wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 028


Liam:

Nie wiadomo kiedy nadszedł kolejny ranek. Z tego co zauważyłem rozglądając się po naszym pokoju, ja i Niall wylegiwaliśmy się w wyrkach, a chłopaki prawdopodobnie pracowali.
-Ej, Niall, gdzie chłopaki? – zapytałem
-Nie wiem, ale chyba są w studio. Zaczekaj zostawili jakąś kartkę.  – Niall podniósł kartkę ze stolika i zaczął czytać. – No dzień dobry, fajnie, że wstaliście. My jesteśmy w studio, jak coś to przyjeżdżajcie.
-Aha, czyli nic chyba tam nie będzie takiego. -  stwierdziłem
-No mi też się tak wydaje. Nie wiem jak ty Liam, ale ja to bym coś zjadł.
-No, mi też przydałyby się jakieś zasoby energii.
-Może pizze zamówimy, jakoś mi się tak zachciało.
-No może być, ale z jakąś colą , czy coś, bo pić mi się chce.
-Dobra, dobra. Idź się ubierz, a ja zamówię.
Jak kazał mi Horan tak zrobiłem. Wziąłem swoje rzeczy i wszedłem do łazienki. Tam jakimś cudem był totalny porządek, co mnie bardzo zaskoczyło.
-Wow! Chłopaki po sobie posprzątali. Co się stało. – mówiłem sam do siebie Niall najwidoczniej tego nie słyszał, bo nic nie mówił.
Kiedy byłem już gotowy, miałem piękne, umyte, białe i lśniące zęby, oraz dobrze uczesane włosy i ubrane ciało wyszedłem do Nialla.
-No i jak zamówiłeś? – zapytałem
-No tak, już do nas jedzie. Powinna być za jakieś 10 minut.
-Ej, może zadzwonimy do chłopaków?
-No można by, żeby nie było.
-Ok. To zaraz zadzwonię.
Wziąłem do ręki telefon i wybrałem numer do Zayna.
-Słucham? – usłyszałem głos Malika
-No cześć Zayn, co tam robicie?
-A no nic takiego. Paula nie ma, jest na siłce, a my tak się nieco obijamy. A coś się stało?
-Nie nic, tylko nie wiemy z Niallem, czy mamy przyjechać czy też nie.
-Nie nie musicie. My zaraz za jakieś półtorej godziny wracamy na hotel więc nie macie po co.
-Aha ok. To czekamy. Cześć, na razie.
-No cześć.
-Zayn mówi, ze nic nie robią takiego, i że za jakieś półtorej godziny przyjadą. Więc nie ma się co martwić.
-Aha. No więc możemy jeszcze miło spędzić ten poranek.
-Tak.  Ej Horan, ale jaki poranek?
-No przecież jest dopiero po 8:30.
-Co?! Ja myślałem, że już gdzieś około 13. Ale ok.
-Oj Li, Li. Dobra włączaj TV i jemy to śniadanie.
Tak jak Niall powiedział włączyłem TV. Usiadłem wygodnie na łóżku i zacząłem razem z nim jeść i oglądać…

Amanda:

Obudziły mnie promienie słońca, które przedzierały się przez zasłony. Noc miałam dobrze spędzoną. Nic mnie nie budziło, ani łóżko nie było nie wygodne. Spojrzałam na łóżko Marceliny, która miała ze mną jeden pokój. Nie przeszkadzało nam to, ponieważ jesteśmy przecież najlepszymi przyjaciółkami, a można nawet powiedzieć, że siostrami.
Marcelina jeszcze smacznie sobie spała. Nie budziłam jej. Wyszłam z pokoju, cichutko zamknęłam za sobą drzwi, poszłam do łazienki, aby wykonać poranną toaletę, która trwała około 5 minut. Kiedy załatwiłam wszystkie potrzeby poszłam do kuchni, gdzie już krzątała się moja mama.
-Cześć mamuś. Czemu jeszcze nie śpisz? – zapytałam wtulając się w nią
-No cześć kochanie. A bo już się wyspałam, nie widać? A co ty się tak przytulasz?
-A bo tak jakoś. Lubię. Haha – zachichotałam cicho.
-Siadaj tu, a zaraz przygotuję ci ciepłej herbatki.
-Dobrze.
Tak jak kazała mi mama usiadłam przy kuchennym blacie ubrana w dość niecodzienny strój iż miałam na sobie piżamę oraz szlafrok i  milutkie kapcie. Mama przygotowała picie i usiadła razem ze mną. Zaczęłyśmy rozmawiać o różnych sprawach. W końcu zaczął się temat, czy nie chciałabym tu zamieszkać na stałe.
-Wiesz mamo. Zamieszać każdy by tu mógł, ale na pewno bardzo bym tęskniła za Polską. – powiedziałam
-Wiem, wiem. Ja już trochę tęsknie, ale to kwestia przyzwyczajenia.
-Może jakbym miała iść na studia za rok, to bym tu zamieszkała i chodziła do szkoły.
-Czemu nie? Ciekawe czy Majka by chciała studiować w Londynie na przykład w Oxfrodzie.
-No ona by się nadała. Ma wysokie cele, nie to co ja
-Oj przestań Ama. Przecież ty też się dobrze uczysz i możesz mieć dobre powodzenie wszędzie.
-Wiem mamo. Ale..
-Oj przestań już. Pij lepiej tą herbatę, żeby ci nie wystygła.
Zaczęłyśmy popijać herbatę i rozmawiać o innych rzeczach takich jak np.: gdzie dziś pójdziemy.

Danielle:

Przebudziłam się, a raczej wstałam z przymusu, ponieważ usłyszałam jak dzwoni mi telefon. Szybko zerwałam się z łóżka. Odebrałam telefon dzwoniła mama.
-Danielle, wyspałaś się już?
-No tak jakby, a co się stało?
-Nic. Tylko chciałam cię poinformować, żebyś trochę ogarnęła w naszym domu, bo mają przyjechać dziadkowie z całą moją ferajną.
-Aha. Dobrze. Powiem tamtym, to mi pomogą.
-Dobra. Kończę pa.
O matko, dlaczego ja? Ha ha. Nie no trzeba się spiąć i szybko posprzątać w tym domu.
Szybko zadziałam na siebie jakieś ubrania. Ogarnęłam swoją twarz i włosy, zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie.  Po 15 minutach wszystko było gotowe, poszłam budzić moich gości, najpierw poszłam do Lilly.
-Lila! Wstawaj! Sorry, że cię budzę, ale śniadanie jest gotowe i pomożecie mi sprzątać.
-Ok. 5 minut. – odpowiedziała mi, a ja wyszłam do następnego pokoju. Pokoju Matta
-Matt! – zawołałam otwierając drzwi.
W pokoju Matta, było biurko. On zawsze musiał mieć pokój z biurkiem, ponieważ musiał na nim kłaść swojego zacnego laptopa, bez którego nie mógłby normalnie funkcjonować.
Otworzyłam drzwi i zrobiłam krok do przodu. I nagle zrobiłam obrót 180 stopni.
Matt siedział przy biurku, oglądał „Galerianki” i na dodatek masturbował się przy tym. Nie wiedziałam co mam zrobić. Niestety nigdy nie widziałam chłopaka w takim stanie. On też poczuł się dość niezręcznie. Wyszłam z pokoju i poinformowałam go o wszystkim przez drzwi zeszłam na dół, a tam już czekała na nas Lilly.
-O już jesteś! – zwróciłam się do kuzynki
-No czekam na was. Gdzie Matt? – zadała mi pytanie, a ja stanęłam jak wmurowana
-Yyy.. – nie wiedziałam co mam powiedzieć. – Już zaraz zejdzie, tylko się zbiera, wiesz jak to chłopaki.
Usiadłam razem z nią przy stole i zaczęłyśmy jeść. Po 5 minutach zjawił się Matt. Spojrzał na mnie dość zawstydzony i dosiadł się do nas.
Po śniadaniu zabraliśmy się za sprzątanie. W trójkę szło nam to bardzo szybko. Kiedy Lila poszła wynieść śmieci, do kontenera Matt do mnie podszedł i zaczął rozmowę.
-Danielle… - zatrzymał się - . Sorry, głupia sprawa z tym… No wiesz z czym.
-Ha, ha. – zaczęłam się śmiać.
-Wiesz to dla mnie dość głupia sytuacja.
-Nie przejmuj się dla mnie też jest to coś nowego.
-Ale ni gniewaj się.
-Nie no to ja przepraszam. Po pierwsze powinnam zapukać, a po drugie to ja o niczym nie wiem.
-Więc sprawa zakończona.
-Ale o czym ty w ogóle mówisz?
-Dzięki Dani.
-Ej, a wy co robicie. Nie obijać się tylko sprzątać. – odezwała się Lilly.
I znów zajęliśmy się porządkami. Po niecałych dwóch godzinach, dom błyszczał.
-No ot już. Chyba będzie. – powiedziałam do współpracowników.
-No kochana. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Teraz to powinnaś nas zabrać na jakąś kawę. – odezwała się Lila
-No dobra. Możemy iść tylko się ogarnijmy trochę.  – odpowiedziałam
-Dobra dziewczyny, ja dzisiaj stawiam. – zaproponował nam Matt
Wyszykowaliśmy się i poszliśmy na miasto, do najlepszej kawiarni, w której podawali nie tylko pyszne kawy, ale także cudowne ciasteczka.
Niall:

Minęła godzina, ja z Liamem nadal oglądaliśmy TV i podjadaliśmy jakieś cukierki i paluszki. Kiedy miałem zamiar wziąć do ust kolejnego cukierka nagle do naszego pokoju paradowali chłopaki.
-No witajcie! Ładnie to tak siedzieć i nic nie robić? – zaśmiał się Zayn
-Oj Zayn, Zayn. Jest dopiero po 10 daj spokój. Nie wolno się przemęczać. – zaśmiał się Liam
-No tak dokładnie. Jeszcze dzisiaj mamy koncert to trzeba odpocząć. – dodałem
-Dobra dobra. Ej ja to bym coś zjadł. – powiedział Hazza
-No to zróbcie sobie coś. Lodówka powinna być pełna. – powiedział Payne
-Powinna, powiadasz? – zapytał Louis jedzący marchewkę
Kiedy chłopaki przygotowali sobie jedzenie usiedli na kanapie obok mnie i Liama.
-Ej, ja to bym poszedł na balkon. – odezwał się Zayn
-no spoko możemy iść. Ładna pogoda odprężymy się trochę. – powiedział Harry
-No tylko zjedzcie i ogarnijmy się. – powiedziałem
-Horan, mówiąc ogarnijmy się co miałeś na myśli? – zapytał mnie Tommo
-miałem na myśli to, żeby ubrać się jakieś dresy, na skate i ogólnie, a nie kurde w garniturku.
-Dziękujemy ci za tą radę. – zaśmiał się Hazza
Chłopaki zjedli i poszliśmy się szykować, gdy wyszliśmy na balkon, oczą nie mogliśmy uwierzyć. Przed naszym budynkiem stały tłumy fanek, które krzyczały wniebogłosy. Jedna przekrzykiwała drugą.
-Matko kochana, co się tu dzieje?! – zmieszał się Liam
-Chłopaki ja też tego nie wiem, ale podejdźmy do barierki i zachowujmy się naturalnie.  – powiedziałem
-Masz rację Horan. Przecież jesteśmy normalni. – powiedział Loui

Liam:

Dwie godziny spędziliśmy przy tłumach fanek rozmawiając z nimi i jakimś dziwnym sposobem dając im autografy.  Poszedłem wziąć coś na ząb, siadłem przed komputerem i naszła mnie myśl o Danielle. Choć kazała mi o sobie nie myśleć, ja nie potrafiłem tego zrobić, za bardzo ją kochałem.
Może wykupię jej bilet do USA. To przecież byłby dobry pomysł. W końcu byśmy się zobaczyli. Przez 2 tygodnie nie słyszeć jej cudownego śmiechu, ani nie dotykać jej miękkich, sprężystych włosów,  ani nie całować jej delikatnych, namiętnych ust? Przecież można zwariować.
Tak też zrobiłem kupiłem bilet dla Danielle. Od razu skierowałem go na jej adres. 
Poszedłem wziąć prysznic i szykowaliśmy się do wyjść, żeby zobaczył nas jakiś stylista, bo dziś mamy koncert.

Danielle:
(dwa dni później)

Siedziałam w kuchni i robiłam obiad. Matt z Lilly, pojechali do babci. Chcieli ją odwiedzić. A ja cierpliwie czekałam aż wszyscy wrócą do domu i znów zapanuje ciepła, radosna, rodzinna atmosfera. Kiedy miałam doprawić zupę w laptopie usłyszałam dziwny dźwięk. Jakby ktoś chciał ze mną rozmawiać na skype. Szybko otworzyłam swój profil, ale nic tam nei zauważyłam.
Matko kochana, czy ja mam jakieś omamy? -   trochę się przelękłam.
Zaraz wróciłam do swojej poprzedniej pracy. Lecz, znów przerwał mi dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to listonosz.
-Dzień dobry. Polecony do pani Danielle.
-Dzień dobry, to ja.
-Aha. Proszę tu podpisać.
-Dziękuje.
-Dziękuje. Dowidzenia.
-Dowidzenia.
Listonosz sobie poszedł, a ja zamiast otworzyć list, domyślałam się co to może być. Lecz na darmo. W końcu usiadłam otworzyłam go na spokojnie i zauważyłam tam bilet do USA, który już został opłacony. Na początku nie wiedziałam co jest grane. Szybko zadzwoniłam do Liama i wszystko się wyjaśniło. Okazało się, że to on wykupił mi bilet. Z radości, ze się z nim zobaczę, skakałam po całym domu. Kiedy do domu weszła mama, zapytała co mi jest. Wszystko jej opowiedziałam i powoli się uspokoiłam.
_______________________________________________________________________
I jest rozdział 28. ;) Najmocniej przepraszam, że dopiero go dodaję. Miał być on w tamtym tygodniu, ale net mi strasznie mulił i nie miałam jak. A ogólnie przepraszam, że tak późno go dodałam, ale jakoś nie miałam czasu i weny do pisania . Sorry. ! ;*
Mam nadzieję, że ten rozdział nie jest taki najgorszy. ;) Jakby sie coś nie zgadzało to piszcie, bo nawet go nie przeczytałam dokładnie. xD
<3<3<3<3<3<3<3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz