*Oczami Danielle
Smacznie sobie spałam, kiedy nagle coś zaczęło mi się drzeć
na d uchem!
„Wake up,
Wake up, Danielle, Wake up!”
Przebudziłam się i skapnęłam, że to mój budzik. Darł się
cały czas Wake up, Wake up. W końcu uciszyłam go. Poszłam do łazienki przemyć
swoją twarz. Zeszłam do kuchni zjeść jakieś szybkie śniadanie. W kuchni był
tata, który robił sobie jedzenie do pracy. Jakiś knopers, coś tego. Usiadłam razem z nim do stołu i zajadałam
kanapki, które sam przygotował.
-Może podwieźć cię pod ich dom? – zapytał pogryzając chleb
-Byłbyś tak miły ? – zapytałam serdecznie
-Tak byłbym, tylko wiesz musiałabyś się streszczać, bo za 15
minut będę wyjeżdżał.
-Dobrze, zjem i od razu pójdę się ubierać. – powiedziałam –
A tato, Emily, może z nami jechać prawda?
-No jeszcze się pytasz. Oczywiście.
-No dziś przyjedzie do nas Matt z Lilly.
-O matko. To będzie ciekawie.
-Tak wiem . Dobra lecę się szykować.
Pobiegłam do pokoju odsłoniłam zasłony, zauważyłam, że za
oknem szykuje się ładna pogoda. Zadzwoniłam do Em, żeby szybko się naszykowała
i do mnie przyszła. Wyjęłam nową sukienkę od mamy oraz szpilki, które także od
niej dostałam. Ubrałam się poszłam jeszcze do łazienki zrobić szybki lekki make
up. Zeszłam na dół i już witałam się z Em.
-Emily, jaka ty jesteś szybka. Ledwo co do ciebie
zadzwoniłam, a ty już tu jesteś.
-No wiesz, wstałam dziś wcześnie, żeby się naszykować i żeby
się dobrze obudzić.
-Ślicznie wyglądasz. Gdzie kupiłaś te buty? – zapytałam
-W H&M .
-Świetne są. Podobają mi się.
-Hah, dzięki. Ale powiem ci, że ty to będziesz gwiazdką.
-Ha, ha. – zaśmiałam się i obraziłam dookoła. – Nie
przesadzaj.
-Mówię prawdę.
-No dobra dziewczyny, pakować się do samochodu. – rozkazał
tata.
Jak kazał tak żeśmy
zrobiły. Wsiadłyśmy do samochodu, tata zapalił silnik i ruszył. Dojechałyśmy
szczęśliwie pod dom chłopaków. Zadzwoniłyśmy dzwonkiem i nikt nam nie otwierał.
Zadzwoniłyśmy jeszcze raz i tez bez skutku.
-Pewnie jeszcze śpią. – pomyślałyśmy.
Dla pewności zadzwoniłyśmy trzeci raz do drzwi, ale na nic.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Liama.
-No hej, gdzie wy jesteście ? –powiedziałam
-No jak to gdzie. W domu. – powiedział zdziwiony Liam
-No to dziwne, bo dzwonimy i nikt nam nie otwiera.
-Zaczekaj wyjdę, może się dzwonek popsuł.
-No ok. czekamy.
Rozłączyłam się i czekałam razem Em cierpliwie, lecz nikt
nie przyszedł i nie otworzył. Zadzwonił mi telefon. Dzwonił Liam.
-No gdzie wy jesteście wyszedłem i was nie ma.
-Jak ans nie ma, jak stoimy przed domem.
-No to niewidzialne chyba dla mnie jesteście.
-Nie wiem. Może to nie wasz dom.
-Ha , ha , ha , ha . Już was widzę.
Rozłączył się.
-Danielle ! Emily. ! Tutaj. – krzyczał
-Ha, ha. Lae z nas niezdary, dzwoniłyśmy do jakiegoś obcego
domu. Ha, ha.
-Jak mogłyście pomylić nasz odm. ?
-Nie wiem, jakoś tak wyszło. – powiedziała przez śmiech Em.
-Oj wariatki. Oczywiście w pozytywnym słowa znaczeniu.
Wchodźcie do domu.
Weszłyśmy, a tam cisza jak makiem zasiał. Przy kuchennym
stole siedzieli wszyscy. Nie mieli zbyt zadowolonych min.
-Ej co się z wami dzieję ? Czemu macie takie smutne miny? –
zapytałam
-Bo będziemy musieli się pożegnać. – powiedział Malik
-Oj przestańcie. Przecież nie umrzemy bez siebie. –
powiedziała Em
-No niby tak, ale ja i tak już tęsknie. – powiedział Hazza
-My też tęsknimy już, ale trzeba się z tym pogodzić. Za parę
tygodni będziemy się widzieć. – powiedziałam
-Mam nadzieję, że
szybko zleci ta trasa koncertowa. –powiedział Horan
-Ja też. – poparł go Payne
-Oj chłopaki. Korzystajcie póki macie szansę. Będziecie
gwiazdami, będziecie się spełniać. – powiedziała Em
-Tak wiemy, ale to przykre opuszczać bliskie osoby. –
powiedział Loui
-Tak wiem Loui, ale dasz radę. – pocieszałam
-Może nas czymś innym pocieszycie. ? – zapytał Hazza
-O tak, pocieszą. Tym , że pomyliły nasz dom z innym i
dzwoniły do naszych sąsiadów.
-Ha, ha. Jak można
tak. Dobrze, ze was nie widzieli, bo byście miały.
-No co każdemu się może zdarzyć. O 6:00 rano kto by to
pamiętał. Haha
-tak, tak . – potaknęła Em
-O ktoś dzwoni, pewnie to dziewczyny. – powiedział Niall –
pójdę otworzyć.
Poszedł i rzeczywiście były to dziewczyny.
-No jesteście gotowi ? – zapytała Clo
-Tak jakby.
-No to ruszamy, bo nie chce was smucić, ale już 7 dochodzi,
a o 8:30 macie wylot. – powiedziała El
-Oj dobrze już dobrze. – powiedzieli wszyscy smutni
Chłopaki mieli zamówiony specjalny bus, który miał ich
zawieść na lotnisko. Już mieli w nim wszystkie rzeczy. My tylko wsiedliśmy i
ruszyliśmy na lotnisko. Każdy pocieszał się ostatnią chwilą z dziewczyną. Tylko
jeden Malik siedział sam. Postanowiłam do niego podejść, ale on mnie uprzedził.
Podszedł i usiadł obok mnie. Teraz byłam totalnie bezpieczna. Po jednej stronie
miałam Malika, a po drugiej Payne, który już nie był zazdrosny o przyjaciela.
-Oj Malik, Malik. – westchnęłam. – Tylko pamiętaj nie myśl o
Patt tak cały czas, bo to niezdrowo. Ona wyjdzie z tego i da sobie radę. Mam
nadzieję, ze nie wypali jakiegoś głupstwa.
-Ja też tak sądzę. Dałem jej drugą szansę, ale powiedziałem,
że jak coś jeszcze zrobi to z nami koniec.
-I dobrze jej powiedziałeś. Niech wie z kim zadziera. –
dodał Liam
-Oj Liam, ty to jak coś czasem powiesz. – zaśmiałam się
-Tak wiem, ze mnie kochasz. – odpowiedział
-Minęło parę długich minut, ale dotarliśmy na lotnisko. Była
7:25. Chłopaki poszli po bilety, które mieli już zajęte. Ku im zdziwieniu, nie
musieli mieć tych biletów, ponieważ Paul załatwił im prywatny samolot, do
którego mogli już wsiadać. Poszliśmy wszyscy na parking samolotowy, gdzie stał
samolot 1D.
-Matko kochana, chyba się popłaczę. – powiedziałam do Liama
-Nie płacz. – powiedział
-Ale nie mogę. – przytuliłam się do niego i z oczu napłynęły
mi łzy na policzki. Nie mogłam się powstrzymać, płakałam jak jakaś opętana.
-Danielle. Proszę nie płacz, bo ja zacznę płakać. –
powiedział to dość głośno, że wszyscy usłyszeli
-To płacz Payne, płacz jeśli masz ochotę. – stanęłam przed
nim i powiedziałam stanowczo. Wszyscy zaczęli się śmiać, było to tak
spontaniczne, że nie spodziewałam się nawet sama tego po sobie.
-Masz rację Danielle. Chcecie chłopaki to płaczcie, przecież
też jesteście normalnymi ludźmi. –
powiedziała Clo
-Okey. – powiedział Malik. – Tylko ja nie mam się do kogo
przytulić. – Nagle z samolotu wyszedł Paul. – O Paul , jak dobrze, ze jesteś. –
wykrzyczał podbiegł do niego . –Chodź tu, przytul się, bo ja nie mam do kogo.
-Oj Zayn, Zayn. Tyto czasem masz pomysły jak mało kto. –
powiedział Paul i przytulił naszego biedaka
-Dobra koniec tych uścisków. – powiedział Zayn. – Dzięki
Paul.
Ja z dziewczynami stanęłam razem i namówiłyśmy się, że
podbiegniemy do Malika i go ściśniemy, żeby nie było mu przykro.
-Raz…dwa…trzy….! – wykrzyczałyśmy i pobiegłyśmy w stronę
Malika.
-Aaaa! Ratunku, one mnie atakują. – powiedział Zayn
-Nie atakujemy tylko mocno cię przytulamy! – powiedziała
Eleanor.
-A chyba, ze tak. – ucieszył się
Chwilę nam to zajęło, ale w końcu ogarnęliśmy się i
–pożegnaliśmy. Chłopaki wsiedli do samolotu i odlecieli, a my machałyśmy
im. Kiedy ich już nie było widać,
odeszłyśmy i wsiadłyśmy do tego samego samochodu co przyjechałyśmy. Każdą zawiózł do domu. Ja poszłam do domu. I
Czekałam cierpliwie aż przyjedzie Matt i Lilly, czyli mówiąc skrócie obijałam
się przez ponad pół dnia.
*Oczami Amandy
(2 dni później)
-Dziewczyny! Majka, Ama! Chodźcie tu na chwilę . –zawołał
nas tata.
-Tak tato? – wstawiłyśmy się na komendę
-Musimy porozmawiać w czwórkę.
-Dobrze, ale o co chodzi? – zapytała Majka
-Usiądźcie. – rozkazała mama
-Bo są wakacje, więc postanowiliśmy z mamą, że pojedziemy do
Londynu…. – tu przerwał nasz krzyk
-Aaa! Świetnie pojedziemy do Londynu. – skakałyśmy z radości
z Majką
-Tak wy też pojedziecie, ale jest tak, że jedziemy tam też
do pracy. I nie chcemy z mamą, żebyście się też tam obijały. Wujek Robi
załatwił wam pracę w barze jako barmanki.
-Świetnie. Będziemy zarabiać na siebie. – powiedziałam zadowolona
-Ja też się cieszę, że będę miała swoją kasę. – powiedziała
Majka
-My też się cieszymy, ze wy się cieszycie. –powiedziała mama
-Kochani, bo ja mam do was jedno pytanie. – powiedziałam
-Tak? Słuchamy cię .
-No bo Marcelina. Ja nie chcę jej tu zostawiać samej.
Przecież…
-Dobrze ona też może jechać, oczywiście jak tylko jej
dziadkowie pozwolą.
-Dziękuje wam jesteście kochani. Lecę jej o tym powiedzieć.
-Dobrze, ale zapytajcie się też jej dziadków. Najlepiej
będzie jak ich zaprosisz Amanda na kolację dziś wieczór do nas.
-Dobrze. ! – powiedziałam i wybiegłam szybko z domu do
Marceliny.
*Oczami Majki
-Ej wszystko fajnie, ale kiedy my
jedziemy ? –zapytałam
-Za dwa tygodnie, albo za
tydzień. To zależy jak tata skończy pracę.
-Aha. To ja lecę do Maćka. Musze
mu o wszystkim powiedzieć. – mówiłam podekscytowana.
-Aj, zobacz jakie te nasze córki.
Jedna do przyjaciółki, druga do chłopaka.
-No i dobrze. Julka, co się
stresujesz.
*Oczami Amandy
-Marcelina! Wstawaj leniu. Mam dla ciebie świetną wiadomość
! – krzyknęłam
-jaką mów szybko! -
zerwała się na równe nogi
-Wyjeżdżam z rodzicami i Majką do Londynu!
-Cieszę się, ale dla mnie to nie jest zbyt zadawalające, bo
zostawisz mnie tu . – powiedziała smutno
-Nie zostawię ! Biorę cię ze sobą, jeśli oczywiście zgodzą
się twoi dziadkowie.
-Nie żartuj sobie ze mnie dobrze?
-Ale ja nie żartuję. Lecę teraz do twoich dziadków
powiedzieć, żeby przyszli dziś do ans na kolację. Moi rodzice chcą z nimi o tym
porozmawiać.
-jesteś szalona wiesz o tym ?
-Tak wiem i to już od dawna.
– odpowiedziałam i jak torpeda wyleciałam z jej pokoju.
*Oczami Hazzy
-Nie wiem jak wy, ale ja to już tęsknie za naszymi
dziewczynami. – powiedziałem
-Ja też, ale nie myśmy teraz o tym. Musimy się
opanować. – powiedział Liam
-Tak dokładnie Liam, musimy się cieszyć, że lecimy aktualnie
samolotem i ż mamy dobre jedzenie i ze jest pięknie. – powiedział Horan
-A ty znowu o tym jedzeniu . – powiedział Louis
-No a ty ciągle o tych swoich marchewkach.
-Ha, ha. – zaśmiał się Malik – Jak dzieci po prostu, jak
dzieci.
-Tak jak dzieci. Może byśmy sobie zdjecie zrobili w naszym
samolocie? – zaproponował Tomlinson
-Ha ha ha Nudzi ci się Tomi co nie? – zapytałem
-Ej trzeba mieć jakąś pamiątkę. – powiedział śmiało
-A no tak, tak. – potaknął Liam i wyjął telefon.
-Uśmiech proszę Louis .
-Ależ bardzo dziękuje. Teraz zrób Horanowi. Jak on słodko
wygląda.
Całą drogę robiliśmy sobie jaja z samych siebie. Bez zdjęć
Louisa też się nie obyło. Musiał uwiecznić siebie.
*Oczami Amandy
(wieczorem na
kolacji)
Przygotowywałam się do kolacji z dziadkami Marceliny. Było
już po 18. Do drzwi zadzwonił ktoś dzwonkiem. Tata poszedł otworzyć. Goście się
już zjawili. Całe szczęście ja i Majka zdążyłyśmy się naszykować.
-Dobry wieczór. – przywitałyśmy się
-Proszę, proszę, zapraszam do stołu. – tłumaczył tata
-Bardzo dziękujemy. A o co chodzi? – zapytała babcia
Marceliny
-Marcelina, ani Amanda jeszcze się nie chwaliły ? – zapytała
mama
-No niestety nic nam nie powiedziały.
-Bo ja i mój mąż oraz ansze córki wyjeżdżamy do Londynu za
jakieś 2 tygodnie. I jedna z naszych córek, oczywiście wiadomo, ze Amanda
bardzo chce ze sobą zabrać Marcelinę. My nie mamy nic przeciwko, ale chcemy się
państwa zapytać, czy może jechać razem z nami .
-Może lepiej nie. Będzie tylko kłopot sprawiała. –
powiedziała od razu jej babcia.
-Ależ dlaczego. Marcelina jest dobrą dziewczyną. Poza tym
chodziłyby do pracy.
-No nie wiem. Jesteście państwo pewnie? -dopytywał jej dziadek
-Tak jesteśmy. I całą odpowiedzialność bierzemy na siebie. –
powiedział tata
-Niech się państwo zgodzą, proszę, proszę, proszę. – mówiłam
-No dobrze niech jedzie. Ufam państwu i wiem, że przy was
nic jej się nie stanie.
-Ma pani rację. Podjęła pani dobrą decyzję. – powiedziałam
radośnie.
-Oj Amando, Amando. –
zaśmiała się jej babcia
Moi rodzice i dziadkowie Marceliny zaczęli jeść kolację, a
natomiast ja, Majka i Marcelina wyruszyłyśmy w rejs. Umówiłyśmy się ze
wspólnymi znajomymi.
Musiałam to dodać! ;) - nie bez powodu Polska ma taki kształt a nie inny. ;D
Polskie Directioners czekają, aż w końcu przyjedziecie !
One Direction come to Poland !
Polskie Directioners czekają, aż w końcu przyjedziecie !
One Direction come to Poland !
______________________________________________________________________
Nie wiem jakim cudem, ale zdołałam napisać w przeciągu 30 minut kolejny rozdział.Myślę, że jest ok, ale nie do końca. Z resztą opinia należy do was ! Czekam na komentarze !
Pozdrawiam ! ;*
PS.
Kolejny nie wiem kiedy dodam, może zdołam jeszcze w tym tygodniu, ale teraz mogę mieć małą przerwę aż do czerwca w pisaniu. Musze się skupić teraz na nauce, żeby dobrze wyszło na koniec roku. Ale obiecuję, że postaram się dodać jakiś rozdział jeszcze, może dwa lub trzy ewentualnie siedem.

super ! świetnie piszesz. ;D
OdpowiedzUsuńpierwszy raz weszłam na twojego bloga, ale na pewno będę tu wpadać często i czytać wszystkie opowiadania ! a kolejne dodawaj szybko. ;D
i powodzenia w szkole. ;)
Alicja ! ;*
! świetne !
OdpowiedzUsuńczekam na następny rozdział. ! ;)
A no i oczywiście !
One Direction come to Poland ! ;D
wow ! :D świetnie ! <3 xx
OdpowiedzUsuńwow ! :D świetnie <3 xx czekam na nn . ; )
OdpowiedzUsuńNo dobre. ;D Zapraszam do siebie http://my-life-it-one-direction.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń