-Oczywiście, że tak . – krzyknęli wrzucając mnie do basenu z wodą.
-Aaaa. – krzyknęłam kiedy spotkałam się z woda, która była lodowata dosłownie jakby wyjęta  z zamrażarki. – Zimnooo!
-Hahahaha. Masz za swoje.
-Może byście tak pomogli co? – zapytałam oburzona. Wtedy Liam podał mi dłoń abym mogła wyjść z wody. Do niego dołączyła cała reszta. Ja pociągnęłam Liama do wody, a za Liamem wpadli Zayn, Harry, Niall oraz marchewkowy potwór Loui.
-I co? Znów wygrałam. – zaśmiałam się do Louisa.
-Masz dziś po prostu szczęście. Ale i tak ja jestem królem Lanego Poniedziałku. – powiedział dumnie.
-Tak oczywiście. Nie zabiorę ci twej korony, zacny królu Dnia Lejka.
Wyszliśmy wszyscy z basenu, aby się wysuszyć i przebrać w suche ciuchy. I tu był problem. Ponieważ ja nie miałam nic na przebranie. „Cóż, albo będę musiała chodzić w mokrych ciuchach, albo musze wrócić do domu po suche rzeczy.” – pomyślałam.  Weszliśmy do domu chłopców. Z racji tego, że byłam tam jedyną dziewczyną miałam pierwszeństwo wejścia do łazienki. Kiedy już miałam zamykać drzwi do łazienki wpadł Liam.
-Ej, Liam ! Co ty robisz? – rzekłam zdziwiona
-Cicho, cicho. Przecież wiem, że nie masz się w co przebrać. Przyniosłem ci  koszulę … moją koszulę. – powiedział
-O. Dziękuje ci. – powiedziałam i pocałowałam go w policzek – a teraz zmykaj, bo muszę się wysuszyć.
-Już dobrze, dobrze.  – mówił wychodząc z łazienki.
Moje wysuszanie się trwało 10 minut. Kiedy byłam sucha ubrałam się w koszule Liama, która była w kratkę o niebieskim kolorze. Była na mnie oczywiście za duża i wyglądała na mnie jakby to była sukienka.
-Już łazienka jest wolna. Kto następny? – zapytałam.
-O Danielle, ładną masz sukienkę. Widzę, że się przygotowałaś na przebranie. – powiedział Lou
-Ej, chłopaki, nie uważacie, że ta sukienka jest podobna do koszuli Liama ? – powiedział Zayn
-Faktycznie. – powiedział Niall-  Czyżbyście mieli ten sam gust? – zapytano nas
Ja razem z Liamem zaczęłam się śmiać. Oboje kładliśmy się normalnie na podłodze. Nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Chłopaki nie wiedzieli o co nam w ogóle chodzi.
-Co wy robicie? Co powiedzieliśmy śmiesznego? – zapytał Loui
-Hahaha. Bo…bo..bo to jest moja koszula. – powiedział Liam śmiejąc się
-Jak to? Przecież to jest ewidentnie sukienka. Ewentualnie tunika.  – mówili dalej
-Ja słyszałam, ze chłopaki mogą być daltonistami, ale żeby nie odróżnić koszuli od sukienki to jest już wyższy stopie mody. – mówiłam
-Przestańcie! – rozkazał Zayn
-Oj dobrze już dobrze. – odpowiedziałam
Kiedy opanowałam się  razem z Liamem usiedliśmy obok chłopaków, którzy oglądali bajki Disneya.  W TV leciała właśnie „Myszka Miki” . Liam kocha wszystko co jest związane z Disneyem więc zasiadł wygodnie i oglądał.  Kiedy wszyscy byli już wysuszeni Niall dał propozycję aby coś zjeść. Czemu właśnie tą propozycję pierwszy podał Niall? Ponieważ jak już wszyscy wiemy on wiecznie jest głodny.  
-Masz rację Niall trzeba coś zjeść. – powiedział Harry
-No to co zjemy? – pytał NIall
-A może pójdziemy na miasto? – zapytałam – Razem z Liamem pomyśleliśmy, że może byśmy poszli na miasto po jakieś rzeczy na wyjazd, bo przecież jutro wyjeżdżamy. – zaproponowałam.
-To nie jest zły pomysł. Jestem za. A wy jak chłopaki? – powiedział Loui
-My także jesteśmy na tak . – powiedział Zayn
-Więc idziemy. Liam, wstawaj! Zbieramy się. – oznajmiłam mojego kociaka
-Już chwilkę. Jeszcze tylko 10 minut. Muszę obejrzeć tą bajkę do końca. – powiedział zapatrzony w ekran telewizora Liam
-No dobrze.
-Masz rację Liam. Nie wolno przerywać czegoś co się uwielbia. – powiedział Lou- Więc ja przez te 10 minut będę delektował się swoimi marchewkami.
Bajka się skończyła i Liam mógł już iść razem z nami. Oczywiście nie uważaliśmy go za małego dzieciaka, który nie może żyć bez bajek Disneya. Przecież każdy ma swoje ulubione zajęcie lub rzecz z dzieciństwa. Liam ma właśnie bajki Disneya itp.
Byliśmy już gotowi całą bandą. Wyszliśmy na miasto. Całą drogę gadaliśmy co zamówimy na obiad.  Tu było trochę sprzeczek pomiędzy chłopakami. Bo każdy miał ochotę na co innego. Ja siedziałam cicho i śmiałam się z nich.
-Danielle. Czemu się nic nie odzywasz? – zostałam w pewnej chwili zapytana
-Yyy. – jąkałam się . – Bo nie mam nic do powiedzenia, a poza tym miło się was słucha jak się kłócicie o to co będziecie jeść.
-I dlatego się śmiejesz.?  -zapytał Niall
-No szczerze to tak.
-Podaj nam pomysł co moglibyśmy zjeść. – powiedział Harry z Liamem
-Ja myślę, że może jakiś kebab + shake.
-Mmmm. Mniaaam! – wykrzyczeli wszyscy razem .
-Ty to jednak wiesz jak nam dogodzić Danielle. – powiedział Niall
-Dobrze z nią będziesz miał Liam . – powiedział Zayn
-Już mam . – mówił Liam całując mnie w policzek.
Kiedy zjedliśmy kebaby i wypiliśmy shake poszliśmy do centrum handlowego. Tam zaczęła się kolejna frajda. Lataliśmy po sklepie jak szaleńcy. Gdybym była sama w życiu bym tego nie zrobiła, ale z nimi wiedziałam, że mogę.  Kiedy tam biegaliśmy usłyszeliśmy jak w radio, które było słuchać na całym sklepie leciał nowy hit, który każdy zna. „Ai Se Eu Te Pego”. Chłopaki nie mogli się powstrzymać  i zaczęli tańczyć, a ja oczywiście do nich dołączyłam.  Ludzie gapili się na nas jak na jakiś debili, ale my nie zwracaliśmy na to uwagi. Robiący zakupy oraz przechodni zaczęli dołączać do kółka, które utworzyli podziwiający. Wszyscy zaczęli się kołysać, klaskać w rytm muzyki i patrzeć na nas.
-Huhuhu! Świetna zabawa. – wykrzyknął Loui, który był znany z szaleństwa.
Kiedy piosenka się skończyła, my przestaliśmy tańczyć. Ludzie zaczęli bić brawa za nasz szalony występ.  My ładnie się ukłoniliśmy i zaczęliśmy się śmiać z naszej własnej głupoty.  Poszliśmy dalej robić zakupy. Zobaczyliśmy stoisko z maskotkami, które były przesłodkie. A zwłaszcza miś, który był milutki w dotyku i mówił „I love you”. Ten misio bardzo mi się podobał, ale oczywiście nie kupiłam go. Poszliśmy do sklepu z wodnymi rzeczami. Tam mieliśmy już co wybierać.  Oczywiście pierwszą rzeczą która trafiła do naszego koszyka była piłka plażowa. Następnymi rzeczami były materac do pływania i różne takie podobne rzeczy.
-Już jesteśmy obkupieni. – powiedziałam
-Nareszcie możemy wracać do domy.  – powiedział zmęczony Lou
-Tak. Tylko teraz musimy się spieszyć, żeby tramwaj nam nie odjechał.
Wyszliśmy z centrum handlowego i  zauważyliśmy tramwaj, który właśnie odjeżdżał z przystanku tramwajowego.
-O nie. Musimy szybko biec. – wykrzyknął Liam.
Kierowca Tramwaju nie widział jak biegliśmy i nie zatrzymał się. Za tramwajem biegliśmy aż do następnego przystanku, który był kilometr dalej.  Całe szczęście zdążyliśmy dobiec i nie ustaliśmy. Kiedy dotarliśmy do domu rozpakowaliśmy zakupy.  Harry i Zayn dali propozycję, aby zadzwonić po Pattie i Emmily.
-To dzwońcie. Na co czekacie? – powiedziałam i  poszłam po swoją bluzkę, która suszyła się w łazience. Nie zdarzyła wyschnąć przed naszym wyjściem.  Zasiedliśmy wszyscy na kanapie i zaczęliśmy oglądać TV. Byłam trochę zmęczona, wtuliłam się w tors Liama i zasnęłam, a Liam razem ze mną.  Spaliśmy oboje w swoich objęciach. Nic nas nie obudziło. Nawet nie obudziliśmy się kiedy przyszły dziewczyny. Zayn z Pattie i Harry z Emm podobno wyszli z domu, a Loui z Nialem wygłupiali się.
-Pobuuuuudakaaaa! – usłyszałam jak ktoś krzyczy mi and uchem
-Coo? – pytałam zaspana
-No jak to co. Wstawać Leniuchy jedne! -  krzyczał Loui z Nialem
-Już, już , ale nie krzyczcie. – mówił Liam
Chłopaki nie dawali za wygraną i krzyczeli cały  czas i coraz głośniej. Nie mieliśmy innego wyboru i musieliśmy wstać.  Spojrzałam na telefon, było już po 6 popołudniu .
-Ojej. Już jest tak późno?  - mówiłam zdziwiona.
-Jak ten czas szybko mija.
-No szybko, szybko. Ja już muszę wracać do domu.  – oznajmiłam
-No cóż. Jak musisz.
-Odprowadzimy cię. Ja i Niall jesteśmy chętni. – mówił Loui
-Dziękuje.
-No i ja Lou. Zapomniałeś o mnie. – mówił oburzony Liam
-Oj dobrze, dobrze. I razem z nami Liam.
-haha. Szaleńcy jedni. -  mówiłam
Zebraliśmy się i wyszliśmy z domu. Wieczór był ciepły i spokojny. Szybko dotarliśmy pod mój dom. Zauważyłam samochody rodziców.
-O moi rodzice już są w domu. Może wejdziecie ? – zapytałam
-Chętnie byśmy skorzystali z tej propozycji, ale musimy pędzić do domu, bo jeszcze pakowanie nas czeka.. – powiedział Niall
-Niestety znając życie będziemy pakować się 8godzin. – mówił Luo
-No po was chłopaki można spodziewać się wszystkiego.
-Nic. I tak spędzimy przecież 5 dni razem. Ojej aż 5 dni. Jak ja to z wami wytrzymam. – śmiałam się
-Musisz. A poza tym nie jesteśmy tacy straszni. Ty też nie należysz do najgrzeczniejszych. – śmiał się Lou.
-Oj tam, tam. Cześć chłopaki do jutra.!
-cześć Danielle – krzyknęli Niall z Louisem
-Cześć kochanie. Do jutra. – pożegnał się ze mną Liam i dał mi buzi. A chłopcy tylko stali i patrzyli smutnymi oczami.  – A wy czemu tacy smutni? – zapytał Liam chłopaków
-Bo mi nie dałeś takiego buziaka. – powiedział Loui
-Oj przestań i chodź tu. – powiedział śmiejący się Liam
-Ej, a ja ? – zaprotestował Niall
-Ty też .
-Hahaha. I za to was uwielbiam chłopaki. – powiedziałam wchodząc po schodach.
-Jutro przyjedziemy po ciebie. Więc czekaj na nas w domu. Będziemy około 4 popołudniu.
-Dobrze. Będę czekać gotowa na wasz przyjazd.
-Do zobaczeniaa! – krzyczeli odchodząc.
Ja weszłam do domu. Przywitałam się z rodzicami. A dziś widziałam ich po raz pierwszy.
-Witaj Danielle. Gdzie byłaś ?
-Byłam z chłopakami na zakupach, bo chcieliśmy coś kupić na jutrzejszy wyjazd. No i potem siedziałam u nich w domu.
-Aha. I jak ? Kupiliście wszystko? – dopytywała mama
-Tak, tak .
Kiedy wszystko wytłumaczyłam rodzicom poszłam do swojego pokoju wyciągnęłam swoją zieloną walizkę i zaczęłam pakować ciuchy na wyjazd.  Nie lubiłam za bardzo tego robić, ale dziś był wyjątek. Przebierałam w ciuchach i brałam te najładniejsze.
-Skończone. – powiedziałam sama do siebie kiedy skończyłam pakować ciuchy. Dochodziła już 10 w nocy. Nie wiedziałam kiedy ten czas tak szybko upłynął. Dopiero była 7 kiedy wróciłam od chłopaków. To pakowanie zajęło mi trochę czasu, no ale przecież nie mogę chodzić nad jeziorem nago.  Poszłam do łazienki, aby wziąć prysznic. Ubrałam się w piżamę i poszłam spać. Byłam padnięta po tym dniu, ale pomimo tego jeszcze za nim usnęłam napisałam sms’a do Pattie. Brzmiał on mniej więcej tak. 
„Cześć Pattie. Wybacz, że dziś nie zamieniłyśmy nawet słowa, ale gdy przyszłaś do chłopaków ja usnęłam. Na pewno sama to widziałaś. Ale jutro wyjeżdżamy więc to nadrobimy. Dobranoc! Danielle xx”
Po wysłaniu sms’s przyszło mi na myśl, że napiła bym się soku. Czasem tak miałam, że kiedy już leżałam wygodnie na wyrku czegoś mi się zachciewało. Zeszłam na dół po sok i wróciłam do pokoju. Spojrzałam na Tel i zobaczyłam sms od Pattie.
„Cześć Danielle. Nic się nie stało. Różnie bywa. Dokładnie, będziemy mieć na to cały tydzień. Dobranoc. Pattie xx”
-Nie obraziła się. Tak sądziłam, przecież Patt jest moją najlepszą kumpelą i nie mogłaby się na mnie obrazić o taką drobnostkę. Teraz mogę iść spokojnie spać. – powiedziałam sama do siebie. Napiłam się soku i położyłam wygodnie na łóżku wtulając się w ciepłą kołderkę. Minęło parę chwil a ja już spałam jak „zabita”.
________________________________________________________________
Mam nadzieję, że ten rozdział się spodoba. Jest w nim dużo tzw. "przypałów". 
Proszę o opinie wyjawioną w komentarzach. ;D Rozdział 8 także będzie. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz