środa, 2 maja 2012

Rozdział 024


*Oczami Danielle

Smacznie sobie spałam, kiedy nagle coś zaczęło mi się drzeć na d uchem!
„Wake up, Wake up, Danielle, Wake up!”
Przebudziłam się i skapnęłam, że to mój budzik. Darł się cały czas Wake up, Wake up. W końcu uciszyłam go. Poszłam do łazienki przemyć swoją twarz. Zeszłam do kuchni zjeść jakieś szybkie śniadanie. W kuchni był tata, który robił sobie jedzenie do pracy. Jakiś knopers, coś tego.  Usiadłam razem z nim do stołu i zajadałam kanapki, które sam przygotował.
-Może podwieźć cię pod ich dom? – zapytał pogryzając chleb
-Byłbyś tak miły ? – zapytałam serdecznie
-Tak byłbym, tylko wiesz musiałabyś się streszczać, bo za 15 minut będę wyjeżdżał.
-Dobrze, zjem i od razu pójdę się ubierać. – powiedziałam – A tato, Emily, może z nami jechać prawda?
-No jeszcze się pytasz. Oczywiście.
-No dziś przyjedzie do nas Matt z Lilly.
-O matko. To będzie ciekawie.
-Tak wiem . Dobra lecę się szykować.
Pobiegłam do pokoju odsłoniłam zasłony, zauważyłam, że za oknem szykuje się ładna pogoda. Zadzwoniłam do Em, żeby szybko się naszykowała i do mnie przyszła. Wyjęłam nową sukienkę od mamy oraz szpilki, które także od niej dostałam. Ubrałam się poszłam jeszcze do łazienki zrobić szybki lekki make up. Zeszłam na dół i już witałam się z Em.
-Emily, jaka ty jesteś szybka. Ledwo co do ciebie zadzwoniłam, a ty już tu jesteś.
-No wiesz, wstałam dziś wcześnie, żeby się naszykować i żeby się dobrze obudzić.
-Ślicznie wyglądasz. Gdzie kupiłaś te buty? – zapytałam
-W H&M .
-Świetne są. Podobają mi się.
-Hah, dzięki. Ale powiem ci, że ty to będziesz gwiazdką.
-Ha, ha. – zaśmiałam się i obraziłam dookoła. – Nie przesadzaj.
-Mówię prawdę.
-No dobra dziewczyny, pakować się do samochodu. – rozkazał tata.
 Jak kazał tak żeśmy zrobiły. Wsiadłyśmy do samochodu, tata zapalił silnik i ruszył. Dojechałyśmy szczęśliwie pod dom chłopaków. Zadzwoniłyśmy dzwonkiem i nikt nam nie otwierał. Zadzwoniłyśmy jeszcze raz i tez bez skutku.
-Pewnie jeszcze śpią. – pomyślałyśmy.
Dla pewności zadzwoniłyśmy trzeci raz do drzwi, ale na nic. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Liama.
-No hej, gdzie wy jesteście ? –powiedziałam
-No jak to gdzie. W domu. – powiedział zdziwiony Liam
-No to dziwne, bo dzwonimy i nikt nam nie otwiera.
-Zaczekaj wyjdę, może się dzwonek popsuł.
-No ok. czekamy.
Rozłączyłam się i czekałam razem Em cierpliwie, lecz nikt nie przyszedł i nie otworzył. Zadzwonił mi telefon. Dzwonił Liam.
-No gdzie wy jesteście wyszedłem i was nie ma.
-Jak ans nie ma, jak stoimy przed domem.
-No to niewidzialne chyba dla mnie jesteście.
-Nie wiem. Może to nie wasz dom.
-Ha , ha , ha , ha . Już was widzę.
Rozłączył się.
-Danielle ! Emily. ! Tutaj. – krzyczał
-Ha, ha. Lae z nas niezdary, dzwoniłyśmy do jakiegoś obcego domu. Ha, ha.
-Jak mogłyście pomylić nasz odm. ?
-Nie wiem, jakoś tak wyszło. – powiedziała przez śmiech Em.
-Oj wariatki. Oczywiście w pozytywnym słowa znaczeniu. Wchodźcie do domu.
Weszłyśmy, a tam cisza jak makiem zasiał. Przy kuchennym stole siedzieli wszyscy. Nie mieli zbyt zadowolonych min.
-Ej co się z wami dzieję ? Czemu macie takie smutne miny? – zapytałam
-Bo będziemy musieli się pożegnać. – powiedział Malik
-Oj przestańcie. Przecież nie umrzemy bez siebie. – powiedziała Em
-No niby tak, ale ja i tak już tęsknie. – powiedział Hazza
-My też tęsknimy już, ale trzeba się z tym pogodzić. Za parę tygodni będziemy się widzieć. – powiedziałam
 -Mam nadzieję, że szybko zleci ta trasa koncertowa. –powiedział Horan
-Ja też. – poparł go Payne
-Oj chłopaki. Korzystajcie póki macie szansę. Będziecie gwiazdami, będziecie się spełniać. – powiedziała Em
-Tak wiemy, ale to przykre opuszczać bliskie osoby. – powiedział Loui
-Tak wiem Loui, ale dasz radę. – pocieszałam
-Może nas czymś innym pocieszycie. ? – zapytał Hazza
-O tak, pocieszą. Tym , że pomyliły nasz dom z innym i dzwoniły do naszych sąsiadów.
-Ha, ha.  Jak można tak. Dobrze, ze was nie widzieli, bo byście miały.
-No co każdemu się może zdarzyć. O 6:00 rano kto by to pamiętał. Haha
-tak, tak . – potaknęła Em
-O ktoś dzwoni, pewnie to dziewczyny. – powiedział Niall – pójdę otworzyć.
Poszedł i rzeczywiście były to dziewczyny.
-No jesteście gotowi ? – zapytała Clo
-Tak jakby.
-No to ruszamy, bo nie chce was smucić, ale już 7 dochodzi, a o 8:30 macie wylot. – powiedziała El
-Oj dobrze już dobrze. – powiedzieli wszyscy smutni
Chłopaki mieli zamówiony specjalny bus, który miał ich zawieść na lotnisko. Już mieli w nim wszystkie rzeczy. My tylko wsiedliśmy i ruszyliśmy na lotnisko. Każdy pocieszał się ostatnią chwilą z dziewczyną. Tylko jeden Malik siedział sam. Postanowiłam do niego podejść, ale on mnie uprzedził. Podszedł i usiadł obok mnie. Teraz byłam totalnie bezpieczna. Po jednej stronie miałam Malika, a po drugiej Payne, który już nie był zazdrosny o przyjaciela.
-Oj Malik, Malik. – westchnęłam. – Tylko pamiętaj nie myśl o Patt tak cały czas, bo to niezdrowo. Ona wyjdzie z tego i da sobie radę. Mam nadzieję, ze nie wypali jakiegoś głupstwa.
-Ja też tak sądzę. Dałem jej drugą szansę, ale powiedziałem, że jak coś jeszcze zrobi to z nami koniec.
-I dobrze jej powiedziałeś. Niech wie z kim zadziera. – dodał Liam
-Oj Liam, ty to jak coś czasem powiesz. – zaśmiałam się
-Tak wiem, ze mnie kochasz. – odpowiedział
-Minęło parę długich minut, ale dotarliśmy na lotnisko. Była 7:25. Chłopaki poszli po bilety, które mieli już zajęte. Ku im zdziwieniu, nie musieli mieć tych biletów, ponieważ Paul załatwił im prywatny samolot, do którego mogli już wsiadać. Poszliśmy wszyscy na parking samolotowy, gdzie stał samolot 1D.
-Matko kochana, chyba się popłaczę. – powiedziałam do Liama
-Nie płacz. – powiedział
-Ale nie mogę. – przytuliłam się do niego i z oczu napłynęły mi łzy na policzki. Nie mogłam się powstrzymać, płakałam jak jakaś opętana.
-Danielle. Proszę nie płacz, bo ja zacznę płakać. – powiedział to dość głośno, że wszyscy usłyszeli
-To płacz Payne, płacz jeśli masz ochotę. – stanęłam przed nim i powiedziałam stanowczo. Wszyscy zaczęli się śmiać, było to tak spontaniczne, że nie spodziewałam się nawet sama tego po sobie.
-Masz rację Danielle. Chcecie chłopaki to płaczcie, przecież też jesteście normalnymi  ludźmi. – powiedziała Clo
-Okey. – powiedział Malik. – Tylko ja nie mam się do kogo przytulić. – Nagle z samolotu wyszedł Paul. – O Paul , jak dobrze, ze jesteś. – wykrzyczał podbiegł do niego . –Chodź tu, przytul się, bo ja nie mam do kogo.
-Oj Zayn, Zayn. Tyto czasem masz pomysły jak mało kto. – powiedział Paul i przytulił naszego biedaka
-Dobra koniec tych uścisków. – powiedział Zayn. – Dzięki Paul.
Ja z dziewczynami stanęłam razem i namówiłyśmy się, że podbiegniemy do Malika i go ściśniemy, żeby nie było mu przykro.
-Raz…dwa…trzy….! – wykrzyczałyśmy i pobiegłyśmy w stronę Malika.
-Aaaa! Ratunku, one mnie atakują. – powiedział Zayn
-Nie atakujemy tylko mocno cię przytulamy! – powiedziała Eleanor.
-A chyba, ze tak. – ucieszył się
Chwilę nam to zajęło, ale w końcu ogarnęliśmy się i –pożegnaliśmy. Chłopaki wsiedli do samolotu i odlecieli, a my machałyśmy im.  Kiedy ich już nie było widać, odeszłyśmy i wsiadłyśmy do tego samego samochodu co przyjechałyśmy.  Każdą zawiózł do domu. Ja poszłam do domu. I Czekałam cierpliwie aż przyjedzie Matt i Lilly, czyli mówiąc skrócie obijałam się przez ponad pół dnia.

*Oczami  Amandy
(2 dni później)

-Dziewczyny! Majka, Ama! Chodźcie tu na chwilę . –zawołał nas tata.
-Tak tato? – wstawiłyśmy się na komendę
-Musimy porozmawiać w czwórkę.
-Dobrze, ale o co chodzi? – zapytała Majka
-Usiądźcie. – rozkazała mama
-Bo są wakacje, więc postanowiliśmy z mamą, że pojedziemy do Londynu…. – tu przerwał nasz krzyk
-Aaa! Świetnie pojedziemy do Londynu. – skakałyśmy z radości z Majką
-Tak wy też pojedziecie, ale jest tak, że jedziemy tam też do pracy. I nie chcemy z mamą, żebyście się też tam obijały. Wujek Robi załatwił wam pracę w barze jako barmanki.
-Świetnie. Będziemy zarabiać na siebie. – powiedziałam zadowolona
-Ja też się cieszę, że będę miała swoją kasę. – powiedziała Majka
-My też się cieszymy, ze wy się cieszycie.  –powiedziała mama
-Kochani, bo ja mam do was jedno pytanie.  – powiedziałam
-Tak? Słuchamy cię .
-No bo Marcelina. Ja nie chcę jej tu zostawiać samej. Przecież…
-Dobrze ona też może jechać, oczywiście jak tylko jej dziadkowie pozwolą.
-Dziękuje wam jesteście kochani. Lecę jej o tym powiedzieć.
-Dobrze, ale zapytajcie się też jej dziadków. Najlepiej będzie jak ich zaprosisz Amanda na kolację dziś wieczór do nas.
-Dobrze. ! – powiedziałam i wybiegłam szybko z domu do Marceliny.

*Oczami Majki

-Ej wszystko fajnie, ale kiedy my jedziemy ? –zapytałam
-Za dwa tygodnie, albo za tydzień. To zależy jak tata skończy pracę.
-Aha. To ja lecę do Maćka. Musze mu o wszystkim powiedzieć. – mówiłam podekscytowana.
-Aj, zobacz jakie te nasze córki. Jedna do przyjaciółki, druga do chłopaka.
-No i dobrze. Julka, co się stresujesz.

*Oczami Amandy

-Marcelina! Wstawaj leniu. Mam dla ciebie świetną wiadomość ! – krzyknęłam
-jaką mów szybko!  - zerwała się na równe nogi
-Wyjeżdżam z rodzicami i Majką do Londynu!
-Cieszę się, ale dla mnie to nie jest zbyt zadawalające, bo zostawisz mnie tu .  – powiedziała smutno
-Nie zostawię ! Biorę cię ze sobą, jeśli oczywiście zgodzą się twoi dziadkowie.
-Nie żartuj sobie ze mnie dobrze?
-Ale ja nie żartuję. Lecę teraz do twoich dziadków powiedzieć, żeby przyszli dziś do ans na kolację. Moi rodzice chcą z nimi o tym porozmawiać.
-jesteś szalona wiesz o tym ?
-Tak wiem i to już od dawna.  – odpowiedziałam i jak torpeda wyleciałam z jej pokoju.

*Oczami Hazzy

-Nie wiem jak wy, ale ja to już tęsknie za naszymi dziewczynami. – powiedziałem
-Ja też, ale nie myśmy teraz o tym. Musimy się opanować.  – powiedział Liam
-Tak dokładnie Liam, musimy się cieszyć, że lecimy aktualnie samolotem i ż mamy dobre jedzenie i ze jest pięknie. – powiedział Horan
-A ty znowu o tym jedzeniu . – powiedział Louis
-No a ty ciągle o tych swoich marchewkach.
-Ha, ha. – zaśmiał się Malik – Jak dzieci po prostu, jak dzieci.
-Tak jak dzieci. Może byśmy sobie zdjecie zrobili w naszym samolocie? – zaproponował Tomlinson
-Ha ha ha Nudzi ci się Tomi co nie? – zapytałem
-Ej trzeba mieć jakąś pamiątkę. – powiedział śmiało
-A no tak, tak. – potaknął Liam i wyjął telefon.
-Uśmiech proszę Louis .
-Ależ bardzo dziękuje. Teraz zrób Horanowi. Jak on słodko wygląda.
Całą drogę robiliśmy sobie jaja z samych siebie. Bez zdjęć Louisa też się nie obyło. Musiał uwiecznić siebie.

*Oczami Amandy
(wieczorem na kolacji)

Przygotowywałam się do kolacji z dziadkami Marceliny. Było już po 18. Do drzwi zadzwonił ktoś dzwonkiem. Tata poszedł otworzyć. Goście się już zjawili. Całe szczęście ja i Majka zdążyłyśmy się naszykować.
-Dobry wieczór. – przywitałyśmy się
-Proszę, proszę, zapraszam do stołu. – tłumaczył tata
-Bardzo dziękujemy. A o co chodzi? – zapytała babcia Marceliny
-Marcelina, ani Amanda jeszcze się nie chwaliły ? – zapytała mama
-No niestety nic nam nie powiedziały.
-Bo ja i mój mąż oraz ansze córki wyjeżdżamy do Londynu za jakieś 2 tygodnie. I jedna z naszych córek, oczywiście wiadomo, ze Amanda bardzo chce ze sobą zabrać Marcelinę. My nie mamy nic przeciwko, ale chcemy się państwa zapytać, czy może jechać razem z nami .
-Może lepiej nie. Będzie tylko kłopot sprawiała. – powiedziała od razu jej babcia.
-Ależ dlaczego. Marcelina jest dobrą dziewczyną. Poza tym chodziłyby do pracy.
-No nie wiem. Jesteście państwo pewnie?  -dopytywał jej dziadek
-Tak jesteśmy. I całą odpowiedzialność bierzemy na siebie. – powiedział tata
-Niech się państwo zgodzą, proszę, proszę, proszę. – mówiłam
-No dobrze niech jedzie. Ufam państwu i wiem, że przy was nic jej się nie stanie.
-Ma pani rację. Podjęła pani dobrą decyzję. – powiedziałam radośnie.
-Oj Amando, Amando.  – zaśmiała się jej babcia
Moi rodzice i dziadkowie Marceliny zaczęli jeść kolację, a natomiast ja, Majka i Marcelina wyruszyłyśmy w rejs. Umówiłyśmy się ze wspólnymi znajomymi.


Musiałam to dodać! ;) - nie bez powodu Polska ma taki kształt a nie inny. ;D
Polskie Directioners czekają, aż w końcu przyjedziecie !
One Direction come to Poland !

______________________________________________________________________
Nie wiem jakim cudem, ale zdołałam napisać w przeciągu 30 minut kolejny rozdział.Myślę, że jest ok, ale nie do końca. Z resztą opinia należy do was ! Czekam na komentarze ! 
Pozdrawiam ! ;*

PS.
Kolejny nie wiem kiedy dodam, może zdołam jeszcze w tym tygodniu, ale teraz mogę mieć małą przerwę aż do czerwca w pisaniu. Musze się skupić teraz na nauce, żeby dobrze wyszło na koniec roku. Ale obiecuję, że postaram się dodać jakiś rozdział jeszcze, może dwa lub trzy ewentualnie siedem. 

5 komentarzy:

  1. super ! świetnie piszesz. ;D
    pierwszy raz weszłam na twojego bloga, ale na pewno będę tu wpadać często i czytać wszystkie opowiadania ! a kolejne dodawaj szybko. ;D
    i powodzenia w szkole. ;)

    Alicja ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. ! świetne !
    czekam na następny rozdział. ! ;)
    A no i oczywiście !
    One Direction come to Poland ! ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. wow ! :D świetnie ! <3 xx

    OdpowiedzUsuń
  4. wow ! :D świetnie <3 xx czekam na nn . ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. No dobre. ;D Zapraszam do siebie http://my-life-it-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń